Przyjaciel stres
W drodze do pracy zobaczyłem kolegę sunącego powoli chodnikiem noga za nogą. Zatrzymałem samochód i zaproponował mu podwiezienie. Przecież wiem, że pracuje niedaleko mojego biura, więc, po co ma się biedaczyna męczyć idąc piechotą. Podziękował z wdzięcznością, ciężko opadając na fotel obok mnie. – Coś taki zmarnowany – zapytałem jak tylko ruszyliśmy z miejsca. – Pewnie ciężka noc była – dodałem wiedziony doświadczeniem, które pcha Polaków masowo do odstresowania się, za pomocą zalegalizowanych przez nasze państwo środków odurzających posiadających stosowną banderolę skarbową. – Uch, nie… Chciałbym, ale to tylko stres – odpowiedział na moje pytanie, po czym wydał w siebie całą serię westchnięć. – A co Cię tak stresuje – próbowałem go łagodnie wysondować, bo widziałem przecież, że chłopina się męczy. Może udzielę mu jakieś światłej rady, która mu ten stres pomoże rozładować? – Pomyślałem. – Życie mnie stresuje – odparł mój szacowny kolega. – Dobrze, to tak ogólnie. A tak bardziej szczegółowo to, co ci doskwiera, że masz taką minę – próbowałem dowiedzieć się czegoś więcej, poza te wypowiadane przez niego ogólniki. – A sam tak do końca nie wiem, co tak w szczególności mnie stresuje – powiedział. I dodał: – To tysiące małych i drobnych rzeczy składających się na jeden wielki stres. Akurat zatrzymaliśmy się pod czerwonym światłem, więc miałem chwilę żeby mu się przyjrzeć. Twarz nieogolona. Czerwone oczy. Ogólnie taki jakiś bardzo mętny wzrok. Ubranie wymiętoszone. I jeszcze to ściskanie przed sobą teczki. Ostatni raz widziałem to nerwowe zgniatanie na jakimś starym filmie, na którym chłop w dłoniach miętosił swą czapkę w pokorze zwracając się do swego pana. Ale on nie przede mną tak międlił tę teczkę. On ją, tę teczkę, tak z tego stresu pewnie masakrował w dłoniach.
– Spokojnie – powiedziałem – pojedziesz na urlop to się odstresujesz. – Byłem – odparł z przeciągłym sapnięciem – Byłem już na wakacjach. Jeśli to można nazwać wakacjami. Jeszcze przed wyjazdem szef mi zapowiedział, że jak nie zrobię planów to mogę zapomnieć o wyjeździe. Więc, sam rozumiesz, jaki to stres – opowiadał. – Potem, jak już mi się udało wyżebrać pięć dni wolnego od pracy w biurze to usłyszałem, że pensja może się spóźnić z powodów obiektywnych. Więc znów stres. Pojechałem więc bez pieniędzy. To znaczy z niewielką częścią tego, co mi zostało z poprzedniego miesiąca. Ale przez to nie opłaciłem żadnych rachunków. Więc znów stres. Jak dojechałem na miejsce nie mogłem się wyluzować, bo przecież czekałem na ten cholerny przelew z firmy z zaległym wynagrodzeniem. Nie muszę już dodawać, że to też ogromny stres – kontynuował opowieść kolega. – Potem, choć przyszły pieniądze, to zaczęły się telefony z biura, że sytuacja pod koniec miesiąca okazała się tragiczna i że absolutnie nie powinienem iść na urlop, a ja właśnie na nim już jestem. Więc siedząc na plaży myślami byłem przy biurku w firmie. Napięcie mnie nie opuszczało. A wręcz się nasiliło – kontynuował swą opowieść kolega. – Teraz wróciłem do pracy i do dawnego stresu. I dodatkowo mam teraz, co chwila telefon z banku z żądaniem zapłaty zaległych rat. Wiesz, czuję się jeszcze gorzej niż przed wakacjami – zakończył.
Właśnie dojechaliśmy na miejsce. Zatrzymałem samochód. Kolega otworzył drzwi auta. Wysiadł i gdy już miał je zatrzasnąć – zawahał się spojrzał na mnie smutno i powiedział: – Wiesz, czasem to mi się już nic nie chce… Cześć. Po czym zamknął drzwi samochodu. Odwrócił się i poczłapał wolno w stronę wejścia do biurowca. Patrzyłem za nim chwilę myśląc o tym, że ja doskonale wiem jak to jest, jak się nic nie chce z powodu stresu. I że taką opowieść, jaką usłyszałem mogłem z powodzeniem sam opowiedzieć. Odjechałem w stronę swojej firmy pogrążony w myślach o tym, że pewnie ja też nie wyglądam lepiej niż on. Przecież właśnie nikt inny tylko mój Wielki Przyjaciel Stres obudził mnie o trzeciej dwadzieścia siedem nad ranem i nakazał mi szczegółowo zanalizować moje obecne położenie w firmie po nagłym i niespodziewanym awansie. Które to wyróżnienie – po tej nocnej analizie – okazało się zapowiedzią jeszcze większej harówki. Większej odpowiedzialności za właściwie te same pieniądze, plus ładniejsza nazwa moje funkcji na wizytówce. I tak przeleżałem spocony do rana zastanawiając się czy kiedykolwiek w swoim życiu osiągnę stan, w którym będę mógł powiedzieć: nie mam żadnych stresów.
