Memento mori

Obublikował pavvel dnia

Nie lubiłem Pana Prezydenta. Nie zgadzałem się z Nim w prawie żadnej kwestii. Nie podzielałem Jego poglądów na państwo. Wielokrotnie Go krytykowałem. A jednak, kiedy usłyszałem w radio krótką wiadomość o katastrofie samolotu, w której zginęła para prezydencka oraz liczni przedstawiciele kierownictwa naszego państwa poczułem ogromną pustkę. Poczułem dojmującą stratę. Z politykami już tak jest, że choć nie znamy ich osobiście to stają się nam w pewien sposób bardzo bliscy. Możliwe, że dzieje się tak przez ich ciągłą obecność w naszym życiu. Każdego dnia poprzez telewizję czy internet goszczą w naszych domach. Są praktycznie wszechobecni. Poprzez to, co mówią, poprzez swoje działania wywołują u nas określone emocje, więc trudno o nich powiedzieć, że są nam kompletnie obojętni.  W końcu niechęć to też uczucie. Gdy jednocześnie odchodzi z naszej rzeczywistości tyle wyrazistych postaci to nic dziwnego, że wytwarza się pustka, którą bardzo trudno zrozumieć.  I ja tej pustki nie pojmuję, nie rozumiem i nie akceptuję. Dla mnie nie zginęli w Smoleńsku politycy, lecz po prostu ludzie. Zabrakło wśród nas istnień ludzkich, które wnosiły wiele do naszego życia. Do mojego życia. I teraz już nie jest ważne czy były to emocje pozytywne czy negatywne, bo ich już nie ma i nie będzie. Już nigdy nie będzie tak samo.

 

Śmierć wszystko równa. Przychodzi do wszystkich tak samo.  Tak samo umiera Prezydent i tak samo umiera pilot samolotu. Tak samo ich brakuje rodzinom. I choć to, że politycy są nam bliżsi, bo ich przecież sami wybraliśmy i to właśnie im zaufaliśmy, to jednak pamięć należy się wszystkim jednakowa. Połączył ich ten sam tragiczny los. Zrównała tragedia. W obliczu, której nie ma wielkich i mniejszych, bo wszyscy odchodzą tak samo. Dziewięćdziesiąt sześć istnień zostało wyrwanych brutalnie z naszej rzeczywistości i wszystkim im należy się wielki szacunek. Lecieli do Katynia też dla nas.  Aby tam reprezentować nas, mieszkańców tego skrawka naszego globu. Jesteśmy jednym narodem czy nam się to podoba czy nie. Każdy z nas ma inne poglądy polityczne. Inaczej myśli i inaczej pragnie przejść swoją ziemska drogę, ale los połączył nas w jeden organizm i nic już na to nie poradzimy. Dał nam jeden język, jedną historię. Możemy nie wierzyć instytucjom państwa. Możemy żyć poza jego strukturami, albo dotkliwie je krytykować. Ale państwo to państwo, a naród to naród. Bo zawiłości naszej polityki, spory, błędy, zwycięstwa i sukcesy tych osób, co odeszły wpisywały się w los naszego narodu. I dla naszego narodu jest to strata.

 

Wielokrotnie słyszałem przez ostatnie dni głosy polityków i komentatorów o tym, że państwo sobie poradzi. Że państwo przetrwa. Że państwo jest bezpieczne i stabilne. Tak, zdecydowanie państwo sobie poradzi. Ale czy poradzimy sobie my. Czy poradzimy sobie, jako naród? Jako jednostki, którym zabrano przewodników i przedstawicieli. A jeśli nawet tak ich nie postrzegaliśmy, to przecież każde ich słowo kształtowało nasze poglądy, więc w pewnym sensie kształtowało też naszą rzeczywistość. Prawie z każdym z tych polityków, którzy zginęli w Smoleńsku politycznie nie było mi po drodze. Ale doceniam to, że mogłem się z nimi nie zgadzać. I teraz mi tego będzie bardzo brakować. Gdzieś przeczytałem, że z człowiekiem umierają też jego idee. Nie zgadzam się. I nie chcę tego. Niech to, w co wierzyli ci ludzie przetrwa. I choć nie podzielam tych idei, wolę się z nimi spierać nadal, bo może przynajmniej w ten sposób będę miał świadomość, że ci ludzie nie umarli cali. Że coś z nich w nas będzie trwało wiecznie. Bo tak naprawdę prawdziwa śmierć przychodzi na człowieka wtedy, gdy o nim zapominamy.

 

Żegnam Pana, Panie Prezydencie. Żegnam Pana Małżonkę. Żegnam wszystkich Polityków, Senatorów, Posłów, Wojskowych i Duchownych. Żegnam załogę samolotu. Żegnam Was tak po ludzku. Będzie mi Was brakować. I choć nie znałem Was osobiście, nie spotkaliśmy się nigdy, to jednak mam wrażenie, że codziennie byliście przy mnie. Bo jak inaczej mam zrozumieć mój ból i poczucie pustki po Waszej stracie. Ta tragedia przypomniała mi, że każdy w końcu umrze bez względu na to, kim był. I nie można tego w żaden sposób zmienić, ponieważ człowiek nie ma na śmierć żadnego wpływu. Może za dużo czasu poświęcamy na nic nieznaczące w obliczu śmierci spory i waśnie? Więc memento mori.