Wiem, ale nie powiem, czyli trauma z dzieciństwa

Obublikował pavvel dnia

Zasiadłem rano przy biurku z kubkiem porannej herbaty. Rozłożyłem gazetę i przeczytałem relację reporterską z odwiedzin, jakie uczynił nasz były premier w moim prowincjonalnym mieście.  Tekst z lokalnej prasy dotyczył w zasadzie tylko tego, co powiedział, i co zrobił nasz najbieglejszy w prawie i sprawiedliwości były szef rządu, podczas wykładu otwartego w jednej z wyższych uczelni. Jest, bowiem w tej szkole taki zwyczaj, że zaprasza się tam z odczytami polityków. Czytałem sobie tę relację, a w myślach coraz bardziej odpływałem do odległych wspomnień z czasów przedszkolnych. Czytałem, co też miał do powiedzenia nasz były premier, a przed oczami stawał mi coraz wyraźniej obraz małej dziewczynki z warkoczykami, która prześladowała mnie i moich kolegów z grupy starszaków słowami: a ja coś wiem… a ja coś wiem… ale wam nie powiem. I z gracją wywalała na nas swój język. Niezmiernie mnie wnerwiała ta mała pannica z warkoczykami, tym swoim: wiem i nie powiem. Jak coś wie to, dlaczego nie powie? I po co mówi, że wie, jak nie chce powiedzieć – myślałem o jej zachowaniu wtedy i podobnie z takimi samymi emocjami myślę do dziś.

Teraz po latach trauma z dzieciństwa wróciła wraz z przeczytanymi w lokalnej gazecie słowami prezesa prawego i sprawiedliwego ugrupowania politycznego. Jedno zdanie z gazety, a już mam przed oczami jak żywą tę wredną i wnerwiającą mnie dziewuszkę z warkoczykami. – Nie wymienię konkretnych firm i nazwisk, ale nie rzucam słów na wiatr. Na to wszystko są dowody, tyle, że w obecnej sytuacji politycznej z tych dowodów nie można skorzystać – mówił prezes i były premier na wykładzie. Czyli znów nawiedziła mnie trauma. I znów słyszę w głowie: a ja coś wiem… a ja coś wiem… ale wam nie powiem. Na zdjęciach w gazecie, obok tekstu widzę zatroskanego, starszego pana, przemawiającego głównie do działaczy z pierwszych rzędów. W głowie słyszę ten dziecięcy pisk, a przed oczami mam dziewczę z warkoczami.

 

Już od dawna uważam, że politycy są jak dzieci. I wcale nie robią się tacy na starość. Daleki jestem od takich oskarżeń. Oni po prostu tak mają, że zachowują się dziecinnie z natury. Gdzieś ich tego uczą? Nie wiem, może na tej uczelni? Stąd pewnie te wykłady. Kolejny łyczek herbaty i kolejny akapit tekstu z lokalnej gazety. – Prezydent mówił panu premierowi Tuskowi, że nie powinien powoływać pana Sikorskiego na ministra i podał powody. Ja, jako były premier te powody znam, ale to są informacje ściśle tajne i pan Sikorski wie, że nie mogę ich ujawnić i jeszcze zaszkodzić Polsce. Bo to jest taka sprawa, która by nam realnie zaszkodziła – mówił na wykładzie prezes, a ja przeczytałem to w gazecie. I aż mi ulubiona herbatka stanęła w gardle. Znowu! Na boga Ojca! Myślałem, że on tylko raz z tym: wiem, ale nie powiem. A tu znowu.

 

Nie tak dawno przeglądałem tygodnik Newsweek. I tam też prezes obnażył przede mną i innymi czytelnikami całą prawdę o tym, jak ciężki jest los tych, co to nie mogą milczeć i muszą coś powiedzieć, ale jednocześnie nie mogą powiedzieć, więc tylko mówią, że wiedzę tajemną posiadają a nie mogą jej ujawnić ku własnej rozpaczy lub radości. Zaprawdę prawe to i jak najbardziej sprawiedliwe.  – Jeśli Tusk postawi na Sikorskiego będzie miał się z pyszna. Tak, to byłoby bardzo zabawne – rzecze w wywiadzie dla tygodnika nasz były już, dzięki Bogu Wszechmogącemu i wyborcom, premier. Znów to stałe dla niego: wiem, ale nie powiem. Czy tak trudno nic nie powiedzieć? Milczeć po prostu jak ma się powierzoną tajemnicę, a nie mówić wciąż i znowu, że się coś wie, ale wielka tajemnica państwowa zabrania ujawnienia prawd tajemnych.

Na sam koniec relacji z uroczystego odczytu na uczelni prezes ubawił mnie słowami, które w kontekście jego własnych słów zacytowanych poprzednio brzmią przynajmniej dziwnie. – Dobry obywatel to dobrze poinformowany obywatel, musi znać prawdę – mówił były premier. Błagam niech pan, panie premierze zastosuje się do własnych słów i sprawi żebym stał się dobrym, dobrze poinformowanym obywatelem. Niech pan jak coś zacznie mówić, to niech pan powie cała prawdę, a nie mówi, że wie, a nie powie. Bo mnie znów trauma dzieciństwa dopadnie. Nie wiem, kim teraz jest moja prześladowczyni z przedszkolnych lat z tym swoim wiecznym: wiem i nie powiem. Ale mam przekonanie graniczące z pewnością, że stoi ona w równym szeregu z innymi prawymi i sprawiedliwymi partyjnymi działaczami, upajając się światłym kierownictwem prezesa chętnie mówi, że wie wszystko, ale nie wszystko może powiedzieć.