Rozmowy kontrolowane?

Obublikował pavvel dnia

Gadaliśmy sobie z moim znajomym przez telefon jak zawsze, o wszystkim i o niczym. O tym, że jego szef nie bardzo jest rozgarnięty, że pogoda jest pod psem i nawet pozwoliłem sobie przy okazji utyskiwania na stan pogodowy na żarcik, że to pewnie wina rządu. Po pewnym czasie, gdy w najlepsze obgadywaliśmy pewną naszą wspólną koleżankę mój przyjaciel zrobił nagle pauzę w swojej bardzo obrazowej wypowiedzi a następnie dodał: dobra, starczy… to nie jest rozmowa na telefon. Zapytałem, co to jest tak tajnego, że nie można tego powiedzieć przez telefon. Bo przecież ani ja, ani mój znajomy nie prowadzimy jak przypuszczam nielegalnych interesów. Nie jesteśmy z przyjacielem współwłaścicielami kasyna gry, ani daleko nam do ministerialnych salonów, ani za niczym nie lobbujemy, więc skąd u niego taka obawa, że jakieś służby specjalne przysłuchują się naszej prywatnej rozmowy telefonicznej.

 

Mój znajomy zgodził się ze mną, gdy mu wyłożyłem moje uzasadnienie, że żadni z nas przestępcy, ale nie dał się przekonać, że należy ograniczyć szczerość w telefonicznych rozmowach. Dodał też, że powinienem wiedzieć, że tak naprawdę nie wiadomo, kto teraz nas słucha podczas tej naszej konwersacji telefonicznej. I jak widać z lektury gazet, wszystko, co mówimy może być podejrzane, choć dla nas nasze słowa brzmią w stu procentach w pewłi niewinne.

 

Faktycznie, można w tym kraju dostać paranoi, czego żywym przykładem jest na pewno zachowanie mojego kolegi podczas naszej rozmowy telefonicznej. Jak widać z doniesień prasowych w naszej ojczyźnie nawet nazwanie kogoś podczas rozmowy prywatnej zdrobnieniem imienia może być poczytane za coś zdrożnego. Może właśnie ktoś te nasze niewinne dla nas rozważania na temat urody naszej koleżanki nagrywał. Bo przecież to tylko naszą daleka znajomą jest ta Pani i nie wiadomo, kogo ona zna i czy nie jest w kręgu zainteresowań służb specjalnych. A jeśli nie daj Bóg jest w kręgu podejrzeń! Potem będzie można przeczytać w gazecie, co prawda utajniony, ale jak widać z innych przykładów nie do końca, zapis naszej rozmowy telefonicznej. A co najgorsze ja mojego znajomego w tej naszej prywatnej rozmowie nazwałem Andrzejkiem! Co prawda żaden z niego Miro lub Grzesio, ale zawsze! Użyłem zdrobnienia. I co teraz! Już widzę oczami wyobraźni jak pewien redaktor z ważnej stacji telewizyjnej nabija się ze mnie, że ja to jestem Pawełek, a przyjaciel to Andrzejek.

 

Ile to razy pytałem mojego przyjaciela czy mi pomoże rozwiązać jakiś mój problem? A co jeśli powinienem rozpisać przetarg na rozwiązywanie tego mojego problemu, a nie tak jak dotychczas autorytarnie wybrać jednego spośród wielu moich znajomych do rozwiązania zaistniałego zagadnienia? Co prawda nie jestem ministrem sportu, ustawy raczej mnie dotyczą niż je piszę, ale zawsze mogę być podejrzany w myśl starej zasady -dajcie mi człowieka to i paragraf na niego się znajdzie.

 

Nie należę do żadnej partii. A już na pewno nie jestem posłem na sejm, więc jak mnie kolega namawia na wódeczkę to chyba nie jest to lobbowanie za poparciem monopolu spirytusowego? Co prawda, faktycznie stwierdził mój znajomy w rozmowie telefonicznej, która, jak on twierdzi mogła być podsłuchiwana, że jedną odmianę wódeczki bardziej preferuje od tej innej. Ale chyba nie można tego poczytać za nielegalny lobbing? A jeśli tak?! Przez ten cholerny telefon mówiłem też, że pożyczyłem koledze sto złotych! A może trzeba było od tej pożyczki odprowadzić podatek. Zrobiło mi się gorąco. Czyli możliwe, że jak jednak ktoś słuchał to mogę się spodziewać wizyty smutnych panów.

 

Straszny jest taki kraj, w którym nie można już swobodnie porozmawiać przez telefon. Bo przecież nigdy nie ma pewności, że ktoś tego naszego przez telefon gadania o pierdołach nie słucha, jako ten trzeci. I tego, co dla nas oczywiste i niewinne nie interpretuje na swój sposób, jako nikczemnych knowań przeciw państwu i prawu. Może warto powrócić do znanej z minionych czasów informacji w słuchawkach telefonicznych o tym, że rozmowa jest kontrolowana. Wtedy nikt nie powinien być zdziwiony tym, że nie wszystko można powiedzieć przez telefon, bo przecież było ostrzeżenie.