To jest kiosk Ruchu, ja tu bilety na pociąg mam!

Obublikował pavvel dnia

Tak to już jest, że czasami coś, co wydaje nam się minione, odległe nadal trwa obok nas. Przy okazji prawie każdej emisji polskich komedii z okresu PRLu na ekranie pojawia się jakaś mądra postać objaśniająca widzom, że zobaczą za chwilę w swych telewizorach odległe już i mroczne czasy i ogólnie to se ne wrati jak mawiają nasi bracia Czesi. Ale tak z pewnością nie jest. Zdecydowanie nie ma wokół nas tamtej rzeczywistości w sensie fizycznym, ale duchowym to jak najbardziej jest tak samo, no może tylko podobnie. Pamiętasz drogi Czytelniku scenę z filmu Stanisława Barei Miś, w której pani kioskarka wykrzykuje do niezadowolonych klientów: Cholera jasna! Won mi tu stąd, jeden z drugim! Będzie mi tu kłaki rozrzucał! Panie! Tu nie jest salon damsko – męski! Tu jest kiosk RUCH-u! Ja… Ja tu mięso mam!

 

W tamtych czasach nie było niczym dziwnym to, że w kiosku z gazetami można było dostać mięso. Gazeta Politechnik była kryptonimem schabiku, a Przegląd Speleologiczny zaszyfrowanym hasłem, po którym na ladzie kiosku można było zobaczyć wątróbkę. I choć to tylko filmowa fikcja to jednak w pewnych aspektach zdecydowanie naśladowała życie w Polsce Ludowej. Teraz nie jest inaczej, tylko, że nie potrzeba sięgać po aluzyjną fikcję. Teraz wystarczy obejrzeć wiadomości w telewizji czy przeczytać gazety, żeby się przekonać, że polska rzeczywistość jest nadal dość dziwaczna. Z hal dworcowych mogą zniknąć tradycyjne kasy biletowe. Przewozy Regionalne nie podjęły jeszcze ostatecznej decyzji, co je zastąpi, ale jednym z pomysłów jest, by bilety można było kupić w kioskach – donosi gazeta Rzeczpospolita. Więc niewątpliwie zmieni się niebawem wygląd polskich dworców kolejowych. Pierwsza linia kolejowa na terenie Polski została otwarta dwudziestego drugiego maja tysiąc osiemset czterdziestego drugiego roku. Linia ta połączyła Wrocław z Oławą. Była to pierwsza linia kolejowa w obecnych granicach Polski. I zapewne wtedy powstały pierwsze dworce kolejowe i zapewne wtedy też pojawiły się tam kasy biletowe. Więc tradycja jest. Czy pierwsi pasażerowie żelaznej kolei kupowali bilety w jatkach z mięsem czy może u pobliskiego szewca? Pewnie nie.

To śmiała i rewolucyjna idea, a jednak tak jakby z minionych czasów. Przewoźnik kolejowy Przewozy Regionalne miesięcznie sprzedaje ponad trzysta tysięcy biletów, z tego prawie dziewięćdziesiąt procent w dworcowych kasach. Teraz spółki nie stać już na wynajmowanie i opłacanie powierzchni na dworcach w dużych miastach od jej właściciela, czyli Polskich Kolei Państwowych. Nie płaciła ona za wynajem i teraz winna jest PKP prawie pięćdziesiąt sześć milionów złotych. Dla mniej zorientowanych wyjaśniam, że PKP to nie to samo, co kiedyś. Teraz polskie koleje podzielono na mniejsze firmy, które ze sobą konkurują i wzajemnie sobie płacą. Ktoś inny teraz sprzedaje bilety, ktoś inny jest właścicielem dworca, a czasami ktoś inny jest właścicielem pociągu. Zapewne, dlatego żeby było prościej. Dobrze, że nie doszło jeszcze do tego, że w pociągach, kto inny odpowiada za drzwi do wagonu, ktoś inny za przedziały, inna spółka za lustra, inna za fotele, a kolejna za stan kibelka. Natomiast za dostarczenie wody do umywalki już ktoś zgoła inny. Następnie całkowicie inna niezależna spółka będzie odpowiadała za dostarczenie papieru toaletowego, a inna za mydełko. A kto będzie odpowiadał za koła pociągu? Chyba nie ten wybrany w drodze przetargu, który odpowiada za okna? I tak dalej i dalej. Szczyt dywersyfikacji! I każda spółka niezależna będzie miała własny dział księgowy, prezesów, dyrektorów, managerów i tak dalej. I każda każdej będzie coś winna.  Więc jak na przykład ci od wagonów będą zalegać z opłatami tym od kół, to łatwo przewidzieć ze daleko nie pojedziemy.

 

Przewozy Regionalne, jako niewypłacalny dłużnik PKP mają opuścić wynajmowane dotąd lokale do kwietnia. A kasy biletowe będą likwidowane. Tak oto po wielu, wielu latach nie kupimy biletu na pociąg w miejscu, w którym byśmy się go naturalnie spodziewali. Ale za to dostaniemy go w pobliskim kiosku z gazetami. A może w tym pomyśle pójść dalej. Może na ulicach pojawią się gazeciarze, o przepraszam bileciarze zachwalający głośno swój towar: Bileteeeetyyy do Krakowa! Ostatnie wydanie!!! Nie chce pan do Krakowa, więc ja radzę niech pan bierze do Torunia… to bardzo rzadki bilet… jeszcze aktualny… pociąg odleciał trzy dni temu… nawet jeszcze nie wrócił.