Rośnie w górę Polska druga!

Obublikował pavvel dnia

Jak byłem jeszcze dzieckiem, dostałem w szkole nagrodę za zajęcie pierwszego miejsca w konkursie recytatorskim. Nagrodą była książka, a właściwie encyklopedia dla dzieci. Wielka księga opisująca świat widziany przez pryzmat propagandy sukcesu. Za oknami mojego rodzinnego domu panowała totalna szara rzeczywistość socjalistycznego państwa. Za to, gdy tylko otwierałem książkę, świat od razu nabierał barw. Były tam zdjęcia zwierząt, których nigdy nie widziałem, lądów, których nigdy nie zwiedziłem i ludzi, których nigdy nie poznałem. Był tam po prostu świat bardziej kolorowy od tego, który mogłem zobaczyć i doświadczać, na co dzień. Ale najważniejsze było to, że lektura książki napełniała mnie wielką dumą. Rozpierała mnie od stóp do czubka głowy ogromna duma z naszego wielkiego i zasobnego kraju, o którym czytałem w mojej książce. Towarzysz Edward Gierek z troską widoczną na fotografiach pochylał się nad dziesiątkami problemów, z którymi borykała się nasza socjalistyczna ojczyzna. Ale obraz był ogólnie przepiękny i poukładany. Polska rosła w siłę, a ludziom żyło się dostatniej. Przynajmniej teoretycznie.

 

Z mojej dziecinnej encyklopedii wynikało, że Polska lat siedemdziesiątych jest w pierwszej dziesiątce potęg gospodarczych na świecie. Że w wydobyciu węgla to nawet jesteśmy tak wielką potęgą, że zasługujemy na podium złotych medalistów. Wiedziałem od rodziców, że cukier zdrożał lub go po prostu nie było w sklepach, ale za to dzięki informacjom z książki mogłem być dumny, że lokomotywy znacznie staniały i są ogólnie dostępne.  Czyli tak naprawdę żyłem w ciągłym rozdwojeniu rzeczywistości. Z książki wiedziałem, że jest wspaniale, no może w pewnych dziedzinach jest mały zastój, ale tylko czasowy, bo ogólnie panował raj. A z tego, co mówili rodzice docierał do mnie inny obraz polskiego życia. Istne dwa światy. Realny i książkowy.

 

Tak miałem w dzieciństwie. Dorosłem i już wiem, że czasami papier przyjmuje wszystko. Że jest wytrzymały na wielkie brednie i małe kłamstwa. I że rzeczywistość opisana w książkach, nie zawsze jest taka jak za oknem. Wiem już, że to, co w gazecie nie zawsze jest tym, co w namacalnej rzeczywistości. Że na telewizyjnym ekranie świat wygląda inaczej niż ten na ulicy.  Wszystko to wiem. Ale czasami znów jak dziecko naiwnie daję się podkręcić wiadomościami o naszej polskiej wielkiej gospodarczej potędze. Dziś rano usłyszałem w telewizji słowa prezydenta i zrobiło mi się ciepło na sercu, znów poczułem dumę z naszego dzielnego narodu. – Polska gospodarka jest, według naszych obliczeń, osiemnasta na świecie. Nie będę, nie zamierzam, jako prezydent Rzeczypospolitej owijać tu spraw w bawełnę – miejsce mojego kraju jest, w G 20 – powiedział Lech Kaczyński.

Co prawda nie dalej jak kilka dni temu czytałem, że co piąte polskie dziecko jest ubogie, jak wynika z danych Wydziału Polityki Społecznej Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Według innych danych sześćdziesiąt procent Polaków nie stać na wakacje. Nie bardzo wiadomo czy jeśli uda nam się dożyć do emerytury to ją w ogóle otrzymamy. Na wizytę u lekarza specjalisty czeka się po kilka miesięcy. W moim mieście bezrobocie przekroczyło dwadzieścia procent.  Moja znajoma opowiadała, że jej mamy z emerytury nie stać na wykupienie leków. Czyli jak jest każdy widzi. Ale tak ogólnie, tak po prezydencku, tak państwowo, tak oficjalnie to jest dobrze a nawet lepiej niż dobrze. Osiemnasta potęga na świecie.

Jak wynika z raportu OECD przeciętny dochód rodziny w Polsce należy do najniższych wśród krajów zrzeszonych w tej organizacji, ale za to jak można się dowiedzieć ze słów prezydenta Polska jest też jedną z największych potęg gospodarczych na świecie i zasługuje na zaszczytne miejsce w G 20. – Moja ojczyzna nie jest w sytuacji złej, mamy, jako jedyni w Europie dodatni wzrost gospodarczy (…), mamy niezłą sytuację finansów publicznych, są kłopoty, ale pod tym względem Polska ma warunki lepsze od przeciętnych – przekonuje mnie prezydent. I jak tak tego słucham do przypomniał mi się pewien wierszyk z filmu Stanisława Barei: Pszenny bochen od rolnika, port trącany modrą falą, metro, traktor, telewizor, huta spływająca stalą, mruczy „więc Polak potrafi”. Zadziwiona Europa, cudów dokonują ręce robotnika oraz chłopa. Gospodarzu tych dożynek, twoja przecież to zasługa, że dzień w dzień słychać meldunek: „rośnie w górę Polska druga!”.