Bo im się wszystko źle kojarzy…
Jest taki stary dowcip o Jasiu, któremu wszystko kojarzyło się z pewną częścią ciała, którą wszyscy mamy z tyłu. Nieważne, co to jest, i tak nieodmiennie wszystko kojarzy z tym, na czym my wszyscy siadamy, czyli z dupą. Może to niezbyt wyszukana i śmieszna opowiastka, ale najciekawsze w tym wszystkim jest to, że wokół nas pełno jest takich Jasiów, którym się wszystko nie tak kojarzy. No może nie od razu z tą utrwaloną w dowcipie częścią ludzkiego ciała, ale na pewno z rzeczami, na które nikt by nie wpadł tak od razu. Może to jakiś podświadomy wynik nadprodukcji wyobraźni zafiksowanej na jednym skojarzeniu? Nie wiem, ważne jest to, że jak już im się zacznie kojarzyć to nie pozostawiają tego skojarzenia dla siebie, ale za wszelką cenę starają się wszystkim wmówić, że to właśnie ich wizja jest jedyna słuszną interpretacją zjawiska w sztuce ulicy, które zaobserwowali.
Na stacji warszawskiego metra pojawił się ostatnio nowy mural. Jego autorką jest pani Julia, absolwentka warszawskiej Akademii sztuk Pięknych. Obraz nie pojawił się tam przypadkowo, ale w wyniku konkursu organizowanego pod patronatem Metra Warszawskiego. Autorka jest właśnie laureatką w tym konkursie. Artyści w nim uczestniczący mieli wypełnić „przestrzeń publiczną dla sztuki” na stacji metra Marymont. Dzieło Pani Julii to mural o wysokości trzech metrów i szerokości trzydziestu pięciu metrów, przedstawiający stadko białych i czarnych baranków latających wśród chmur i obłoczków nad warszawskim Pałacem Kultury. Zapewne nie wszystkich to dzieło sztuki ulicy zachwyciło, ale też pewnie jest wielu takich, którym to się bardzo podoba. No cóż to kwestia gustu. Ale jak zawsze w sytuacji styku sztuki z miejscem publicznym znalazło się kilku osób, którym mural, a właściwie to, co na nim przedstawiono, źle się skojarzył.
Mnie się to od razu skojarzyło z balonikami – dmuchanymi zabawkami dla dzieci. Bez żadnych podtekstów. Takimi dla milusińskich, jakich pełno na straganach w dzień targowy. Jednak malowidło ścienne ze stacji metra Marymont zatytułowane Baranki Boże wzbudziło niezdrowe emocje u pewnych ludzi. Nie wiem jak to jest, że istnieje wśród nas pewna grupa ludzi, którym wszystko kojarzy się z seksem. A jak już im się coś nawet niewinnego z tym seksem skojarzy, to od razu uważają ze to obraża ich uczucia religijne. Mnie się zawsze wydawało, że sacrum i profanum egzystują w pewnym oddaleniu, ale jak widać nie dla wszystkich. Jest pewna grupka osób, którym owe baranki z muralu przypominają dmuchane lalki z sexshopu dla zoofilii. Naprawdę trzeba jakiejś dewiacyjnej osobowości, żeby tak skojarzyć te dmuchane zabawki z zabawkami dla dorosłych. Poza tym trzeba też poczynić baczne obserwacje w sklepach z erotycznymi zabawkami, żeby wiedzieć, że takie zabaweczki tam występują. Choć nie uważam się za purytanina, to do wczorajszej emisji materiału telewizyjnego o kontrowersyjnym obrazie z warszawskiego metra nie wiedziałem. Nie wiedziałem też o istnieniu takich erotycznych dmuchanych gadżetów.
Mural będzie eksponowany do końca kwietnia, co oznacza, że będzie tam go można zobaczyć podczas Wielkanocy. I to właśnie bardzo drażni tych, którym obraz z metra źle się skojarzył. Jakoś tak w ich mózgach zestawiły się myśli o baranku bożym i tym baranku boskim w sensie religijnym. Faktycznie prawie tak samo, ale jak mawiał klasyk prawie robi wielką różnicę. Ja tam inaczej pamiętam jego wyobrażenie przedstawiane na obrazkach świętych. Ale ja, to ja, inni mają jak widać inne skojarzenia. I tak stowarzyszenie, o którego istnieniu nie wiedziałem do wczoraj rozpoczęło wielki protest wysyłając listy protestacyjne do dyrekcji metra warszawskiego z zadaniem by obraz zniknął ze stacji Marymont. Czasami faktycznie artyści w ramach prowokacji używają zestawień symboli seksualnych z religijnymi. Mogę zrozumieć, że to razi. Ale w przypadku tych baranków z muralu, trzeba naprawdę wielkiej wyobraźni i nieczystych skojarzeń żeby dostrzec tu profanację symboli religijnych. Jak pisałem na wstępie, rzeczywiście już tak jest, że niektórym wszystko się kojarzy… tym razem z profanacją uczuć religijnych.
