Buttle zamiast Tuttle
Widziałem w telewizji reportaż o pewnym panu, który za niewinność trafił do więzienia na całe piętnaście dni. Pan Andrzej został zatrzymany w czerwcu ubiegłego roku we własnym domu na podstawie listu gończego wystawionego przez sąd w Toruniu. Policjanci wyprowadzili go skutego z domu na wsi i zawieźli do więzienia. Pan Andrzej twierdzi, że cały czas starał się przekonać policjantów, że jest niewinny. Że nic a nic nie rozumie z zaistniałej sytuacji. Że nie wie, o co chodzi z tym jego aresztowaniem. Że faktycznie tak, nosi takie samo imię i nazwisko jak poszukiwany przez sąd listem gończym przestępca, ale to zdecydowanie nie on. Głośno i stanowczo zapewniał o tym, że to straszna pomyłka… Ale nikt go nie słuchał. Zawieźli go do więzienia. Tam znów nikt go nikt nie wysłuchał, i tak sobie odsiedział te piętnaście dni za kogoś innego kto się za pana Andrzeja podawał. U nas nie wystarczy być niewinnym trzeba to dopiero udowodnić. Nie wystarczy zapewnienie niewinnego. Ważniejszy jest papier i wyrok niż opinia. No i wszystko zależy też od tego, kto jest godny zaufania. Złodziej kradnący tożsamość, czy poszkodowany i pomówiony o złodziejstwo, ale niewinny.
Wynika z tego, że w państwie prawa, prawna pomyłka może człowieka zaprowadzić do więzienia. I Na nic się zdają tłumaczenia, że się jest nie tym, kto do celi ma trafić zasłużenie, ale kimś zupełnie innym. Jest taki brytyjski film zatytułowany Brazil. Ukazana tam fikcyjna sytuacja bardzo pasuje do realnego przypadku pana Andrzeja. W filmie pewien pan w wyniku banalnej pomyłki wadliwego sprzętu staje się nagle i niespodziewanie wrogiem systemu. Komputer drukując nazwisko Buttle zamiast Tuttle doprowadził do serii nieszczęśliwych i przykrych dla pana Buttla zdarzeń. Niby nic a znaczy wiele. U nas nie komputer zawinił, ale system. Na początku bezsprzecznie był złodziej. I to jego schwytano na gorącym uczynku, w sklepie sieci Biedronka. Mężczyzna usiłował wynieść ze sklepu artykuły spożywcze warte około 16 złotych. Ten zabór mienia na tak wielką skalę udaremnili funkcjonariusze policji. Zatrzymany przestępca nie miał żadnych dokumentów, ale z własnej i nieprzymuszonej woli podał policjantom imię, nazwisko, imiona rodziców, numer PESEL oraz adres zamieszkania. Informacje zgadzały się z bazą danych i to wystarczyło policji do skierowania sprawy do sądu. Nikt jednak nie zadał sobie trudu, aby sprawdzić czy podający dane mężczyzna jest naprawdę tym, za kogo się podaje. Policja okazała się ufna w stosunku do złodzieja.
Sąd skazał zaocznie domniemanego złodzieja na piętnaście dni prac społecznych, ale ponieważ ten nie stawił się do ich odbycia, zamieniono mu to na areszt. Tu nadal nikt nie sprawdził poprawności danych ze stanem faktycznym. Następnie za uchylającym się od kary wystawiono list gończy, z którym po dwóch latach trafili do domu pana Andrzeja policjanci, by zatrzymać domniemanego uciekiniera. I przez cały ten czas nikt nie sprawdził czy ten, wokół którego kręcił się system sprawiedliwości jest tym, o kogo prawu właśnie chodzi. Pan Andrzej nie zdołał przekonać nikogo, że to pomyłka i odsiedział cały wyrok. Po wyjściu na wolność wynajął prawnika, który udowodnił w sądzie, że nie popełnił on zarzucanego mu czynu, a wyrok na niego wydano bezpodstawnie. Przez cały czas nikt nie słuchał głosu osoby niewinnej i nikt mu nie chciał pomóc.
No i jest jeszcze jedno, chyba najważniejsze. W całym tym reportażu nikt z urzędników i funkcjonariuszy państwowych nie poczuwał się do winy. Co prawda widzieli ewidentną pomyłkę, ale nie ich, tylko?… No właśnie, kogo? Bo na pewno nie ich. Wymiar sprawiedliwości nie poczuwa się do winy w tej sprawie. Podobno sprawa została rozpatrzona zaocznie zgodnie z procedurą, na podstawie materiałów dowodowych dostarczonych przez policję. Okazało się, że najważniejsze dla systemu są dokumenty nie człowiek. Nikt się żywego nie będzie pytał o jego niewinność. Jeśli na gościa papier jest, to się człowieka skazuje na jego podstawie. A urzędnicy? Im nic się za to nie stanie. Oni niewinni. Oni nie wiedzieli. Oni mają procedury. Nie czują się winni. A że człowiek siedział za niewinność, bo się nikomu nie chciało za przeproszeniem siedzenia ruszyć i sprawdzić poprawności podanych przez złodzieja danych? No cóż, miał gość pecha. A sprawiedliwość? A prawo? A przyzwoitość? A zwykłe przepraszam? Jak to mówił w Misiu pan szatniarz: Cham się uprze i mu daj! No skąd ja wezmę, jak nie mam?!
