Komisja do spraw lansu i promocji

Obublikował pavvel dnia

Tak, stało się! Dziś właśnie powołano do życia w naszym sejmie kolejny niezwykle ważny dla każdego obywatela z osobna i dla wszystkich polaków skupionych w narodowej jedności twór o nazwie komisja śledcza. Tak nam się przynajmniej wmawia. Tym razem siedmiu wspaniałych posłów zasiądzie za stołem w Sali Kolumnowej naszego parlamentu by pochylić się z troska nad niuansami afery hazardowej. No może jeszcze nie wszyscy członkowie komisji śledczej są wspaniali i powszechnie znali, ale po to właśnie powstała ta komisja, która dla nich, tych wybrańców losu, jest jak zbawienie. Jest biletem do popularności i zaszczytów. Przecież gdzie jak nie w komisjach śledczych można się doskonale zaprezentować milionom wyborców. Gdzie jak nie tam można zabłysnąć przesłuchując przed kamerami największych stacji telewizyjnych najważniejsze osoby w państwie? Tylko tam czeka nieznanego lub zapomnianego przez wyborców posła rozgłos i wielka chwała obrońcy konstytucji oraz wszelkich praw obywatelskich.

 

Tak, dziś powstała kolejna komisja. Tym razem ma ona za zadanie zbadać sprawy związane z aferą hazardową. Ale czy posłowie naprawdę znajdą czas na wnikliwe wyjaśnienie wszelkich kwestii związanych z tym przekrętem? Po tym, co zobaczyłem w telewizji przy okazji prac innych komisji sejmowych szczerze wątpię? Widywałem już wielogodzinne spory o nic miedzy panem przewodniczącym i panią zasiadającą w komisji. Czasochłonne i zażarte spory o to, kto zadaje pierwszy pytanie a kto jest do tych pytań nieuprawniony.  Popisy oratorskie i wzajemne oskarżanie się posłów o to, kto jest a kto nie jest jak rozpędzony pociąg pancerny. Czy nie lepiej byłoby raz powiedzieć, o co w tym naprawdę chodzi i nazwać to miejsce wiecznych sporów po prostu komisja do spraw lansu?

 

Według internetowego Słownika Slangu i Mowy Potocznej celem lansu jest pokazywać się publicznie z jak najlepszej strony. I jak tu nie przyjąć za pewnik, że do tego właśnie służyły wszelkie powstałe do tej pory komisje śledcze w naszym parlamencie. To oczywiście moje subiektywne zdanie, które wyrobiłem sobie na podstawie doniesień prasowych i relacji telewizyjnych. Może i przy okazji wiecznych sporów udało się tam coś jednak wyjaśnić, ale przecież to nie jest tak medialne, więc jakoś tak informacja o sukcesie w wyjaśnieniu kolejnej afery przez komisje do mnie nie dotarły. Bardzie dociera do mnie i do osób, z którymi rozmawiam obraz komisji, która służy do kreowania i budowania pozycji posłów przed kolejnymi wyborami. Oczywiście oficjalnie chodzi w pracach komisji o dobro publiczne. Gdy pierwsza sejmowa komisja śledcza pojawiła się w naszym parlamencie po raz pierwszy pod koniec lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku była kompletnie nieznaną wcześniej w polskiej praktyce parlamentarnej instytucją. Nieznani też byli prawie posłowie, którzy tam zasiedli. Ale wystarczył wielkotygodniowy spektakl telewizyjny z ich udziałem a od razu stali się znanymi powszechnie i popularnymi posłami.

 

Podczas prac w komisji do spraw afery Rywina wylansowało się kilku polityków. Wspomnieć należy przynajmniej Renatę Beger czy może, oczywiście nie porównując – Jana Marie Rokitę. U już na pewno na gwiazdę wypłynął poprzez komisje śledcze poseł Zbigniew Ziobro. Jemu to nawet nie tyle zaszkodziło, co pomogło to, że jeden ze świadków przesłuchiwanych przed komisją, były premier nazwał go zerem. Teraz to on jest wielkim pogromcą wszelkich układów a premier jest po prostu – byłem premierem. Tak czy inaczej o wielu posłach nie usłyszelibyśmy nigdy gdyby nie mieli możliwości lansowania się w komisji śledczej. Więc dla nich to na pewno takie spotkania przed kamerami w sali kolumnowej to czysta okazja do darmowej prezentacji. A dla wyjaśnienia sprawy? Nie wiem… może tym razem się uda…, ale ja tradycyjnie dla siebie pozostanę pesymistą.