Rok ciszy wyborczej

Obublikował pavvel dnia

Jaka teraz cisza panuje w naszej ojczyźnie. Dziesięciu ofiarnie stających w boje o zaszczyty, zniknęło na pewien czas z radia i telewizji. Co za ulga. Teraz można spokojnie otworzyć lodówkę i mieć pewność, że nie wyskoczy z niej z ulotką jakiś nowy – i w swej nadziei, przyszły – ojciec narodu. Kocham te dwa dni ciszy. I naprawdę jestem wdzięczny, że nie muszę już wysłuchiwać o wyższości cnót przepisywanych jednemu z kandydatów nad zaletami umysłu innego. Jak dobrze jest poczytać w gazetach o czymś normalniejszym dla zwykłego obywatela szaraka. O czymś zwykłym, przyziemnym, mniej patriotycznym, mniej abstrakcyjnym. To chyba jest w tym najpiękniejsze, że w politycznym państwie, tuż przed tym jak zamierza ono legalizować swoją władzę na następne kilka lat, postanawia ono nagrodzić obywateli ciszą polityczną. Takim odpoczynkiem od siebie. Co prawda w sferze duchowej bardziej niż w materialnej, ale zawsze to jakiś odpoczynek od wszechobecności politycznej. Nadchodzą dni spokoju. Odpoczynku od wrzasków i przekonywań o tym kogo prawda jest najbardziej prawdziwa. Jak nie lubię ludzi polityki i polityków, to ciszę wyborczą zdecydowanie uznaję za największe dobrodziejstwo tej naszej upaństwowionej demokracji. Dla mnie to mogłoby być odwrotnie. Dwa dni kampanii wyborczej i potem reszta roku w wyborczej ciszy. Jeśli to za radykalne posunięcie to może tak: tydzień w miesiącu na polityczne obiecywanki a potem trzy tygodnie w spokoju i ciszy. Lub może jeszcze inne rozwiązanie. Jeden dzień w tygodniu na polityczne wojny, waśnie i spory i potem sześć dni spokoju.

Pamiętam z podstawówki, że był tam ze mną kolega który nie dawał się przekonać co do tego, że nie jest najważniejszy w naszej klasie i szkole. Przekonany był o swej wyjątkowości tak dalece, że skacząc po ławkach, krzycząc i ciągnąc dziewczynki za włosy, nie spodziewał się za to kary jaka spotkałaby zwyczajnego ucznia. Był on bowiem synem dyrektorki szkoły więc miał że tak powiem, umocowanie we władzy. A jak wiadomo duży i silniejszy oraz ten, za kim stoi realna władza może więcej. Mógł więc czynić znacznie więcej niż my maluczcy. I czynił to. Oj, jak to czynił. Było to nawet czasem śmieszne ale i czasami meczące. Tak czy inaczej doszło do tego, że młodzieniec ten zapanował tak dalece nad nauczycielami, że ci nie chcąc walczyć i z nim samym, i jego mamusią dyrektorką, postanowili dać mu pięć minut z czasu lekcji na wybrykanie się. On zaś zobowiązał się po upływie tego czasu do ciszy i spokoju. Dając im czterdzieści minut wolności od swych wybryków tak, aby mogli spokojnie prowadzić nauczanie, wywalczył pięć minut dla siebie. Wiem, że to co piszę wydaje się niemożliwe, ale jest jak najbardziej prawdziwe. Mam na to kilku świadków. Piszę o tym, by pokazać że się da. Że jeśli nie można nad czymś zapanować, to po prostu warto temu czemuś dać pięć minut na wygłupy ,aby potem mieć czas, na zajęcie się czymś poważnym i normalnym.

Może wprowadzenie zasady że rząd rządzi, a nie prowadzi wiecznej kampanii wyborczej byłoby dobrym posunięciem. Może zdecydowanie potrzebny jest nam czas ciszy wyborczej, wolnej od tego, że każda administracyjna decyzja jest od razu zbijana przez polityczną opozycję etykietką prowadzenia przez rząd kampanii wyborczej. Jak ja tęsknie do czasów – jeśli można tęsknić do czegoś czego się nie zaznało oczywiście – w których nie będę wiedział kto jest ministrem finansów, bo nasze państwo będzie tak dobrze zarządzane, że nie będę miał potrzeby oglądanie co chwila w telewizji ministra. Chcę do czasów w których nie będę kojarzył kto jest ministrem od dróg bo one – te drogi – po prostu będą i to w doskonałym stanie. Nie będę musiał się opowiadać po stronie jednego polityka, bo przecież będę miał pewność że wszyscy oni i tak pracują dla mojego dobra. Chcę czasów, w których będę co najwyżej mgliście kojarzył kto jest premierem, bo znać go będę z tego, że jest dobrym administratorem i gospodarzem. Bo państwo będzie sobie trwało bez sporów, waśni i bez angażowania mnie w swe walki wewnętrzne. Będzie moim opiekunem i doradcą . A ja stanę się podmiotem w państwie, a nie przedmiotem do zarabiania na jego utrzymanie.

Niech będzie teraz tak, że raz w tygodniu będzie można sobie walczyć politycznie do woli, a potem nastąpi cisza, w której pod groźbą kary, zabroniony będzie jakikolwiek sposób agitacji politycznej. Wprowadźmy zasady, że rząd administruje w ciszy bez medialnej wojny. Niech zakazem będą objęte przez większość roku wszelkie wystąpienia polityczne, manifestacje, audycje radiowe i telewizyjne z udziałem urzędników państwowych obecnie urzędujących, publikacje na ich temat, czy naklejanie ich plakatów. Nich przez większość roku będzie cisza wyborcza.