Prawie policjant

Obublikował pavvel dnia

Uciekajcie! Uciekajcie! Czarni idą – ściszonym głosem poinformowała swoje koleżanki starsza pani handlująca, czym się da na chodniku. Po czym cała grupka nielegalnych przekupek, w porę ostrzeżona przez jedną z nich, w panice uciekła do najbliższej bramy.  A było się, czego obawiać. Zza zakrętu wyłonił się umundurowany na czarno, dwuosobowy patrol straży miejskiej. Wielkolud przypominający skrzyżowanie szafy trzydrzwiowej z beczką po piwie w towarzystwie mikroskopijnej blondyneczki. Tak poważne i piękne siły miejskiej straży skierowały się krokiem dostojnym i stanowczym w kierunku, gdzie jeszcze nie tak dawno odbywał się wielce nielegalny handel uliczny.

Przed laty w moim prowincjonalnym mieście jak i w wielu innych miastach w Polsce została utworzona straż miejska. Miała ona za zadanie odciążyć policjantów w pilnowaniu porządku w mieście. Zadania były raczej niewyszukane, ale pracochłonne, więc z radością powitałem, jak inni mieszkańcy, formację, która miała zająć się karaniem za nieporządek na podwórkach, za złe parkowanie samochodem czy za nieodśnieżone chodniki. Myślałem, że dobrym pomysłem jest to, że w tak banalne acz uciążliwe dla obywateli sprawy, nie angażuje się wyszkolonych policjantów, a właśnie straż miejską. Mijały lata i co się okazało, że to nowe, młodsze dziecko policji wyrosło na silnego zdrowego chłopa z takimi samymi jak starszy brat uprawnieniami. Jednostki gminne, które miały być wsparciem dla policji, przez lata rozrosły się tak, że mogą stanowić dla Policji Państwowej konkurencję.

No oczywiście nie chodzi mi tu o konkurowanie w łapaniu przestępców. Nie jestem tak naiwny, aby uwierzyć, że kiedykolwiek powstanie w tej dziedzinie zdrowa konkurencja. Chodzi mi raczej o to, że o wiele łatwiej zostać strażnikiem niż policjantem, a uprawnienia, w których można się realizować powoli stają się takie same. Przyszły policjant musi mieć, co najmniej średnie wykształcenie i świadectwo o niekaralności. Musi charakteryzować się dobrą kondycją fizyczną. Kandydat do pracy w niebieskim mundurze musi przejść skomplikowane egzaminy: test z wiedzy ogólnej, egzamin sprawnościowy, test psychologiczny, rozmowa i badania lekarskie. Ubiegający się o pracę w policji mężczyźni muszą mieć ponad 175 cm wzrostu, panie mogą być o 5 cm niższe. Jak widać nie jest to łatwe. Ale jak nie chcesz się tak starać, nie masz predyspozycji, lub po prostu Ci się nie chce a czujesz pociąg do munduru i wynikających z tego uprawnień, możesz zostać strażnikiem miejskim.

Tu wystarczy tylko przejście przez procedury rekrutacyjne jak na urzędnika gminnego oraz rozmowę kwalifikacyjną i przy odrobinie szczęścia już możesz się przechadzać po ulicy w mundurze z paralizatorem u pasa. Strażnicy miejscy zarabiają więcej niż policjanci i z wyjątkiem prawa do użycia broni palnej, mają niemal takie same uprawnienia. Więc, po co się męczyć na egzaminach. Podstawowe szkolenie na policjanta trwa siedem miesięcy i stanowi dopiero początek skomplikowanej procedury szkoleniowej. Za to, jeśli chce się zostać strażnikiem miejskim czeka nas jedynie dwutygodniowe szkolenia na stróża prawa. Jednak, jeśli nawet taki kontakt z nauką jest dla przyszłego strażnika porządku nie do zniesienia to nic nie szkodzi. Takie wydawałoby mizerne szkolenie nie jest obowiązkowe. Policjant latami uczy się procedur. Zdobywa umiejętności, które gwarantują, że jest dobrze przygotowany do pełnienia swoich obowiązków. Za to strażnik… no cóż on po prostu jest. Bo i czego on się może nauczyć na dwutygodniowym kursie przygotowującym do zawodu. Zakładając, że oczywiście znajdzie się na takim szkoleniu.

 Od niedawna mamy nowe przepisy zwiększają uprawnienia strażników. Uzyskają oni prawo do dokonywania kontroli osobistej, przeglądania naszych podręcznych bagaży oraz jazdy samochodem służbowym na sygnale. Wszyscy strażnicy mogą posiadać paralizatory bez specjalnego pozwolenia. Chciałbym żeby przy okazji tych nowych uprawnień, ktoś dał mi słowo, że jeśli daje się większe uprawnienia w zakresie przymusu bezpośredniego, to ktoś tych strażników przebadał choćby psychologicznie, czy się do takich zadań nadają. Bo strażnik miejski to już prawie policjant, ale jak wszyscy wiemy – prawie robi wielką różnicę. Żebym nie musiał się przekonywać po fakcie, że błędem było, niewyszkolonemu i nieprzebadanemu dostatecznie w zakresie predyspozycji zawodowych człowiekowi, wręczenie paralizatora do ręki.