Rok bezrobotnego życia

Obublikował pavvel dnia

Spotkałem niedawno kolegę z czasów tak dawnych i tak odległych, że przez pierwsze kilka minut naszej przypadkowej rozmowy na ulicy zastanawiałem się, kto to taki i skąd on mnie zna. Z twarzy był zupełnie niepodobny do nikogo. A jednak wydawało mi się, że go znam. No i on mnie znał na pewno. I nagle rozjaśniło mi się w głowie i już wiedziałem, i już mi się skojarzyło, i już pamiętałem skąd to się znamy. Nie widzieliśmy się około dwudziestu lat. Bo kolega wyprowadził się z mojego prowincjonalnego miasta do wielkiego świata stolicy. A tu taki traf szczęśliwy, że spotkaliśmy się po latach na ulicy naszego rodzinnego grodu.

 

Pamiętam kolegę z czasów, gdy każdy dzień był dla nas walką o lepsze jutro dla nas oraz dla naszego przyszłych pokoleń. Słownej głównie walki, ale zawsze walki. Że tak grubo o tym boju, że przesadą i górnolotnie? Jak się ma naście lat to każda walka wydaje się ostatecznym starciem z siłami zła. A mój znajomy był wielce zaangażowany w działalność dla dobra i wolności nowej Polski. Z wielką werwą wyrywał murom zęby krat. Zrywał kajdany, łamał bat. Licząc, że mury dzięki niemu runą, runą, runą i pogrzebią stary świat! Czyli uparcie i wcale nie skrycie, wierzył w nowy lepszy świat kapitalistycznej, nowej wolnorynkowej, pluralistycznej i antykomunistycznej, świętej, z orłem w koronie, patriotycznej wolnej Polski.

 

Pamiętam też nasze wielkie spory o kształt nowej odrodzonej Rzeczpospolitej. O to, jak ma wyglądać i jakie ma to być to NASZE nowe państwo. Było nas kilkanaście osób rozpolitykowanych ponad miarę, i jak to często z Polakami bywa, każde z nas miało na tę naszą ojczyznę inną receptę. Byli wśród nas i radykalni wielbiciele wolnego rynku, i syndykaliści, narodowcy, anarchiści, socjaliści, centrowcy a nawet monarchiści. Łączyło nas jedno – nienawiść do systemu, w którym przyszło nam spędzić bardzo wczesną młodość oraz wielka nadzieja na nowe juto. Na lepszy, przyjaźniejszy świat. Dzieliły nas bardzo poglądy polityczne. I na tym punkcie dochodziło do wielkich i gorących sporów.  Nigdy jednak nie miało to nic wspólnego z obrażaniem i nienawiścią tak bardzo obecną w polskiej polityce po wielkiej zmianie. Byliśmy przyjaciółmi, którzy dyskusje traktują, jako formę rozrywki, z której przy pewnym szczęściu da się przeciągnąć dyskutanta na swoją stronę. Trafną argumentacją przekonać go do zmiany poglądów. 

 

Jak go tak zobaczyłem na ulicy i jak już ustawiłem go w mojej pamięci w odpowiednim czasie i przestrzeni, jak już powiązałem go z jego dawnymi poglądami to zadałem mu tradycyjne dla Polaków pytanie: co słychać? Spodziewałem się, bo go tak jakoś łączyłem w pamięci z sukcesami w szkole i na studiach, że odpowie coś w stylu: wspaniale! Niekończące się pasmo sukcesów! Bo przecież tak zawsze entuzjastycznie wypowiadał się o tym kapitalistycznym świecie, co to dla niego miał być tym, czym woda dla ryby. A tu spotkała mnie wielka niespodzianka. Usłyszałem bardziej charakterystyczną dla Polaków odpowiedź: fatalnie.

 

I co się stało? Przecież miało być tak pięknie?  A tu to fatalnie?! Wolny rynek, twarde zasady biznesu? A tu fatalnie! To ja miałem przecież pesymistyczne spojrzenie na to, co w Polsce tworzyło się w z radosnym przyzwoleniem władzy. To ja nazywałem nowy system dziewiętnastowiecznym krwiożerczym kapitalizmem a on mnie wyśmiewał, że ze mnie taki nieoświecony, co to nie rozumie, że zawsze powinno istnieć kontrolowane bezrobocie dla przykładu. I właśnie to fatalnie odnosiło się do tego przymusowego bezrobocia mojego kolegi. A zaczynało się tak pięknie. Studia, pierwsza praca, druga praca, trzecie praca. Szybkie awanse i szybkie pieniądze. Korporacje i szczeble kariery. Kierownikowanie, dyrektorowanie, pogoń za sukcesem i kapitalistyczno – korporacyjne gry wolnego rynku. I nagle jak to mówi pewien mój inny znajomy: dobrze żarło, ale zdechło.

 

I teraz od prawie roku przymusowe bezrobocie z zasiłkiem. I tak mi nagle przyszło do głowy, gdy on tak narzekał i narzekał. Przypomniało mi się to, jak podczas dyskusji sprzed lat wychwalał on, ten mój kolega, zalety kapitalistycznego rynku pracy. Jak on wtedy przed dwudziestu laty perswadował, jak argumentował, jak był nieprzejednany w poglądach. Więc mu wtedy w nerwach powiedziałam: posiedzisz rok na bezrobociu to inaczej będziesz gadał. No i inaczej teraz gada, ten mój kolega z przeszłości.