Exodus Polaków na plaże Egiptu

Obublikował pavvel dnia

Żyjemy w ciekawych czasach. Można rzec, co krok to nowy prorok. Co chwila objawia się nam nowy przewodnik, który wskazuje nam nowy kierunek narodowych wypraw do krainy wiecznej szczęśliwości. Idea wielkiego marszu ku lepszej przyszłości jest bardzo popularna wśród prawych i sprawiedliwych działaczy partyjnych. I choć ten marsz jest alegoryczny, to zawsze to jakaś droga do przebycia. Naród nasz jest na pewno wybrany do takich wędrówek. Biblijne plemiona Izraelitów maszerowały czterdzieści lat przez pustynie, w drodze do ziemi obiecanej. Polacy też od wielu lat są w ciągłej drodze ku lepszym dniom. Od niepamiętnych czasów trwa nasz polski exodus. Ciągle jesteśmy w drodze do wyśnionego dobrobytu i stabilizacji. Od lat słyszę, że idziemy wraz z całą Rzeczypospolitą, a to do drugiej Japonii, a to do nowej Irlandii.  Ciągle idziemy, ale choć cel określają coraz to nowi prorocy, to nasz wieloletni marsz ku lepszej i dostatniej Polsce nigdy się nie kończy. U progu odrodzonej i demokratycznej ojczyzny, słyszałem z ust ówcześnie prowadzących ten nasz lud i kra,j ku ziemi obiecanej kapitalizmu, że wystarczy tylko dwadzieścia lat abyśmy odpoczywali u bram istnego raju na ziemi.

 

Czterdzieści lat, tyle na czele ludu izraelskiego wędrował Mojżesz przez pustynię. My nie będziemy gorsi. Podczas kongresu prawych i sprawiedliwych Jarosław Kaczyński ogłosił nowy termin dojścia do ziemi obiecanej utrudzonego ludu naszej ojczyzny. Nowy program podróży przez pustynię kryzysu, prawy i sprawiedliwy wódz i przewodnik, wyznaczył na dziesięć lat. Czyli zamiast czterdziestu lat wystarczy nam dziesięć! Niewątpliwy postęp! Wtedy to, w dwa tysiące dwudziestym roku, jeśli naród zaufa prezesowi oczywiście, czeka nas kres tułaczki. Prezes wprowadzi nas do G20, obroni Polską rodzinę przed wszelkim zagrożeniem oraz wprowadzi w Rzeczpospolitej uczciwą politykę. Wystarczy, aby naród zrozumiał, że należy jak najszybciej porzucić fałszywych przewodników i oddać rządy tym, co prawi są i sprawiedliwi.  Na kongresie wódz liczącej około dwadzieścia trzy tysiące członków partii przypomniał, że nasz obecny przewodnik, premier Tusk, obiecywał Polakom Irlandię, ale – jak mówił prezes – niestety prowadzi nas w pobliże Grecji. Czyli okazało się, że kierunek jest niewłaściwy. Trzeba jak najszybciej narodowi wskazać inny, znacznie lepszy cel marszu do ziemi obiecanej.

 

– Plaże Egiptu, Tunezji są dzisiaj zaludnione przez Niemców, Francuzów, Anglików, po części też Rosjan i Czechów. Polaków tam niezbyt wielu. W dwa tysiące dwudziestym roku muszą być tam miliony Polaków! Polacy muszą mieć prawo do wypoczynku! – wyznaczył nam nowy kierunek prezes prawy i sprawiedliwy. W dawnych wiekach Izraelici wyruszyli z Egiptu pod przewodem Mojżesza. Teraz kierunek się odwrócił. Naród nasz wybrany, wyruszyć ma do Egiptu pod światłym przewodem nie jednego przewodnika, ale dwóch! Niech no tylko Polacy wrócą na właściwą drogę i w najbliższych wyborach złożą swój los w ręce braci. Prezydent i prezes wzajemnie się wspierając wraz z gronem wyznawców zaprowadzą nas z ziemi polskiej do egipskiej. Już w dwa tysiące dwudziestym, staniemy tłumnie nad morzem Czerwonym grzejąc się w afrykańskim słoneczku.

 

Prezes nie zapomniał o swoim ludzie. Choć wielu zapewne liczyło, że jednak zapomni. Zwołał do Poznania swe wierne zastępy, aby wskazać im nową drogę. Teraz zapewne te dwadzieścia trzy tysiące partyjnych z PiS-u zaniesie dobrą nowinę do wsi i miasteczek rozsianych po całej Rzeczpospolitej. Zaniesie wieści o planowanej wielkiej wyprawie na plaże Egiptu. Wyzwoli nas prezes z ucisku nowego faraona, który niczym nieznośne dziecko w supermarkecie, wrzuca do koszyka coraz to nowe towary zapominając, że przyjdzie taki czas, kiedy trzeba będzie za nie zapłacić. Jak widać strasznie pobłądziliśmy. Ale nic straconego. Jak tylko znów prawi i sprawiedliwi staną na czele po wygranych wyborach, jak obecny prezydent rozpocznie kolejną kadencję równie udanych rządów, to jest możliwość, że wnet, czyli w dziesięć lat, dotrzemy na plaże Egiptu czy Tunezji.

 

– PiS nie jest dla siebie, jest dla narodu – oświadczył prezes prawych i sprawiedliwych. I radość zapanowała w szeregach partyjnych działaczy.  Bo okazało się, że są awangardą zmian i pewnie oni pierwsi zbierać będą owoce dobrobytu na plażach Egiptu. Miejmy tylko nadzieję, że naród zrozumie jak wielka jest przed nim szansa na wieczny wypoczynek. Że Polacy w wyborach zagłosują właściwie. Bo szkoda zmarnować taką szansę. Tylko dziesięć lat oczekiwania dzieli nas od wylegiwania się pod palmami. Choć jeśli – jak mówił prezes – do dwa tysiące dwudziestym roku, miliony Polaków muszą zaludnić plaże Egiptu, to czy Egipcjanie zniosą nas w takiej liczbie? Czy ta starożytna kraina jest przygotowana na taką inwazję Polaków, którzy muszą mieć prawo do wypoczynku? Obawiam się, że nie. I możliwe, że wielu z nich wyruszy wtedy z ziemi egipskiej do Polski. I co wtedy?