Wojen w polityce jak grzybów po deszczu
Czasem jak tak przyglądam się polskiej polityce mam wrażenie, że jest ona już całkowicie oderwana od rzeczywistości. My tu sobie maluczcy pchamy powolutku ten nasz wózeczek zwany życiem do przodu, każdego dnia, a tam na górze toczą się walki o Polskę. My tu na dole ten nasz wózeczek po górkę i pod wiatr, a tam na szczytach władzy toczy się wojna, której echa czasami możemy oglądać w telewizji i o której czytamy w prasie. Mam coraz większe wrażenie, że to już w tej ustawicznej walce nie chodzi o Polskę w sensie dobra wspólnego obywateli naszej ojczyzny, ale o jakieś oderwane od rzeczywistości zwycięstwo jednych polityków nad innymi politykami. Taka wojna dla samego wojowania i udowodnienia innym, że jedna prawda jest ważniejsza od innej prawdy. A prawda jest taka, że to polityczne wojowanie już coraz mniej takich maluczkich dotyczy.
Oglądam to polityczne wojowanie na ekranie telewizora, jak seriale o dzielnych policjantach i o niezwyciężonych kosmicznych rycerzach. Dobrze się to ogląda, emocjonujące to nawet, ale przecież jakieś takie nierealne. Jak tak wczoraj przysłuchiwałem się wojennej retoryce polityków z ugrupowania rządowego oraz tych z opozycji tak mi się przypomniał wierszyk Jan Brzechwy – Grzyby, który wielokrotnie recytowałem w przedszkolu. Utwór ten jak ulał pasuje do naszej obecnej wojennej atmosfery politycznej. Tylko jeszcze nie mogę się zdecydować, kto w świecie realnym jest tym bajkowym Królem Borowikiem Prawdziwym, który wyruszał na wojnę z muchami.
A nastroje były w polityce prawdziwie bojowe. Co rusz na mównicy sejmowej pojawiał się kolejny polityk który „ze złości brunatny był cały, bo go muchy okrutnie kąsały”. Oczywiście chodzi mi tu o przeciwne mu politycznie owadzie kąsanie. I z góry bardzo przepraszam polityków i owadzi stan za niestosowne dla obu stron porównanie. Nie tylko tam można było zobaczyć polityków. Dzień wczorajszy przyniósł nam prawdziwy wysyp konferencji prasowych. Co raz z innej strony sceny politycznej słychać było bicie w wojenne bębny i nawoływanie do ostatecznej rozprawy. Premier przemawiał do narodu niczym, wódz waleczny prowadzący swe wojska na ostateczne starcie z wrogiem.
Tylko jakoś tak współrządzący z Platformą Obywatelską Ludowcy wykazywali pewne niezdecydowanie, które doskonale ilustrują strofy mistrza Brzechwy: „Odezwały się pierwsze opieńki: „Opieniek jest maleńki, a tam trzeba skakać na sążeń, gdzie nam, królu, do takich dążeń?!” Jednak były to głosy odosobnione. W Prawie i Sprawiedliwości zaprawionej w bojach od zawsze i walczących od zawsze panowały nastroje jak w pułku muchomorów:” Przychodzimy z muchami wojować, Ty nas, królu, na wojnę prowadź!” – Premier chce wyraźnie doprowadzić do wojny z PiS-em. – mówił prezes PiS niczym wódz do swej armii przed bitwą.
Koniec tej wojny politycznej wydaje mi się też dobrze znany. Zapewne będzie jak w wierszu: „Wojowały grzybowe zuchy, pokonały aż cztery muchy. Król Borowik winszował im szczerze i dał wszystkim po grzybowym orderze”
