Na trawie i przy wodzie, ale w mieście

Obublikował pavvel dnia

W czas wyborczy, w taki czas, gdy państwo namawia nas, obywateli, do do dokonania wyboru między panem z wąsem, a panem o smutnym obliczu, czasem warto zatrzymać się w tych wyborach… przysiąść na trawie w parku i wystawić twarz do słoneczka. Do wczoraj było to nielegalne. Bo przecież w naszym uporządkowanym kraju gdzie na wszystko jest odpowiedni przepis, zapisany w odpowiednim kodeksie, i na tę zieloną trawę był odpowiedni paragraf. Nie chodzi mi o taką trawę naprawdę nielegalną, co to palą ją niegodziwcy o radosnych obliczach, ale o tę zwykłą zieloną trawkę rosnącą nam w parku. Strzegła ją do tej pory tabliczka: nie deptać trawników. I wejście na tę zieleń było zakazane. Ale od czego mamy sejm i senat. Oni te trawę uwolnili! Znieśli zakazy! Deptanie trawników w parkach, czy innych miejscach przeznaczonych do rekreacji nie będzie już karane! Tak przewiduje przyjęta przez sejm nowelizacja kodeksu wykroczeń. I jak tu się nie radować. Ludzką twarz ma nasza władza. Nie dość, że możemy sobie wybrać kogoś na prezydenta, choć wybór jest raczej ograniczony przepisami, to jeszcze władza uznała że można na trawie siadać, a nawet się na niej legalnie położyć. Łzy szczęścia napłynęły mi do oczu, jak tylko telewizja podała, że już można… że już naprawdę można… siadać na trawie. To cudowne uczucie wiedzieć że gdzieś tam w sejmie jest wielu takich, co to dbają o to i obradują nad tym bym ja legalnie mógł przejść przez trawnik, lub na trawniku zasiąść.

Nie wiem czy w Polsce oddychanie jest legalne czy nielegalne. Jeśli legalność siedzenia na trawie musiał zatwierdzić sejm, ta najwyższa władza Rzeczpospolitej, to nie zdziwiłbym się, gdyby były odpowiednie przepisy regulujące sprawę obywatelskiego oddychania. Nie dałbym się przekonać, że nie istnieje gdzieś jakiś kodeks postępowania cywilnego wykładający nieprzystępnym prawniczym językiem poprawność idei oddychania. Pewnie tak, jak było zabronione wchodzenie na trawę, są Polsce z pewnością jakieś specjalne strefy gdzie oddychanie jest zakazane. Ale i pewnie jest też jakaś ważna komisja, która aby uczynić to nasze państwo przyjaznym zmieni te przepisy i już wszędzie będzie można swobodnie oddychać pełną piersią. Posłowie skończyli z zakazem chodzenia po trawniku. Tak zamarzyło się komisji sejmowej przyjazne państwo i tak zdecydował sejm. Bez tego nie dało się przecież wejść na trawniki. Rozłożenie koca na miejskim trawniku przestanie być karane. Jestem szczęśliwy, naprawdę szczęśliwy, że ktoś dostrzega to że trawa rośnie dla nas. Klasyk myśli politycznej mawiał, że są pewne oczywiste oczywistości i mnie się wydawało, że takim jest to, że nie niszcząc trawy mogę na niej przysiąść w letniej porze. Wiedziałem, że taki piknik może zakończyć się nieprzyjemną wizytą straży miejskiej i nawet tysiącem złotych grzywny. Bo to w końcu bezprawne wkroczenie na pas miejskiej zieleni do wczoraj było karane. Więc naprawdę dziękuję posłom, że mi prawnie tę możliwość zagwarantowali. Ja tylko zwracam uwagę, że chyba za mało w naszym państwie jest zdrowego rozsądku, a za dużo przepisów. I uważam że zmiana kretyńskiego przepisu nie jest żadnym powodem do radości. To tylko powinno być poczucie ulgi, że jeszcze jeden z przepisów regulujących na siłę nasze życie przestał istnieć. Bardziej powinniśmy ufać własnemu zdrowemu rozsądkowi niż na wszystko wymyślać odpowiedni przepis.

U mnie w mieście jest fontanna gdzie na marmurowych (chyba?) płytach ktoś umieścił namalowane farbą wielkie litery: zakaz kąpieli. Pewnie to władza uczyniła, no bo kto by się ośmielił. Jest tam też odpowiedni cytat z kodeksu wykroczeń i odpowiedni paragraf wymalowany jako ostrzeżenie przed tymi, co to się ośmielą na kąpiel w fontannie. Tak jakby fontanna była wymarzonym miejscem do sportów wodnych i bez tego zakazu pełno byłoby takich amatorów kąpieli. Pewnie że nie wolno się kąpać w fontannach miejskich. Ale jak jest za gorąco, to może można tam wejść na chwilę? No można i nie można jednocześnie. Jest paragraf że nie można, ale i tak jest tam pełno dzieciarni, bo w mym dużym choć prowincjonalnym mieście nie ma gdzie się ochłodzić gdy na dworze ponad trzydzieści stopni ciepła. Może więc w miastach jest większa potrzeba takiej fontanny co to pozwoli się chwilę ochłodzić w strumieniach wody, niż na taką, co to tylko pięknie wygląda, a wejść do niej nie można? Piszę o tym, bo właśnie moje miasto zamierza przebudować fontannę miejską zamieniając ją w kolejne monstrualne nic, co tylko ładnie ma wyglądać. I to będzie takie coś, co kusi wodą w upalne dni ,a zbliżyć się do tego czegoś nie można bo zakaz jest przecież. Mnie się marzy fontanna, która pozwoli na bliski kontakt z wodą. Coś, co ładnie wygląda i do tego pomaga w upalne letnie dni mieszczuchom. Jak już mogę dzięki uprzejmości polskiego prawa usiąść na trawie to może będę mógł też w przyszłości zbliżyć się do wody z miejskiej fontanny?