Czy toto jest hazardem?
Jaki był wczoraj dzień? Wtorek. A jak jest wtorek to znaczy, że jakimś dziwnym trafem, jakoś tak przez przypadek trafiam w okolice kolektury Totalizatora Sportowego. Podobnie postępuję w czwartek i w sobotę. I tak zostawiłem po wypełnieniu kuponu zakładu kolejne trzy złote. Tak sobie to tłumaczę, że nie mam z tym problemu, że to tylko taka niewinna gra, która może mi dać przy odrobinie fartu pieniężny wymiar szczęścia. Święcie wierzę, że nie jestem nałogowcem. Ale zawsze jest we mnie ta maluteńka niepewność, że jeśli dziś nie zagram to może właśnie w ten dzień mojej abstynencji hazardowej padną te moje liczby, co to je zawsze skreślam na kuponie i będę potem żałował do końca życia tego, że skąpiłem na zakład totka tych trzech złotych.
Ja już dawno sam sobie wytłumaczyłem, że to żaden hazard, że nie jestem wcale uzależniony od tych odwiedzin kolektury totalizatora trzy razy w tygodniu. Ja doskonale wiem, że to taka niewinna zabawa, którą mogę przerwać w każdej chwili. Ja o tym wiem, bo ciągle sobie to powtarzam i od dawna w to wierzę. Ale zawsze jest mi miło jak ktoś ważny i to na rządowej posadzie potwierdzi te moje przepuszczenia, że nie jestem uzależniony od hazardu tylko tak się za te moje dziewięć złotych tygodniowo świetnie bawię. Jaki ja byłem szczęśliwy gdy wiceminister finansów Jacek Kapica powiedział w wywiadzie dla I Programu Polskiego Radia że granie w Totolotka nie jest uzależniające. – Jest ono wprawdzie zaliczanie do gier liczbowych, które są częścią rynku hazardowego, ale nie jest to tak uzależniające jak tak zwane street gambling, czyli głównie automaty i salony do gier. – wyjaśnił Pan minister od finansów. Czyli potwierdził to, o czym wiedziałem już przecież od dawna. Nie mam problemu z moją gra! Bo cóż to za hazard ten totek. Jak bym w tego steet gamblinga pogrywał to rozumiem, ale w niewinnego totka? Przecież to nie tak bardzo uzależniające jak te gry, co to już ich nie będzie za pięć lat, bo zostaną zdelegalizowane – jak zapowiedział premier.
Czyli spokojnie mogę wydawać to swoje dziewięć złotych tygodniowo na totolotka licząc na wygraną. I czynić to mogę uspokojony słowami ministra jak już wspominałem z poczuciem braku uzależnienia, za to z poczuciem misji. Bo tak oto, na polu walki o pieniądze Polaków, chcących szybko się wzbogacić poprzez wygraną, zostanie niedługo tylko jedna firma. Państwowy monopolista Totalizator Sportowy. Bo kasyn gry z powodu ich niedostępności nie liczę. Chodzi mi tu o gry powszechnie dostępne. Na gry Totalizatora w 2008 roku Polacy wydali prawie 3,5 miliarda złotych. Był to, więc rok rekordowych zysków dla spółki i jej właściciela – skarbu państwa. Po likwidacji hazardowej konkurencji dochody pewnie jeszcze bardziej wrosną. I to wszywko w trosce o nas samych. A co z misją? Proszę bardzo. Według rachunku prawdopodobieństwa szansa na „trafienie” szóstki w Dużym Lotku wynosi jak jeden do 13 miliardów 841 milionów 287 tysięcy 201. Czyli ja w zasadzie tymi swoimi dziewięcioma złotymi zasilam tydzień w tydzień skarb państwa. Czyli płacę podatek, no może i od głupoty, ale zawsze podatek.
Przykro by mi było gdybym okazał się uzależnionym od hazardu. Ale przecież to (toto?) nie uzależnia lub uzależnia w mniejszym stopniu – jak mówi rząd. Więc mogę być spokojny, bo przecież jednym z celów państwa jest ochrona społeczeństwa przed patologiami. I państwo mi tę zarazę hazardu w postaci maszyn do gry wypleni. Dając w zamian coś, co samo stworzyło jako namiastkę hazardu. A jeśli ja się mylę i jestem uzależniony od hazardu? A może słowa ministra o mniejszym stopniu uzależnienia tych, co w totka grają jest próbą przyciągnięcia do gry jeszcze większej liczby ludzi? Po likwidacji powszechnych maszyn do gry na polu walki pozostał tylko państwowy monopolista. Więc teraz legalnie oddam się państwowemu hazardowi. Dobremu, w mniejszym stopniu uzależniającemu, i jedynie słusznemu, bo państwowemu.
