Używanie słów wulgarnych i obelżywych

Obublikował pavvel dnia

W starciu z instytucjami państwowymi, w tym także samorządowymi, zwykły obywatel nie ma szans. A jeśli dodatkowo państwo nasze reprezentuje urzędnik odziany w mundur, to szanse zmniejszają się do zera. I choć strażnik miejski jest przecież niczym innym jak pracownikiem samorządu, czyli magistrackim urzędnikiem a nie funkcjonariuszem policji, to jednak mundur daje mu wielką władzę. Strażnik jednak nie podlega ostrym rygorom naboru i szkolenia, jakie przechodzą kandydaci na policjantów. Zasadne jest więc pytanie, czy strażnik miejski jest dobrze przygotowany do pełnienia funkcji policyjnych. I czy te uprawnienia, które ma na mocy odpowiednich ustaw, z braku odpowiedniego szkolenia, wiedzy czy nawet odpowiednich predyspozycji psychicznych, nie będą nadużywane. Wczoraj w telewizyjnym programie widziałem reportaż o zwykłym obywatelu z miasta Łodzi, który sfotografował źle zaparkowany samochód straży miejskiej. I tym właśnie wzbudził wielki gniew strażników miejskich, którzy w stosunku do delikwenta użyli środków przymusu bezpośredniego w postaci siły fizycznej oraz kajdanek.  Następnie doprowadzili mężczyznę do najbliższego komisariatu policji gdzie spędził kilka godzin.

 

W TVNowskim programie Uwaga wypowiadał się między innymi przełożony sfotografowanych strażników. I tam właśnie usłyszałem słowa, które są jak mi się wydaje stałym już i standardowym oskarżeniem wobec osób, które popadły w konflikt z urzędnikiem w mundurze.  Wystarczy złożyć zawiadomienie o przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariusza, aby w odpowiedzi na postawione mu zarzuty zostać oskarżonym między innymi o używanie słów wulgarnych i obelżywych w stosunku do funkcjonariusza w mundurze. Łatwo zgadnąć, komu uwierzy sąd, gdy już przed nim staniemy i słowa mundurowego będą przeciwko naszym słowom. Wielokrotnie słyszałem o takich przypadkach i wystarczyła krótka sonda wśród moich znajomych z pracy, aby potwierdzić, że nawet niewinnie wyglądającym i grzecznym z natury osobom zdarzyły się oskarżenia o używanie słów wulgarnych i obelżywych w stosunku do funkcjonariusza straży miejskiej.

 

Może nawet uwierzyłbym, że ten pan z miasta Łodzi i moja koleżanka, z natury spokojny człowiek, to jacyś zakamuflowani cholerycy, co to jak tylko zobaczą funkcjonariusza, to od razu zaczynają go lżyć i obrażać. Uwierzyłbym gdyby nie to, że sam stałem się kilka lat temu przedmiotem takich oskarżeń ze strony strażników. I od razu dodam, że nikogo nie obrażałem słownie, a wręcz przeciwnie, byłem wyjątkowo małomówny, spokojny i zrównoważony, zważywszy na okoliczności. Zdarzyło mi się kiedyś zatrzymać samochód w miejscu gdzie obowiązywał zakaz parkowania. Nie chciałem tam zostawać długo. Tylko tyle czasu, ile potrzeba na otworzenie bagażnika i wystawienie tego, co się w nim znajdowało na ulicę. Nie zdążyłem jeszcze wyłączyć silnika, a już pukał w okno mojego samochodu strażnik miejski z propozycją ukarania mnie mandatem za parkowanie w strefie, w której jego zdaniem nie powinienem tego robić. Nie dyskutowałem. Nie marudziłem. Spokojnie odmówiłem przyjęcia mandatu, bo mieliśmy ze strażnikiem inne zdanie na temat różnicy między zatrzymaniem i postojem pojazdu. A że nie chciało mi się dyskutować, więc uznałem, że sąd jest najwłaściwszym miejscem do rozstrzygnięcia, który z nas dwóch ma rację.

 

I tak się stało. Spotkaliśmy się przed obliczem sądu z panem strażnikiem i tam dowiedziałem się z ust funkcjonariusza straży miejskiej, że, podczas gdy funkcjonariusz pełen skromności i wymogów służby starał się wręczyć mi mandat, ja podniesionym głosem używałem w stosunku do niego słów wulgarnych i ogólnie uważanych za obelżywe, czym go uraziłem do żywego. Zdziwiłem się, bo albo miałem pomroczność jasną, albo po prostu strażnik kłamał, że byłem taki, jakim nigdy nie bywam. Na pytanie wysokiego trybunału czy tak było zaprzeczyłem i przywołałem na świadka osobę, która podróżowała wtedy ze mną samochodem. I tu jakby to moje szkalowanie munduru znikło zupełnie. Bo ani strażnik już więcej do kwestii słów wulgarnych nie powracał, ani sąd jakoś nie drążył tematu mojej wmawianej mi przez strażnika obelżywości. Tak, więc jeśli chcesz mieć stuprocentową pewność, że nie obrażasz słowem munduru, staraj się drogi czytelniku mieć świadka starć słownych z funkcjonariuszem.  Bo nieważne, że nie obrażałeś słowem, ani nawet czynem strażnika miejskiego. Jak nie masz świadków na swą niewinność to możesz być prawie pewien oskarżeń o używanie słów wulgarnych i obraźliwych.