Polska spółka z ograniczoną odpowiedzialnością
Ostatnio w telewizji widziałem pewnego pana eksperta, który z wielce poważną miną przekonywał widzów i mnie w ich masie, że nie ma to jak prywatny właściciel, bo gdy państwo bierze się za rządzenie w firmie to jest to największe nieszczęście, jakie może spotkać przedsiębiorstwo. Wypowiedź dotyczyła nowych planów prywatyzacyjnych naszego rządu. I tak sobie pomyślałem, jeśli oddanie wszystkiego, co państwowe w prywatne ręce jest takim panaceum na wszystkie kłopoty to może by tak sprywatyzować państwo. Potraktować nasze państwo cierpiące na notoryczny kryzys i posiadające coraz większy deficyt budżetowy, jako takie wielkie przedsiębiorstwo i je sprywatyzować. Jeśli nie udało się zarządzanie państwowe to, dlaczego nie iść za radą wielce genialnego pana eksperta z telewizji i sprywatyzować nie tylko firmy należące do skarbu państwa, ale tak polecieć po całości i sprywatyzować Polskę w całości. Z rządem, sejmem i ministerstwami. Przecież jak nauczał ekspert nie ma to jak prywatne zarządzanie. Więc niech ktoś prywatnie zarządza firmą Polska spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, a my obywatele staniemy się akcjonariuszami z prawem do dywidendy.
Do końca dwa tysiące dziesiątego roku nasz rząd chce uzyskać z prywatyzacji ponad dwadzieścia osiem miliardów złotych. Czyli jak widać, lepiej sprzedać niż dobrze zarządzać posiadanym społecznym majątkiem. Jak to świadczy o państwie, jako instytucji, że nie potrafi w całym naszym społeczeństwie, ba nawet na całym globie znaleźć choćby jednej osoby, która potrafiłaby tak pokierować państwowym przedsiębiorstwem żeby przynosiło ono dochody. Najłatwiej sprzedać, bo przecież nie ma możliwości żeby państwowa firma była dochodowa i przynosiła nam wszystkim zyski. Nie twierdzę w żadnym wypadku, że państwowa własność jest lepsza. Powinna ona być jednak traktowana na równi z własnością prywatną. Jeśli potraktować sejm, jako swoistą radę nadzorczą, a nas, jako akcjonariuszy to chciałbym żeby mnie, choć raz ktoś zapytał o zdanie czy chcę się pozbyć mojego majątku. Jeśli ktoś zarządza naszym majątkiem z naszego nadania to jest przed nami wszystkimi odpowiedzialny za to, że coś idzie nie tak. Nigdy nie uwierzę, że sama zmiana właściciela może doprowadzić do zmian w zarządzaniu. Jeśli ktoś kieruje firmą źle, bo liczy tylko na zyski swoje a nie firmy, to tak samo będzie miał na uwadze własne zyski, gdy to będzie jego własna firma. Jeśli wszelka własność państwowa jest zła to, dlaczego nikt nie prywatyzuje totalizatora państwowego. Więc jeśli tam są zyski, to jednak można zarządzać poprawnie państwową firmą.
Panuje u nas przekonanie, głównie wśród polityków, mówiące o wyższości przedsiębiorstw prywatnych nad państwowymi. No oczywiście jeszcze wyznawcami tej teorii, o wyższości jednego sposobu zarządzania nad drugim, są przedsiębiorcy, ale im się akurat nie dziwię, bo prywatyzacje są w ich interesie. Nie wiem skąd się bierze to bezwzględne przekonanie, że jeśli tylko coś przestanie być państwowe to od razu rozkwitnie. A jeśli nadal pozostanie w zarządzaniu społecznym to jak nic rozpadnie się w puch i pył. Miłośnicy nieskrępowanego wolnego rynku w gospodarce przeflancowaliby w prywatne ręce wszystko, co nadal jest państwowe. Kompletnie nie zwracając uwagi na fakt, że jeśli w prywatnych rękach znajdzie się na przykład firma energetyczna to zgodnie z zasadą, jaka panuje w prywatnych korporacjach nastąpi natychmiastowa maksymalizacja zysków. Co dla nas szaraków oznacza natychmiastową podwyżkę prądu o kilkaset procent, bo nikt nie będzie zważał tu na względy społeczne.
Nawet przyznając rację tym wszystkim, którzy upatrują dobro w prywatnym zarządzaniu to tak sobie myślę, że chyba nie wszystko da się sprywatyzować. Choć skarb państwa chce sprzedawać prawie wszystko i nie ma praktycznie branży, w której nie będzie się sprzedawać całych spółek albo przynajmniej mniejszościowych udziałów w firmach, to mam nadzieje, że politycy i urzędnicy nie pójdą na całość w tym prywatyzacyjnym pędzie. A jak sprywatyzują mi całą Polskę? Jak jakaś globalna korporacja zakupi nasze państwo i będzie rządził nami prezes a nie prezydent? Już prawie tak jest, bo niektórzy urzędnicy zachowują się tak jakby faktycznie państwo było ich prywatną własnością, a my szarzy obywatele bylibyśmy tylko tam zatrudnieni. Choć bardziej pasuje tu, że jesteśmy do państwa przypisani jak chłop pańszczyźniany do ziemi. Czasem faktycznie czuję się jak maszyna zakupiona do prywatnej firmy Polska Sp. z o.o., która produkuje nieprzerwanie pieniądze dla właścicieli, czyli państwa, w formie podatków. A ja chciałbym czuć się podmiotem i właścicielem tego, co państwowe, ale teraz totalnie nie mam poczucia tego, że coś jest moje. Bo państwowe i tak prawie jest prywatne, czyli polityczne, urzędnicze, rządowe. I w zasadzie nie jesteśmy dalecy od totalnej prywatyzacji państwa. Politycy żyją w przekonaniu, że są właścicielami, a my tylko dla nich pracujemy zarabiając podatkami na ich życie.
