Życie na podsłuchu

Obublikował pavvel dnia

Żyjemy w kraju, w którym nawet przyjaciel może okazać się agentem Tomkiem, a każda prywatna rozmowa telefoniczna, może okazać się podsłuchiwana przez służby.  W takim kraju jak nasz można szybko nabawić się paranoi. Codziennie w tym samy kiosku kupuję gazetę. Zawsze ze sprzedającym tam Panem Grzesiem przy okazji takiego spotkania wymieniamy poglądy na tematy ogólne, dotyczące polityki, funkcjonowania państwa oraz na temat lokalnych działaczy politycznych. Jednym słowem plotkujemy tak przez chwilę. Ostatnio jak już spakowałem kolejną porcję gazet do teczki, zorientowałem się, że nie zabrałem z domu portfela. Pan Grzesio, choć znamy się tylko przelotnie, z tych naszych dziesięciominutowych zakupowych plotek, zaproponował, że on mi tę moja codzienną porcję gazet po prostu podaruje , a ja mu zapłacę jak będę u niego następnym razem.

 

Powiecie – miły i uczynny człowiek. Ale w świetle ostatnich wydarzeń z udziałem służb specjalnych zacząłem się zastanawiać czy moja skromna osoba, nie jest przypadkiem inwigilowana. Przecież Pan Grześ, jowialny, miły i uczynny człowiek może być podstępnie mnie oplatającym siecią intryg agentem Grzesiem. A ja jak  nic przyjąłem korzyść majątkową, choć przyznaje, że nieznacznej wartości ale zawsze korzyść.  Co prawda żaden tam ze mnie celebryta, ale zawsze przecież nawet aresztowanie takiego małego misia można przerobić medialnie na wielki sukces służb specjalnych. W imię zasady dajcie mi człowieka a paragraf zawsze się znajdzie. Czy to możliwe, że przez to wręczenie gazet przyjąłem korzyść majątkową? Przecież nie dalej jak wczoraj Pan Grzesio prosił mnie o drobną przysługę. I zrobiło mi się gorąco z wrażenia. Już zacząłem się rozglądać za facetami w kominiarkach. Przecież to układa się w czytelny schemat. Agent Grzesio od roku metodami operacyjnymi wydobywa ode mnie informacje. Zaprzyjaźnia się ze mną. Następnie prosi o pomoc w załatwieniu sprawy. Ja mówię, że spróbuję pomóc, a już następnego dnia dostaję od niego korzyść majątkową zawartą w tych darmowych gazetach. Fakt, że minimalną korzyść w sensie materialnym, ale to przecież moje relatywne odczucie tej sprawy. Jak tylko dotarłem do pracy pożyczyłem pieniądze. Następnie wróciłem do kiosku i tam w obecności świadków, z kolejki po gazety, oddałem to, co byłem winny Panu Grzesiowi oraz skrzętnie zachowałem paragon z kasy do ewentualnej kontroli.

 

Czyli może jednak mam paranoję? Choć jestem nikim, to przecież może tylko mnie się tak wydaje? Może gdzieś tam dla kogoś stanowiłbym jakąś wartość w statystycznych wynikach aresztowań? Może ten Pan, co go widziałem ostatnio na dachu kamienicy naprzeciwko mojej pracy ubrany na czarno i z zasłoniętą twarzą to nie kominiarz, ale tajny agent? Czy mój telefon jest podsłuchiwany? Czy jak ktoś jest dla mnie miły i stara się ze mną zaprzyjaźnić to znaczy, że jest potencjalnym agentem czy agentką? Tak… niewątpliwie zaczynam się bać. Zaczynam mieć paranoje. Mam przewidzenia, że ktoś mnie śledzi i podsłuchuje, ale czy jest to tylko wina mojej skrzywionej psychiki, czy też życia w kraju, w którym aż dziewięć służb specjalnych może mnie podsłuchiwać. Ale czy podsłuchuje? Pewnie nie, bo i po co lecz ważniejsze jest tu to, że mogą to zrobić w każdej chwili. Służby specjalne mogą przez pięć dni bez zgody sądu stosować podsłuch w sytuacjach, które same autorytarnie uznają za nagłe. W tym czasie muszą one wystąpić o taką zgodę do sądu – jeśli sąd jej nie wyda, z dalszego podsłuchu trzeba zrezygnować, a już zdobyte nagrania muszą być zniszczone. Ale czy na pewno tak się stanie?