Czy grosz to nie pieniądz?
Widziałem dziś, stojąc w kolejce w piekarni, jak starsza pani płacąc za chleb wysypała na ladę pełno monet. Ekspedientka z wielkim zapałem rozpoczęła liczenie. Ale że monety były w większości żółtymi monetami groszowymi, to trwało to dłuższą chwilę. Za mną w kolejce do kasy stanął jegomość w średnim wieku, który na każdy ruch kasjerki mylącej się i zaczynającej liczenie grosików od nowa znacząco sapał i przywoływał imię Pana Boga nadaremno. Pani sprzedawczyni właśnie przeliczyła kolejne grosze ustawiając je w zgrabny stosik i zabierała się za ustawianie następnego, a on swoje: Jezus! I to prosto w moje ucho, sapiąc przy tym ponaglająco, lecz nadaremnie. Rozumiem, że jak ktoś podjechał swoim nowiutkim mercedesem, aż pod same drzwi piekarni blokując całkowicie ruch na chodniku, wysiadł z samochodu ignorując uwagi przechodniów, co do sposobu parkowania, a potem bez słowa wlazł do sklepu – to pewnie się bardzo spieszy. Bo przecież inaczej, ten pan pachnący jak fabryka perfum, w drogim, choć trochę nie modnym już garniturze, gdyby się nie spieszył tak bardzo, to pewnie zaparkowałby jak każdy, czyli zgodnie z przepisami. I pewnie gdyby nie pośpiech, to z pewnością po wejściu do sklepu powiedziałby zwyczajowe: dzień dobry. Ale on jak widać się bardzo spieszył, bo mi w to moje ucho jak mantrę powtarzał: – Jezus! Jak można takimi drobnymi płacić? Jezus! Ludzie się spieszą!
Mam nadzieję, że przez słowo: ludzie, miał na myśli kogoś innego niż mnie i siebie. Bo ja nie chciałbym być w jakikolwiek sposób kojarzony z tym panem. Tak czy inaczej, pani liczyła starczy grosz za chleb, a ja wysłuchiwałem tego marudnego i jednostajnego głosu pana w garniturze, wzywającego Boga na świadka jego cierpienia. – Nie może pani płacić grubszymi a nie takim bilonem! – nie wytrzymał i pouczył staruszkę pan z stojący za mną. – Ludzie się spieszą! – dodał znów stawiając mnie i siebie na równi. – Nie mam innych – odparła wyraźnie speszona staruszka. A ja w myślach zaczynałem rozpatrywać czy jak odwrócę się i wyjadę gościowi z grzywy to on zrozumie, za co oberwał. Ale gdy się odwróciłem i spojrzałem w twarz osobnika za mną zrozumiałem, że pewnie jednak nie zrozumie. Na szczęście moje krwawe rozważanie i niecierpliwość mojego sąsiada z kolejki została przerwana, bo pani sprzedawczyni uporała się z liczeniem grosików staruszki i ta w pośpiechu opuściła sklep.
Teraz, gdy przyszła moja kolej na zakupy postanowiłem i ja wysypać wszystkie grosiki na ladę, ale się powstrzymałem, bo wiedziałem, że jak jeszcze raz usłyszę to jego ponaglające mnie: Jezus! To nie wytrzymam i mu naprawdę coś zrobię. Zapłaciłem, więc jedną monetą. Byle szybciej. Ale jak już opuszczałem sklep to przypomniało mi się pewne zdarzenie, o którym czytałem w prasie. Była to dziennikarska opowieść o pewnym motocykliście, który w ramach protestu przeciw wysokim opłatom za przejazd jednośladów, obowiązującym na autostradzie A1, postanowił zapłacić drobnymi pieniędzmi za usługę. A że były to monety naprawdę drobne, więc liczenie trochę trwało. Wokół niego pojawili się policjanci i mężczyzna z kamerą, który filmował cały proces płacenia. Pani z kasy przyjmująca pieniądze w okienku kilka razy zwróciła uwagę motocykliście, że pieniądze za przejazd, którymi chciał zapłacić powinny być odliczone. Po zakończonym procesie liczenia grosików pan otrzymał paragon, wsiadł na swój pojazd i odjechał. Ale na tym się nie skończyło. Po pewnym czasie motocyklista otrzymał z krakowskiego sądu zawiadomienie mówiące, że płacąc drobnymi w punkcie poboru opłat na autostradzie tamował tam ruch przez pięć minut. Został on uznany winnym i dostał grzywnę w wysokości dwustu złotych. Krakowski sąd uznał, że było to celowe działanie, bo motocyklista nie miał odliczonej kwoty, więc popełnił wykroczenie z artykułu dziewięćdziesiątego kodeksu wykroczeń.
Aż mnie zmroziła wizja, w której starsza pani dostaje mandat za wstrzymanie ruchu w piekarni przez płacenie swymi pewnie ostatnimi grosikami za chleb. Może ten wielce religijny osobnik, ze swoim po wielokroć powtarzanym Jezus na ustach, doniósł gdzie trzeba na staruszkę, i teraz pani grosikami płaci za grzywnę wydaną przez państwowy sąd. A mnie się wydawało, że sto złotych w banknocie to taki sam środek płatniczy na obszarze Polski jak moneta jednogroszowa. Ale jak widać są u nas państwowe instytucje, które wydają wyroki wskazujące, że groszówki są złe, a banknoty dobre. A może wprowadzić przepisy nakazujące Polakom płacenie za zakupy tylko odliczoną kwotą i w pełnych złotówkach a nie w jakichś groszach? Odwróciłem się na ulicy szukając wzrokiem niecierpliwego pana z piekarni. Gdy odjeżdżał z chodnika zauważyłem, że ma on na swym samochodzie pięknie wyrysowany znak ryby nad tylnym zderzakiem. Pewnie oprócz tego, że wielce religijny z niego osobnik, to jeszcze wierzący w sprawiedliwe i sensowne wyroki polskich sądów.
