Sprawdzić czy nie ksiądz

Obublikował pavvel dnia

Wczoraj do agencji banku PKO w Szamotułach wszedł ubrany w czarny garnitur mężczyzna. Sterroryzował kasjerkę nożem, a następnie uciekł ze skradzionymi kilkoma tysiącami złotych. Dzielni policjanci dopadli złodzieja jeszcze tego samego dnia. Rabuś poinformował stróżów prawa, którzy go zatrzymali, że jest on księdzem z Białogardu.

 

Nie wierzę, że ksiądz to zrobił, on taki miły, uczynny, grzeczny… uczył moje dzieci… to nie on…. Na pewno nie on, pewnie ktoś lub coś go do tego zmusiło – takimi mniej więcej słowami zareagowała jedna z parafianek księdza rozbójnika, gdy dziennikarz telewizyjny zapytał ją o opinię na temat napadu dokonanego przez jej byłego duszpasterza.

 

Policjanci zgodnie ze znaną z komedii Miś Barei zasadą – sprawdzić czy nie ksiądz – ustalili, że zatrzymany jest księdzem, choć od kilku miesięcy nie pracował już jako duchowny w żadnej parafii. Był zatrudniony w jednym z poznańskich supermarketów, jako ochroniarz. Do niedawna jednak rabuś pełnił posługę kapłańską w Białogardzie będąc tam wikarym. Stamtąd został przeniesiony na inną parafię. Na nowe miejsce jednak nie dotarł.  Zaginął na prawie trzy miesiące. Kościelna zguba odnalazł się w policyjnym areszcie. A następnie nieczuły na jego duchowny stan sąd, aresztował trzydziestosiedmioletniego księdza na dwa miesiące pozbawienia wolności.

 

Prawie natychmiast po tych doniesieniach prasowych kuria koszalińsko-kołobrzeska poinformowała, że wspomniany ksiądz nie jest już kapłanem. Podobno on sam miał zdecydować, czy pozostanie w stanie kapłańskim, czy z niego wystąpi. Teraz przez swój czyn, jak informuje kuria, zamknął on sobie drogę powrotu na plebanię.

Byłaby to banalna historia napadu na bank z użyciem noża gdyby nie to, że rabusiem okazał się ksiądz, czy jak woli koszalińsko-kołobrzeska kuria były ksiądz. Jednak zastanawiająca jest reakcja niektórych ludzi na wieści o napadzie.  To usprawiedliwianie na siłę, czego nie można usłyszeć jak przestępcą okazałby się – no nie wiem – może były hutnik.

 

Przykładem takich zachowań niech będzie ta zacytowana przeze mnie wypowiedź byłej parafianki księdza, który okazał się złodziejem. Przecież takich opinii jak ta wspomniana tutaj jest wiele. Jak tylko o cokolwiek jest w Polsce oskarżany kapłan to od razu znajdzie się tysiąc ludzi przekonanych o jego zupełnej niewinności. I to tylko z tego powodu, że uważają za kompletnie niemożliwe popełnienie czynu zabronionego prawem i sumieniem przez osobę duchowną.

 

Czyli jeśli murarz napadłby na bank, krawiec sprzeniewierzył powierzony mu materiał, piekarz po pijanemu potrącił nastolatka samochodem i uciekł, to oni wszyscy byliby potencjalnie winni. I nikt nie stawałby publicznie w ich obronie. Ale jeśli to ksiądz, o tu zawsze znajdzie się kilkadziesiąt osób wierzących w jego pełną niewinność. Nawet jak złodzieja złapano z pieniędzmi w garści.

 

Dlatego całe szczęście, że ten osobnik przynajmniej wykazał się przyzwoitością i był przez chwilę zatrudniony, jako ochroniarz w supermarkecie. Bo jako ochroniarz to już mógł dokonać napadu, ale jako ksiądz to nigdy. Bo przecież pewnie go ktoś namówił, a może to nie on…, bo on taki dobry. Bo on ksiądz przecież.