Nocne i proste Polaków rozmowy
Jak można tak brutalnie przerywać mi sen?! Rozumiem, jest lato, więc nie chce się chłopaczkom i dziewczątkom wracać wcześnie do domu. Szczególnie jak się wlało w siebie po kilka piw i młodzieńczy wiek powoduje, że wakacje kojarzą się w głównie z wolnością, to noc zawsze wydaje się za młoda na powrót do domu. Ja pewnie nie byłem inny. Więc rozumiem, że niektórych ponosi tak bardzo, że nawet o trzeciej nad ranem roznosi ich energia. Los sprawił, że moja kamienica leży na trasie nocnych przemarszów okolicznej ludność między dużym osiedlem mieszkaniowym, a sklepem monopolowym czynnym całą dobę. Nocne marsze na orientację tych, co im „pić się chce” nie są dla mnie niczym niezwykłym. Latem jest to jednak bardziej dokuczliwe. Przy otwartych oknach bardziej słychać osoby, co to z pieśnią na ustach idą do wodopoju, a potem od niego wracają upojeni. I właśnie to głośne nawoływanie, rozmowy i pieśni najbardziej mnie denerwują po nocy. I nie inaczej było dziś. No, bo trzecia nad ranem to jednak… dziś. Radosne towarzystwo widocznie nie dało rady dojść do miejsca spoczynku i postanowiło się uraczyć tym, co zakupiło w sklepie, na schodkach prowadzących z ulicy na chodnik, a znajdujących się bezpośrednio pod moim oknem. Zasiedli i radośnie zaczęli spożywać. Gdyby tylko wypili w ciszy i spokoju to, co ze sobą przynieśli pewnie bym tego nawet nie zauważył. Ale chłopcy i dziewczęta rozpoczęli dyskusje. Bo jak Polak zasiądzie do biesiadowania to nie może tego robić w ciszy, albo szepcząc przynajmniej. On musi, bo pewnie inaczej się udusi, tak na całe gardło przekonywać sąsiada, że jego racja jest najważniejsza. Temat jest mniej ważny. A w zasadzie nie jest absolutnie ważny, bo biesiadnicy spod mojego okna ograniczyli polszczyznę do kilku słów. Więc temat też się zdecydowanie ograniczył.
Nawet nie przepuszczałem, że można tyle wyrazić, używając tylko słów: kurwa i pierdolić, we wszelkich odmianach. – Beku – rzekł jeden z ucztujących – kurwa, ty to pierdolisz, że będziesz napierdalał do domu na tym kurewskim skuterze tak napierdolony. – Kurwa, a co mam kurwa zrobić z tym jebanym skuterem teraz jak jestem najebany – odpowiedział Beku. Dziewczęta swoim zwyczajem raczej nie brały udziału w podokiennych dialogach, ograniczając się jedynie do popiskiwania i nerwowych śmiechów. Choć muszę przyznać, że dość często dolatywały do mnie damskie okrzyki takie jak: no, weź kurwa przestań. Co pewne odnosiło się do zbytniej gestykulacji w wykonaniu płci brzydszej, która to zdecydowanie parła do bliższych kontaktów z płcią przeciwną. Leżałem sobie w łóżku kilka pięter wyżej nad biesiadująca młodzieżą i myślałem nad uniwersalnością języka. O tym, że w zasadzie wszystko można wyrazić przy pomocy kilku prostych słów. Ale dlaczego czynić to tak głośno i pod oknami tych, którzy chcą spać. – Beku, kurwa weź nie jedź skuterem jak piłeś, jeszcze cię psy pierdolną – usłyszałem. – Zostaw tu. Może ci go nikt nie zapierdoli – dodał ktoś inny. – Eeeee, nie kurwa… ja nie pojadę!? Ja nie pojadę!? Wiecie, co oni mi mogą…? – odparł Beku. A ja miałem fleszową wizję sceny z pewnej polskiej komedii Stanisława Barei, gdzie pewien pan Wacek w stanie wskazującym na spożycie, wybierając się po kolejną flaszeczkę zapewniał kolegów od kieliszka słowami: No i co!? Ja nie dostanę!? Ja nie dostanę!?. Po czym wsiadł w samochód i pojechał. Całkiem jak Beku. Tylko, że tamto to tylko film, a Beku to naprawdę pojechał na swym skuterku jak usłyszałem. Aż szkoda, że nie miał wizji jak pan Wacek – bohater komedii, który rzekł do kompanów od kieliszka: Panowie! Pijcie dalej sami! Ja widzę białe samochody!
