Niespieszny wyścig ciężarówek
W Ameryce mają swoje wyścigi ciężarówek potworów. Monstra na ogromnych kołach starają się wzajemnie rozjechać, żeby jak najszybciej dotrzeć do mety. Ale i my – Polacy nie jesteśmy gorsi, bo też mamy swoje motorowe sporty narodowe. Tylko, że nie uprawiamy ich na specjalnie do tego wyznaczonych torach, ale na ogólnie dostępnych drogach. Może nie wszyscy, ale nie zmienia to faktu, że jak żaden inny naród mamy zamiłowanie do szaleństw za kółkiem. Nie przeszkadza nam nawet brak samochodu sportowego. Nawet, kiedy prowadzimy kilkunastotonową ciężarówkę chętnie przystępujemy do rywalizacji na drodze. A że innym przeszkadzamy, trudno. Sport to zdrowie, a już motorowy szczególnie.
Każdy, kto choć raz podróżował po polskich szosach zapewne spotkał się ze zjawiskiem wyścigów między kierowcami TIR-ów. W klasycznych rajdach chodzi o jak najszybsze dotarcie do wyznaczonego punktu. W tym przypadku jest prawie tak samo. Ale jak wszyscy wiemy: prawie robi dużą różnice. Gdy pojazdy, które na polskiej drodze biorą udział tym dziwacznym współzawodnictwie są wielkimi ciężarówkami, ważącymi po kilkanaście ton to różnice prędkości miedzy nimi też najczęściej bywają znikome. I jak się łatwo domyślić taki wyścig miedzy panem Henkiem w Scanii a panem Zdziśkiem w Renault trwa przez wiele kilometrów. Ale jeśli chodzi o sportowe emocje prawdziwy zawodnik czasu przecież nie liczy.
Zawsze, gdy zbliżam się samochodem do ciężarówek sunących w kolumnie po dwupasmowej drodze i chcę je wyprzedzić jedna z nich właśnie wtedy zaczyna ten sam manewr. Na początku kierunkowskaz, za co oczywiście bardzo dziękuję, bo nie każdy ma to w zwyczaju. A następnie wielkie cielsko zaczyna powolny zjazd na lewy pas ruchu i się zaczyna. Czas płynie, kilometry mijają niespiesznie a Pan Heniek z Panem Zdziśkiem w swoich stalowych maszynach jadą sobie równolegle. O przepraszam, jeden drugiego wyprzedza, bo już nie mógł pewnie znieść faktu, że ten przed nim jedzie trochę szybciej.
A ty człowieku suniesz sobie za nimi w swoim malutkim samochodzie z napięciem obserwując te czasochłonną i wielokilometrową rywalizację. Wszystko rozumiem, czasem faktycznie już nie można znieść tego, że samochód przed nami wlecze się wolno bez żadnej rozsądniej przyczyny. Ale jeśli ja jadę z dozwolona prędkością a przede mną z minimalnie mniejszą prędkością jedzie inny pojazd to nie wyprzedzam na siłę, żeby tylko dobić do prędkości wskazanej przepisami. A już na pewno nie wyprzedzałbym, jeśli moja moc silnika nie jest w stanie zapewnić mi prędkości tak dużej żeby manewr wyprzedzania był wystarczająco bezpieczny. Ale jak widać ta prosta prawda nie dotarła do niektórych kierowców ciężarówek.
