Z pracą bez płacy

Obublikował pavvel dnia

Spotkałem dziś rano kolegę, który zawsze mnie wyprzedzał, gdy biegł do pracy. Biegł zawsze z ochotą i to jest tu ważne. Ja raczej z godnością i spokojem kierowałem i kieruję swe kroki do biura. Niespiesznie, bo przecież nie ma się, do czego spieszyć. Punktualnie trzeba być w pracy, bo to, co przed nią i co po niej jest moją prywatną sprawą. Przynajmniej mam takie założenia teoretyczne, co do czasu spędzanego w pracy, bo z praktyką to już bywa u mnie różnie. On zaś, mój uliczny kolega z drogi do fabryki, najczęściej się spieszył i nie miał czasu ze mną zamienić nawet tradycyjnych kilku porannych słów.  Ten mój kolega poranny, on zawsze w biegu. Zawsze szybko. Taki był zapracowany. Zabiegany. A dziś nastąpiła w jego pośpiechu wielka i zasadnicza zmiana. Szedł on dostojnie, powoli, ciągnąc niespiesznie nogę za nogą. Powoli i w zamyśleniu. – Coś się stało, nie biegniesz do pracy? – Spytałem kolegę, gdy go mijałem, jak co dzień, w drodze do pracy. – Nie biegnę do roboty, bo mnie nic do szybkości nie motywuje – odparł. – Nie płacą mi tam od dwóch tygodni – dodał. Zapytałem oczywiście, dlaczego mu nie płacą. I otrzymałem na to szybką i prostą odpowiedź. Nie płacą mu w tej jego robocie, bo nie płacą… Tak po prostu. Nie, bo nie. To znaczy pracodawca raczył poinformować swoją załogę, że zapłaci jak spłyną pieniądze od kontrahentów firmy. Czyli nie wiadomo kiedy. – Zapłacę wam jak mnie zapłacą – oznajmił boss mojego kolegi i odjechał swym nowym lśniącym samochodem w siną dal. A kolega jak reszta jego przyjaciół i znajomych z pracy, została w biurze z niczym. To znaczy z rachunkami do zapłacenia. Została z pracą bez płacy. Ale zawsze pracą. Bo pewnie wielu bezrobotnych nawet takiej pracy by pozazdrościła. Taki jest ten nasz nowy kapitalizm. I z tego powinny być zadowoleni ci co pracują nawet bez zarobkowania bo przecież: praca jest sensem istnienia człowieka – jak mawiał klasyk. 

 

W takiej sytuacji pracy bez płacy, powstaje klasyczny pat. Bo właściwie to pracownik może na to wszystko machnąć ręką i powiedzieć: bez płacy nie ma pracy. Zabrać swoje zabaweczki i odejść.  Ale z drugiej strony nie wiadomo co ze sobą zrobić. W naszej kapitalistycznej rzeczywistości nie jest tak łatwo przeskoczyć z kwiatuszka na kwiatek, to znaczy z jednej pracy do drugiej. I zawsze powstaje w nas taka obawa że i tam też, ci nowi pracodawcy, znów z przyczyn obiektywnych nie zapłacą ci za twoją pracę. Teoretycznie, powinienem poradzić koledze, że jak mu nie płacą to nie ma już sensu żeby pracował. Mogłem mu udzielić takich dobrych rad.  Ale sam wiem, że wielokrotnie, i to z rożnych powodów pracowałem za darmo. Lub prawie za darmo. Już taki jestem że czasami ważniejsza jest dla nie sama praca gdy niesie ona satysfakcję. Mogę nawet, w rozsądnym czasie poczekać wtedy na płacę. Ale tylko wtedy gdy istnieje, gdy mam dodatkowe źródło utrzymania mnie przy życiu. Bo bez pieniędzy zdecydowanie żyć się nie da.  Mój kolega, opowiedział mi szczegółowo, bo mu się już nigdzie nie spieszyło, że właśnie dziś zrozumiał że popadł w sytuację bez wyjścia. Skończyły się oszczędności. To znaczy skończyło się mu to co mu zostało z poprzedniego miesiąca. Bo jak wiemy tylko niektórym udaje się dziś sztuka oszczędności.  Większość żyje od pierwszego do pierwszego. Więc jak nie mam wpływu na konto właśnie pierwszego to już czternastego dnia miesiąca następuje tragedia. – Nie mam pieniędzy – wyznał mi kolega. – I nie chcę pożyczać – dodał gdy ja w przypływie ludzkiego odruchu sięgałem właśnie po portfel. 

 

Można zdecydowanie odejść z pracy w której Ci nie płacą. Ba, nawet właściciel firmy w której pracuje mój znajomy wyznaczył swoim pracownikom taki życiowy cel w ramach dobrych porad.    – Jak się komu nie podoba to zapraszam do mnie do gabinetu z podaniem o zwolnienie z pracy – poinstruował poddanych szef mojego kolegi.  Jak go tak słuchałem, opowieści mojego kolegi, przypomniał mi się wiersz: Nie mam za co jeść i pić, trzeba robić, aby żyć, jak robota się nadarzy, to przystanę do murarzy, aby jeść i pić (…) Napracujesz się rzetelnie, dadzą ci tu jeść i pić. Napisał przed laty te słowa Władysław Broniewski. Ale nawet on pewnie nie przewidział że nasz polski kapitalizm tak się pięknie rozwinie że nawet pracując rzetelnie możesz nadal klepać biedę… I nie będzie za co jeść i pić. – Nie mam pieniędzy – opowiadał kolega – W poniedziałek wyłączą mi prąd, we wtorek telefon i telewizję. O czynszu za mieszkanie nie wspominam. Ale to nic nie znaczy bo najgorzej, że nie mam na jedzenie – dodał. Chciałem mu pomóc pożyczką ale nie chciał moich pieniędzy bo jak pamiętam od zawsze był taki nadmiernie honorowy. Czyli wykazywał cechy całkowitego nieprzystosowania do kapitalistycznej rzeczywistości. – Z czego ty żyjesz? – Zapytałem z troską.  – Z dobroci mojej dziewczyny której jeszcze płacą – odpowiedział.  Broniewski już przed laty napisał: Co mam robić, dokąd iść? Chyba z głodu kamień gryźć. Takie moje przeznaczenie: bezrobocie, głód, więzienie. Bracia, dokąd iść? Bez pieniędzy człowiek nie ma gdzie iść. I to jest właśnie nasz kapitalizm.