Zwykły niezwykle drogi list

Obublikował pavvel dnia

W tych czasach zaglądając do skrzynki na listy nie spodziewam się raczej listów od przyjaciół czy znajomych. Jeśli zbliżają się kolejne święta to możliwa jest kartka pocztowa z życzeniami. I jak już jest tam jakiś list, to mam przepuszczenie graniczące z pewnością, że koperta znajdująca się w mojej przegródce zawiera jakiś rachunek, ponaglenie do spłaty kredytu lub w najlepszym razie reklamę. Zdecydowanie banki to firmy, które chyba najbardziej wytrwale kultywują sztukę epistolarną w naszym współczesnym świecie. Teraz to nie ludzie listy piszą. Teraz to raczej instytucje piszą listy do nas. I co ciekawe przeważnie nie oczekują odpowiedzi, ale innego działania, które pociąga za sobą sięgniecie głęboko do portfela.  Dostałem wczoraj list! Na półeczce w skrzynce na listy oznaczonej numerem mojego mieszkania leżała biała zwykła koperta, nie posiadająca nawet znaczka pocztowego. W jego miejscu znajdował się tylko czerwony stempel. Było też oczywiście logo mojego banku. A więc znów do mnie napisali. Ciekawe, kto tym razem? Jakaś pani z biura kontaktów z klientem? A może pan z departamentu do spraw bardzo ważnych informował mnie listownie o zmianie jakiegoś numeru telefonu w centrali banku? Może to kierowniczka referatu specjalnie do mnie wysłała tabele z nowym kursem franka szwajcarskiego? Ach… to napięcie! Ta niepewność! To nie to samo, co kliknięcie na nowego maila w komputerze.

 

I oto jest! Po otwarciu koperty dowiedziałem się, że bank wzywa mnie do zapłaty kolejnej raty kredytu hipotecznego.  No tak zapomniałem zapłacić. Moja wina…Moja wielka…wielka wina. To znaczy zapłaciłem to, co byłem winien bankowi w tym miesiącu, ale z opóźnieniem. Czyli już zapłaciłem uff… ulga. Wszystko dobrze. Patrzę na datę w nagłówku listu. Czternasty kwietnia. Czyli zdążyłem zapłacić wcześniej niż ten list dotarł do mnie. Jeden dzień wcześniej… ale co tam przecież mój a właściwie wszystkie banki chwalą się, że księgują wpływy na bieżąco, więc ten wpływ na ich konto, co to jest datą spłaty mojego zadłużenia jest pewnie tego samego dnia albo najdalej dnia następnego. Bardzo grzecznie pani kierowniczka od windykacji z centrali mojego banku informuje mnie, że pewnie zapomniałem o nich w tym miesiącu i ona mi tym listem przypomina, że zobowiązałem się to terminowych wpłat rat za kredyt. I słusznie. Ma pani kierowniczka z windykacji rację. Jestem jakiś taki zapominalski ostatnio. Na nic nie mam czasu. Niech może wytłumaczeniem będzie to, że jestem zapracowany ponad miarę i właśnie przez to zarobienie na śmierć zapomniałem im zapłacić tę kolejną ratę. No, ale pracuję też dla nich bo przecież zarabiam aby spłacać kredyt. Może wybaczą? Zapomną mi to spóźnienie? Napisać do nich? Napiszę i przeproszę postanowiłem.

 

Oni tam pewnie w tym banku tak to mnie osobiście, w nagłówku przecież moje imię i nazwisko. Szanowny Panie… Pełna personalizacja. Więc może im odpiszę, bo oni do mnie tak z troską z tak osobistym listem się zwracają. I naprawdę postanowiłem odpisać do nich. Tym bardziej, że bank ma w zwyczaju do upadłego niepokoić mnie telefonami jak tylko spóźnię się z płatnością. Nie dość, że dzwonią i przypominają mi o tym moim roztargnieniu to jeszcze i specjalnie do mnie napisali. Telefonicznie umówiłem się z panem z banku na datę spłaty, więc nie powinni być zaskoczeni tym, że zapłaciłem trzynastego kwietnia. List jest z czternastego, ale może to jakiś duży budynek i ta pani kierowniczka z windykacji urzęduje w innej jego części niż ten miły pan, co dzwonił do mnie. Pewnie się jeszcze nie dogadali stąd to przypomnienie o tym, czego dokonałem i tak dzień wcześniej. A tu nagle wzrok mój pada na kolejny akapit listu. O proszę!  Nie tak znów bezinteresownie do mnie napisali ten list!

 

Koszt wysłania tego listu zwykłego do mnie, mój bank wycenił na osiem franków szwajcarskich i dodatkowo pięćdziesiąt centymów. Sporo jak na list zwykły wysłany zwykłą pocztą. Żaden tam polecony. No i po magii. Teraz dopiero zobaczyłem, że list to zwykły lekko wyblakły wydruk. Nawet znaczka nie nakleili. Pożałowali mi znaczka?  Nie żebym jakoś go szczególnie potrzebował, ale za tyle pieniędzy to mógłby być jakiś piękny znaczek.  Za tyle pieniędzy to może tak osobiście by się pani kierowniczka podpisała. A nie tak z drukarki do mnie. Za co tyle pieniędzy oni ode mnie chcą. Przecież nawet jakby zatrudnić specjalnie dla mnie osobnego pracownika do korespondencji ze mną to ten list nie kosztowałby tyle pieniędzy. Nawet jakby go ręcznie napisać. Wykaligrafować pięknie wiecznym piórem.  Na czerpanym papierze i w ozdobnej kopercie. To i tak nie byłoby to warte tyle pieniędzy. No i już w zasadzie wolę żeby do mnie mailem wysyłali, niż tak za tyle pieniędzy pocztą zwykłą. Choć w zasadzie nie zwykłą. Bo przeraźliwie drogą.