Uginał się mosteczek… więc go rozebrali
W moim prowincjonalnym mieście dokonano kolejnej dekomunizacji. Nic nowego – powiecie. Od dwudziestu przeszło lat dekomunizują stale i wszędzie tę naszą ojczyznę. Ale mylicie się bardzo drodzy czytelnicy myśląc, że wszystko już było. Tu na prowincji odpeerelowiacze zabrali się za całkiem inny symbol socjalistycznego zepsucia szpecący jedno z największym osiedli mieszkaniowych mojego miasta. I nie jest to pomnik Lenina. Nie jest to symbol wiecznej przyjaźni z krajem rad wykuty w skale. Ani nawet nie jest to uroczyste usunięcie zasiedziałego od lat siedemdziesiątych działacza spółdzielczego. Sprawa jest bezprecedensowa. Tym razem zostanie usunięty z naszej przestrzeni miejskiej najwidoczniejszy symbol komunistycznej dominacji na osiedlu, czyli kładki dla pieszych umieszczone nad osiedlowymi uliczkami.
Jak donosi nasza ukochana lokalna gazeta, kładki zostały zdemontowane, bo groziły zawaleniem. I nie zostaną już odbudowane. I słusznie powie wielu z was. Przecież jak można odbudować coś, co powstało w złych i mrocznych czasach socjalizmu! Osiedle w założeniach projektantów i budowniczych z lat siedemdziesiątych, miało być najbezpieczniejszym osiedlem mieszkaniowym w mieście, a może nawet i w kraju. Zaproponowano tam, i co najdziwniejsze wykonano, oddzielne drogi dla pieszych i dla samochodów. Wszystko zaplanowano tak żeby ciągi komunikacyjne przeznaczone dla pieszych i dla pojazdów mechanicznych nigdzie się bezpośrednio nie przecinały. Mieszkańcy osiedla, gdy napotkali na swojej drodze jezdnię a na niej auta, mogli tę przeszkodę pokonać, przechodząc górą przez mostek. Dołem jeździły samochody, a spieszeni mieszkańcy spokojnie i bezpiecznie górą. I dzięki temu nie potrzeba było żadnych przejść dla pieszych takich wymalowanych na jezdniach. Kładek dla mieszkańców było dziewiętnaście. I stały się one symbolem tego osiedla.
Ale jak to bywa z symbolami, ten też się zestarzał. Okazał się nieprzystających do naszych nowych czasów ogólnej oszczędności. A że ten symbol dni minionych, nie był remontowany od przeszło trzydziestu lat, to nie jest, więc dziwne, że ze starości zaczęły kładki dla pieszych się rozpadać. Nowe władze spółdzielni zgodnie z zasadą: jesteśmy w końcu we własnym domu, uznały, że kładki są w tak wyjątkowo złym stanie technicznym, że należy natychmiast się ich pozbyć. Żadna to nowina. W końcu jak się czymś nie zajmujesz i nie remontujesz tego przez lata, to nawet stalowo- betonowy symbol w postaci kładki się w końcu niszczy. A jak coś jest dodatkowo stare i nie daj Boże powstało w latach PRLu to najrozsądniej to rozebrać. Pierwsze zniknęły dwie kładki nad ulicą Gagarina i nad inną uliczką wewnętrzną na osiedlu. W pierwszym przypadku rozumiem to wyburzenie. Bo to nie dość, że szpecił stalowy rupieć to jeszcze nad źle kojarzącą się ulicą. Wszystko to razem było nie do przyjęcia dla władz osiedla.
I tak rozebrano mostki nad osiedlowymi uliczkami. Władze spółdzielni zapowiadały wtedy, że rozważa się w mrokach gabinetów wybudowanie nowych kładek o lekkiej nowoczesnej konstrukcji. Ale jak to często u nas bywa, jak coś znika z miasta, to najczęściej dla uspokojenia opinii publicznej, obiecuje się nowe w miejsce starego. Ale jak już coś starego zniknie, to nagle okazuje się, że nowe jednak nie powstanie, bo nie ma pieniędzy. Dziś już wiadomo, że nowych mostów dla pieszych nie będzie. Zrezygnowano też z planów rozebrania skarp, które po mostkach pozostały. Taka oszczędność. Władze spółdzielni oszacowały, że inwestycja w bezpieczeństwo mieszkańców to zbyt droga inwestycja. Unikalne rozwiązanie zapewniające bezkolizyjność ruchu pieszych i samochodów po osiedlowych uliczkach stało się sprawą nieopłacalną. Nowi spece od bezpieczeństwa na osiedlu zdecydowali, że za dużo mniejsze pieniądze po prostu uporządkują zbocza skarp i to starczy. Mostków nie będzie, ale za to po zdjęciu kładek ta część osiedla w oczach jego władz nie wygląda tak źle. – Otworzyła się nowa, ciekawa perspektywa – mówi ważny prezes ze spółdzielni. I tak do spółki z magistratem spółdzielcy rozbiorą kładki i już nie odbudują.
A w zamian przy uporządkowanych skarpach spiętych dawniej mostkami mają powstać przejścia dla pieszych. I tak oto dokonano u nas na prowincji wielkiego skoku cywilizacyjnego. Zamieniono bezkolizyjny i bezpieczny ruch pieszych na bardziej funkcjonalne rozwiązanie, czyli na pozbawione nawet sygnalizacji świetlnej przejście, przez wiecznie zatłoczone samochodami osiedlowe uliczki. Zburzono kolejny symbol „komunistycznej bezmyślności”, czyli kładki dla pieszych, na rzecz kapitalistycznej taniej nowoczesności – zebry wymalowanej na jezdni. Nie można odmówić władzom spółdzielni kapitalistycznego podejścia do bezpieczeństwa. Taniej jest wymalować na jezdni kilka pasów niż wybudować nową kładkę nad ruchliwą drogą. A bezpieczeństwo mieszkańców? Co tam. Najważniejsze, że starych symboli osiedla nie ma. I że jest oczywiście taniej.
