Czarna chmura nad Europą

Obublikował pavvel dnia

Chmura pyłów wulkanicznych znad Islandii sparaliżowała Europę tak skutecznie, że miliony ludzi utknęło na lotniskach czy w swoich domach. Nie odlecieli maluczcy, ale też i najważniejsi politycy. Okazało się, że chmura pyłu w pewnym sensie zdemokratyzowała tak skutecznie Europę, że nie tylko przeciętniacy, ale nawet najwyżsi dostojnicy kościoła czy państwa zostali uziemieni w swoich rezydencjach. Niby człowiek potrafi latać dopiero od niedawna, ale jak się okazało, bez tej umiejętności, bez maszyn w powietrzu, nie potrafimy sobie w żaden sposób poradzić z podróżowaniem. Jak widać, bez połączeń lotniczych nasza planeta nie tylko nie jest już globalną wioską. Nawet nasz kontynent stał się tak wielki i nieprzebyty, że podróż z jednego końca Europy na drugi okazała się dla wielu niemożliwa. Ostatni raz chmury pyłu wulkanicznego zasnuły niebo nad Europą prawie sto lat temu. Wtedy niewielu, a w zasadzie prawie nikt nie podróżował samolotami.  Ale jakoś się ci ludzie przemieszczali z miejsca na miejsce. A teraz bez samolotów prawie nikt nie może podróżować. Rozumiem, że jak nie ma połączeń lotniczych to trudniej jest też dostać się na pociąg, czy podróżować po Europie samochodem. Ale dla wielu okazało się to tak bardzo niemożliwe i niewyobrażalne, że nawet udział w pogrzebie naszej Pary Prezydenckiej nie zmusił ich do wybrania innego środka transportu niż samolot.

 

Dziś przy innej okazji słyszałem opinie, że: do dobrego łatwo się przyzwyczaić. Racja. Zdecydowanie się z tym zgadzam. Jeśli mamy do dyspozycji samochód to po pewnym czasie wydaje nam się, że nie możemy bez niego żyć. Jeśli codziennie i bez problemu mamy dostęp do telewizji to kilkudniowy jej brak doprowadza wielu do rozpaczy. Podobnie jest z internetem. Dziś przez kilka godzin nie mogłem się połączyć z siecią. Nawet nie przepuszczałem jak wielką to u mnie wywoła frustrację. Ale przecież jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie było telefonów komórkowych i powszechnego dostępu do Internetu, mimo to jakoś ludziom udawało się komunikować ze sobą i ze światem. Teraz, gdy na kilka dni zamknięto w Europie lotniska okazało się, że część z nas w żaden sposób nie może się wydostać ze swojego kraju. Ja rozumiem przypadek, w którym przeciętny pan Smith nie może się wydostać z Londynu do Paryża, bo oprócz nie możliwości podroży samolotem nie może też skorzystać z połączeń kolejowych z powodu braku miejsc w pociągach.  Mogę zrozumieć, że Pan Smith nie pojedzie samochodem, bo i tak nie dostanie się na przeładowane promy. Ale jeśli już Pan przeciętniak Smith znajduje się w Paryżu a chciałby się dostać do Krakowa to zdecydowanie może skorzystać z możliwości podroży samochodem.

 

Dobrze, Pan Smith nie ruszy się z miejsca w Paryżu czy Rzymie, bo jest przeciętniakiem i nie chce mu się jechać, a może stać właściwie w korkach na autostradach. Ale gdy nie może podróżować z powodu odwołania lotów ktoś ważny – z racji pełnionych funkcji państwowych – to już mniej to mogę zrozumieć. Chmura pyłów wulkanicznych znad Islandii dokonała tego, co wydawało nam się niemożliwe. Wydłużyła w Europie odległości tak bardzo, że dla niektórych stały się one wręcz dystansem nie do przebycia. I jak to czasami bywa w takich przypadkach to, co dla jednych stało się przeszkodą dla innych już taką przeszkodą nie było. Jedni mogli pokonać dystans z Rzymu do Krakowa a inni, choć mieli za sobą duchowe wsparcie jakoś tak nie bardzo mogli. Ta sama odległość dla jednych okazała się niemożliwa do przebycia a dla innych już nie. Tym bardziej należy docenić tych, co przesiedli się z samolotów do samochodów i pociągów, aby w dniach tragicznych dla naszego narodu być z nami. Nikogo nie oceniam, ale trudno mi zrozumieć, dlaczego mimo zapowiedzi przyjazdu, dla niektórych to, że nie mogą podróżować samolotem okazało się tak wielką przeszkodą, że nie mogli w żaden sposób spełnić swoich poprzednich obietnic. Należy mieć tylko nadzieję, że chmury wulkanicznego pyłu nie utrzymają się nad naszym kontynentem tak długo jak poprzednim razem. Bo mogłoby dojść do całkowitego zatrzymania życia politycznego w Europie. Czy wyobrażacie sobie brak możliwości podróżowania polityków przez rok? Bo bez samolotów jak widać było ostatnio, część z nich nie dałaby rady.