Grubi muszą biegać…
Miałem jeszcze kilka minut. W mojej fabryce, to jest w biurze, pracę zaczynamy o ósmej, a tu jeszcze kwadrans. O nie, za nic nie podaruję tych kilku minut wolności. Słoneczko świeci. Leciutki wietrzyk wieje. W drodze z parkingu postanowiłem, więc przysiąść na ławeczce w parku i kilka minut poczytać gazetę. Ledwo ją rozłożyłem i zagłębiłem się z lekturze, której autor analizował różnice między pewnym Bronkiem a pewnym Radkiem, gdy usłyszałem sapanie. Ktoś dyszał tak jakby miał za chwilę zejść z tego świata i połączyć się w niebiosach z naszym stwórcą. Pomyślałem, że to jakiś staruszek pewnie pragnie ostatkiem sił dotrzeć do ławeczki i zasiąść obok mnie. Widziałem go oczami wyobraźni. Siwiuteńki staruszek przychylony do ziemi przez lata życia. Ale nie widziałem go przecież, bo mój nos i wzrok skierowany był w płachtę gazety. Tchsześć….heeee…heeee…heee – usłyszałem ze zdziwieniem dość młody i do tego kobiecy znajomy głos. Znad gazety zobaczyłem moją koleżankę, w modnym stroju sportowym, w naciągniętej na blond główkę czapeczce. Czerwony kolor twarzy dziewczyny oraz chrapliwe rzężenie zwiastowały jej całkowite fizyczne wyczerpanie. Dżizas! Gonił Cię ktoś?! – zapytałem z troską, zrywając się z ławki, by ratować niewiastę w potrzebie.
– Nie, nikt mnie nie goni. Tak sobie biegam troszeczkę dla zdrowotności – wyjaśniła dziewczyna, gdy doszła już do siebie na tyle, że mogła wymówić kilka słów bez narażenia się na hiperwentylację – Dla zdrowia?! Przecież ty ledwo żyjesz! – wyraziłem uzasadnioną troskę. – Ale ja muszę, przecież jestem gruba – stwierdziła moja koleżanka. Zlustrowałem pobieżnie zaróżowioną z wysiłku twarzyczkę. Potem całą sylwetkę dziewczęcia i stwierdziłem, że nie jest przecież aż tak źle, aby się doprowadzać do stanu kompletnego wyczerpania organizmu w pogoni za lepszą sylwetką. Ale ona rozwinęła już swoją opowieść o tym, jaka to jest gruba jak beczka. O tym, że z tyłu jest jak szafa gdańska trzydrzwiowa. Że z przodu też nie jest tak jak być powinno. Że w pasie to już tragedia. Że nogi to istne drewniane, grubo ciosane kloce. Mimowolnie podążałem wzrokiem tam gdzie ona tam te mankamenty urody mieć powinna i miałem zdecydowanie odmienne zdanie na ten temat. A nawet, co do tego, co jej natura dała z przodu wyraziłbym podziw gdyby nie to, że mogłoby to być źle odebrane. Ograniczyłem się, więc do stwierdzenia – nie jest tak źle, nie przesadzaj. – Ja swoje wiem, jestem grubasem i muszę biegać. Bo grubi to już tak muszą się męczyć – stwierdziła zdecydowanym tonem.
Żal mi się zrobiło tej filigranowej blondyneczki. Bo jak tak dalej pójdzie to ta nasza i światowa kultura dobrego i szczupłego wyglądu ją wykończy. Przecież kult wyglądu atakuje ją, codziennie z kobiecych gazet, programów telewizyjnych, reklam i wszyscy jednym głosem wmawiają jej, że najważniejsze jest być szczupłym i wyglądać jak lalka Barbie. Rozbudowują w tym malutkim ciałku ogromne przeświadczenie, że o wartości człowieka, jako takiego stanowi jego wygląd. Że jak masz parę kilo więcej ponad mityczną normę to już nie jesteś ani trochę atrakcyjny czy atrakcyjna. – Jak chcesz wyglądać? – spytałem. – Chciałabym być wyższa, szczuplejsza – rozmarzyła się koleżanka. – Ale chyba nie planujesz wydłużania kości! – przeraziłem się. Nie planowała, choć chętnie dodałaby kilka centymetrów, jeśli chodzi o wzrost, a odjęłaby kilka centymetrów od tego, co ma w talii. Kto ją tak zmusza to takich wysiłków? Kto jej wmawia, że wszystkie dziewczyny i kobiety powinny wyglądać dokładnie tak jak pani w reklamie w gazecie, którą właśnie miałem na kolanach. Kto kreuje standardy piękności i atrakcyjności, i dlaczego? Nie wiem? Ależ wiem! Tam gdzie nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze.
Kto usiłuje sprzedać modne kobiece ubiory wyprodukowane w standardowych rozmiarach żeby było taniej i łatwiej. Presja stereotypów jest ogromna. Ustandaryzowana dziewczyna musi być chuda i już. A żeby utrzymać taki wygląd musi kupować. Preparaty ujędrniające skórę, żele ujędrniających biust i pośladki, kremy opóźniające starzenie, samoopalacze, kremy nawilżające, natłuszczające, preparaty likwidujące skutki zmęczenia czy niewyspania, szampony, płukanki, farby… że wymienię tylko te niektóre. I jeszcze te ubrania na każdą okazje. Rozumiem, wygląd jest ważny, ale ona jeszcze przed chwilą bliska była stanu, w którym potrzebna jest natychmiastowa pomoc lekarska. Po co to wszystko? Dla mnie, w sensie mężczyzny? Pewnie tak, choć ona twierdzi, że dla siebie i dla swojego lepszego samopoczucia. – Idę biegać – stwierdziła z wysiłkiem wstając z ławki. – Lepiej jednak idź, nie biegnij, bo się wykończysz – popatrzyłem na nią ze współczuciem i troską. – Nie mogę – odparła – grubi muszą biegać. I potruchtała ku wschodzącemu słońcu generalizacji i standaryzacji wyglądu.
