Statystycznie nieszczęśliwy

Obublikował pavvel dnia

Przeciętny, czy jak kto woli szary obywatel mojego miasta na prowincji, to osobnik żyjący na niziuteńkim poziomie cywilizacyjnym. Nie za bardzo wykształcony, biedny i chorowity jest ten mój statystyczny szarak miejski. Jak go o coś zapytać po angielsku czy po niemiecku to za nic nie zrozumie, bo nie bardzo w tych językach obcych jest biegły. Choć tą nieznajomość mowy angielskiej to bym mu jednak wybaczył, temu przeciętniakowi pospolitemu. No, bo przecież on i tak nie za bardzo majętny, pieniędzy nie ma i mieć nie będzie to i pewnie całe życie spędzi w mieście rodzinnym i styczności z obcokrajowcami mieć nie będzie. A i tu gdzie zamieszkuje prowincjusz statystyczny, nieczęsto jest okazja do konwersacji w języku Szekspira czy Goetthego. Ale tak naprawdę to jak sobie przypominam z własnych obserwacji to przeciętny mieszkaniec Wielkiej Brytanii też raczej nie włada trzema językami obcymi. Brytyjczyk przeciętniak ogranicza się w komunikacji werbalnej do swej ojczystej mowy. To może ten mój szarak ze statystyk nie jest tak daleko za przeciętniakiem Europejczykiem.

 

Taki obraz statystycznego mieszkańca mojego miasta wyłania się z przeprowadzonych badań i analiz w ramach europejskiego projektu Diagnoza Społeczna 2009. W obecnej, piątej edycji Diagnozy, przepytano dwadzieścia sześć tysięcy osób w wieku powyżej 16 lat, w tym mieszkańców naszego miasta. Moi współobywatele okazali się jednak naprawdę nie wierzyć w to, że kiedykolwiek w naszym mieście będzie lepiej. A ja dotychczas żyłem w przekonaniu, że ze swym pesymizmem pozostaję w pewnej izolacji w stosunku do reszty społeczeństwa. A tu taka niespodzianka! Badania powstają na podstawie przeprowadzanych ankiet a więc mieszkańcy mojego grodu sami wystawili sobie taką złą ocenę.

 

Nasza miejsko – obywatelska samoocena sięgnęła dna i w odpowiedziach na pytania ankieterów wykazaliśmy się kompletnym brakiem optymizmu, co do poziomu i jakości życia w naszym mieście. Tak narzekaliśmy na naszą miejską prowincjonalną rzeczywistość, że w przeprowadzonych badaniach zajęliśmy takie miejsce, jakie nasi piłkarze w rozgrywkach o mundial w RPA, czyli ostatnie wśród trzydziestu sześciu innych miast.

 

Jak się tak przyjrzeć tej diagnozie społecznej mojego miasta to obraz szaraka – przeciętniaka statystycznego nie wygląda dobrze. Szarak przeciętny jest biedny jak mysz kościelna. Nie ma on w domu nawet pralki automatycznej czy komputera. Nie wspominając już o tym, że zdecydowanie nie jest on właścicielem łodzi motorowej czy domu letniskowego. Najlepiej żeby statystyczny nie chorował, bo w tym jego mieście nie ma co liczyć na pomoc medyczną. Dostępność do lekarzy i jakość usług medycznych moi współobywatele ocenili w ankietach tak, że zajęliśmy w badaniu zaszczytne przedostatnie miejsce.

Szarak – przeciętniak – statystyczny mieszkający w moim mieście jak wynika z przeprowadzonych badań jest bardzo nieszczęśliwy. W ankietach w kategorii dobrostan psychiczny wystawili sobie mieszkańcy mojej prowincji klasycznie niską ocenę, co dało drugie od końca miejsce w tabeli. Nikt w tym mieście nie jest zadowolony z całego dotychczasowego życia. Ale jak ma być ten statystyczny mieszkaniec zadowolony i szczęśliwy jak jest coraz bardziej zestresowany. Z badań wynika, że szarak z mojego miasta jest stale nękany różnymi patologiami. A to popadnie w alkoholizm a to znów w narkomanię. Jak nie ma takich ciągotek do uzależnień, to go wysoka przestępczość dopada. Ogólnie tylko usiąść i płakać albo spakować walizki i wyjechać, jak sugeruje autor raportu.

 

Ale nie jest tak źle. Jest w moim mieście jeden zadowolony i szczęśliwy. On optymistycznie patrzy w przyszłość. No może nie jest on jedyny, ale na pewno stoi na czele tej wynikającej z błędu statystycznego mniejszości optymistów. Tym człowiekiem jest prezydent mojego miasta. Przewodzi on jeszcze armii urzędników, którzy uważają, że te pesymistyczne wizje mieszkańców na temat poziomu i jakości życia, które umieściły miasto w badaniach na szarym końcu to tylko ogólnomiejska skłonność do narzekania. A tak naprawdę to idzie ku lepszemu. Dla dobra ogółu mam nadzieję, że to naprawdę tylko skłonność do narzekania, a urzędniczy optymizm jest uzasadniony, bo mimo wszystko nie bardzo chciałbym opuszczać to moje miasto na prowincji.