Miękkie wycofanie

Obublikował pavvel dnia

– Jeśli wygram wybory prezydenckie, to moim zamiarem będzie ograniczenie i wycofanie polskich wojsk z Afganistanu – powiedział pełniący obowiązki prezydenta Bronisław Komorowski, który odwiedził ostatnio polskich żołnierzy w Afganistanie. I teraz to już naprawdę nie wiem i niczego nie rozumiem w sprawie tej naszej afgańskiej wojny. Co prawda, w sprawie operacji wojskowych w Iraku i Afganistanie nigdy do końca nie rozumiałem, po co to nam jest potrzebne? Ale jak już tam pojechaliśmy, to uznałem jak pewnie wielu innych, że pewnie mieliśmy dobry i bardzo ważny powód.  A teraz po kilku latach naszej obecności wojskowej w tym obszarze świata, to naprawdę straciłem zupełnie rozeznanie, co do celów naszej wojennej polityki i przestałem cokolwiek z tego rozumieć. My tę wojnę wygraliśmy czy przegraliśmy? Nie wiem, bo już się w tym pogubiłem. Zawsze myślałem, że ten, kto prowadzi wojny robi to, w jakimś ściśle określonym celu. Że jak ktoś z tych, którzy są u władzy, wysyła gdzieś wojsko to ma ono coś do wygrania dla tych, co je tam wysłali. Mają wojskowi, którzy jadą na wojnę, przynajmniej teoretycznie odnieść jakieś zwycięstwo. Zdawało mi się, że cel misji wojskowych jest jasno określony i jest nim zwycięstwo. A nie prowadzenie okupacji dla samej okupacji. Sądziłem, pewnie naiwnie, że jak zwycięstwo w wojnie jest niemożliwe do wypełnienia, to należy to uznać i się z wojny szybko wycofać. Tylko, że ja nie słyszę od naszych oficjeli, że w Afganistanie przegraliśmy. My się po prostu miękko wycofujemy. Tak po prostu. Powalczyliśmy i teraz już nie chcemy walczyć i się wycofujemy. Pojechaliśmy, powalczyliśmy, a teraz wracamy.

Pewien teoretyk wojny, pruski generał Carl von Clausewitz twierdził, że istotą wojny ma być pokonanie przeciwnika i skłonienie go do realizacji naszej woli. A tam w tym dalekim kraju raczej – opieram się tylko na doniesieniach medialnych – walczyliśmy w obronie i tak bardziej dla samej idei walki niż dla zwycięstwa. Bo chyba nawet najbardziej optymistycznie nastawieni generałowie nie wierzyli, że uda się tam wygrać wojnę i zaprowadzić prozachodni pokój. I teraz żebyśmy nie utknęli z armią na kolejne kilka lata, to mamy się wycofywać. Nie bardzo tam kogoś pokonaliśmy i na pewno nie zmusiliśmy przeciwnika do realizacji naszej woli – więc się wycofamy. Powstaje więc całkiem zasadne pytanie: po co tam pojechaliśmy? Po co tam walczyliśmy? Zobowiązania sojusznicze? Powinności wobec NATO? Jeśli tak, to pewnie wszystkie kraje sojuszu atlantyckiego wysłałyby tam swoje wojska. A tak nie było i nie jest. Clausewitz pisał, że środkiem wojny jest walka. I my tam na pewno walczyliśmy. I do tego ofiarnie. Tylko jakoś nie widać celu w tym wojennym działaniu. Albo może ja jestem tak pacyfistycznie nastawiony, że nie widzę sensu w walce dla samej walki. W wojnie prowadzonej dla samej wojny. Aby pokonać wroga należy rozbić jego armię, zająć terytorium i złamać wolę kontynuowania oporu – pisał Clausewitz. I w Afganistanie koalicja pokonała wroga.  Zajęła terytorium. Ale zdecydowanie nie złamała woli walki w talibach. A mam takie wrażenie, że czym dłużej trwa obecność wojsk zachodu w tym kraju, tym w bojownikach afgańskich zwiększa się wola walki. Wszystko powinno mieć jakiś cel. A już wojna, na pewno powinna być prowadzona w jakimś ściśle określonym celu. A tam walczyliśmy by walczyć? Bo jak się mamy wycofać to z jakiegoś powodu. A ja słyszę tylko, że się wycofujemy bez podania przyczyn.

Po ostatnich zamachach na polskich żołnierzy, coraz głośniej zaczęło być powtarzane w Polsce z wielu stron pytanie o dalszy sens obecności polskich wojsk w Afganistanie. Tak jakby taki sens kiedykolwiek istniał. Nie ulega wątpliwości, że duża w tym zasługa toczącej się w Polsce kampanii wyborczej o najwyższy urząd w państwie. Kwestia wyjścia z Afganistanu nieoczekiwanie stała się jednym z najważniejszych elementów przedwyborczej walki o prezydenturę. Jeśli przez wiele lat angażowaliśmy się w wojnę to pewnie miało to coś na celu. Jakieś ściśle określone i wymierne korzyści zamierzaliśmy tam osiągnąć. Dlaczego teraz mówi się tyle o wycofaniu się z Afganistanu, a nic się nie mówi, co tam wygraliśmy? Bo jeśli jest wojna, to kończy się ona zwycięstwem lub przegraną, albo przynajmniej rozejmem. A czym kończy się ta wojna dla polskiego wojska?