Urzędnicze nagrody pocieszenia
Z czym wam się kojarzy nagroda? Zapewne z czymś przyjemnym. Większość z nas musi wykonać coś nieprzeciętnego żeby otrzymać nagrodę. Jeśli ktoś jest sportowcem to za swoje osiągnięcia otrzymuje medale. Jeśli wysoko lub daleko skoczy na nartach lub bez, przybiegnie pierwszy na metę, przepłynie dystans na zawodach pływackich najszybciej ze wszystkich – wtedy czeka go nagroda. Jeśli w szkole byłem najlepszy z klasy z pewnego przedmiotu, to mogłem się na koniec roku spodziewać za to nagrody – najczęściej książkowej. Bo byłem najlepszy. Jak ktoś bierze udział w konkursie na przykład telewizyjnym to wygrywając odbiera nagrodę. Jest jednak jedna instytucja, no może nie jedyna na świecie, ale tą jedną znam, która rozdaje nagrody za samą pracę. Zatrudniając się w urzędzie miejskim na mojej prowincji możesz spokojnie liczyć na nagrodę za uczestnictwo, czyli za sam fakt wykonywania swoich obowiązków służbowych.
Definicja słownikowa słowa nagroda to: dyplom, odznaczenie, pieniądze lub wartościowy przedmiot będące formą uznania lub wyróżnienia za osiągnięcia, zwycięstwo w konkursie, w zawodach i tym podobne. Czyli jak pisałem na wstępie wynika z tego, że jeśli ktoś zrobi coś wybitnego, ponadprzeciętnego, wykaże się ponadstandardową pracą, to za swoje osiągnięcia otrzymuje nagrodę finansową będącą formą uznania. Przez cały ostatni rok nie słyszałem, aby któryś z urzędników magistratu dokonał czegoś godnego specjalnej nagrody. A zapewne wydział prasowy urzędu miejskiego już dawno by się czymś takim pochwalił, bo to przecież takie rzadko widziane zjawisko w naszej prowincjonalnej rzeczywistości. Na pewno nie utrzymywałby takiego zjawiska w tajemnicy. Skromność to na pewno ostatnia rzecz, o którą podejrzewałbym urzędników na mojej prowincji.
W lokalnej prasie przeczytałem dziś, że urzędnicy magistratu w moim mieście dostaną nagrody. Nie żeby pojedyncze osoby dostały wyróżnienia! Na urzędników miejskich spadł prawdziwy deszcz nagród. Po osiem tysięcy złotych wypłacono pracownikom wydziału projektów strukturalnych, którzy przygotowują wnioski unijne. Ja tam nie pamiętam żebyśmy, jako miasto, zostali ostatnimi czasy zasypani unijnymi dotacjami, ale może jednak jakiś podpowierzchniowy ciągły strumyczek tych pieniędzy z Brukseli do nas płynie. Może? Czyli oni tak w trudzie i znoju pracują, ale się tym specjalnie nie chwalą. I za to właśnie dostali nagrodę. Po osiem tysięcy za skromność? Całkiem nieźle. Pracownicy kancelarii prezydenta dostali średnio po cztery tysiące złotych. Niestety lokalna prasa nie donosi, jakie to specjalne osiągnięcia zdecydowały o tych nagrodach. A szkoda, chętnie dowiedziałbym się, za co ktoś dostaje cztery tysiące złotych nagrody. Może coś nam się w końcu udało a tu żadnej informacji.
Nie tylko te wydziały były w ostatnim roku szczególniej wybitne. U nas na prowincji cały urząd jak się okazuje wykazał się w ostatnim roku czymś szczególnie wybitnym. Niestety nie dowiedzieliśmy się, czym, a szkoda. Całkiem niepotrzebnie pan prezydent mojego miasta utrzymuje taką tajność i poufność, co do ponadprzeciętnych osiągnięć swoich urzędników. Ja, jako obywatel chętnie dowiedziałbym się, co każdy z tych tysięcy urzędników dokonał niezwykłego wykraczającego poza jego normalne obowiązki służbowe. Jeśli, jak wynika z informacji prasowej, wszyscy zatrudnieni w urzędzie dostali w nagrodę za swój trud od półtora tysiąca do trzech tysięcy złotych, to pewnie za coś konkretnego.
Jest jeszcze jedno wytłumaczenie tej nadnaturalnej aktywności miejskich urzędników godnych takich nagród. Słownik daje jeszcze dwie definicje słowa nagroda. Pierwsza to taka, że nagroda to wynagrodzenie za poniesione straty lub cierpienia. Jeśli tak jest, to praca w magistracie jest prawdziwą gehenną wartą specjalnej nagrody za cierpienia. A może to – zgodnie z kolejną definicją – nagroda pocieszenia, niewielka gratyfikacja przyznawana po zakończeniu konkursu lub zawodów tym, którym nie udało się zdobyć głównej nagrody. No, jeśli jest tak jak w tej ostatniej definicji, to częściowo mogę zrozumieć przyznawanie takiej ilości nagród dla urzędników. Tym bardziej, że kierownictwo urzędu miejskiego tłumaczy, że tego rodzaju nagrody to rekompensata za brak regularnych podwyżek. Nawet nie wiedziałem, że tam tak źle zarabiają i tak ciężko pracują, że na koniec roku trzeba urzędnikom wypłacać nagrody pocieszenia. W życiu nie chciałbym pracować w urzędzie!
