Krzyżowcy z własnej woli
Czy jeśli potrafię sobie poradzić z bólem głowy połykając odpowiednią tabletkę to znaczy, że mam prawo nazywać się lekarzem? Jeśli mam w domu kilka książek to znaczy, że jestem bibliotekarzem? Pewnie, że nie. To dlaczego niektórym wyznawcom kościoła katolickiego w Polsce wydaje się, że zdecydowanie lepiej wiedzą jak mają postępować w sprawach własnej religii. Oni zdecydowanie lepiej wiedzą jaka ma być i nikt ich nie przekona do zmiany zdania. Kościół zabrania rozwodów!? Co z tego? – Przecież ja wiem, że jestem dobrym i prawym katolikiem mimo tego, że postanowiłem złamać ten zakaz – słyszałem kiedyś. Nic nie przeszkadza Polakom w sposób całkowicie dobrowolny interpretować swojej wiary. Nie wolno używać prezerwatyw? Co z tego? Ja wiem lepiej! Jako Polak i katolik tak sobie sam wymyśliłem i tak postanowiłem, że spokojnie mogę zakładać gumkę na wacka, bo przecież ja wiem lepiej od papieża co jest dla mnie dobre. I nikt nie będzie mi mówił, że jestem złym katolikiem, bo przecież Polak zawsze wie lepiej niż jego ksiądz. Prawie wszyscy w tym kraju są wierzący. A ilu z nich zna zasady swej wiary? A ilu żyje zgodnie z nimi? Czasami mam wrażenie, że podstawowym dogmatem polskiego katolicyzmu jest hasło: róbta co chceta tylko zachowujcie pozory. Byle zjawić się w kościele raz na tydzień. Byle mieć krzyż na ścianie. Ale jeśli ktoś mi coś każe postępować zgodnie z dziesięcioma przykazaniami to już przecież mam prawo do własnego zdania. Jestem Polakiem i jeśli zechcę to tak sobie zinterpretuję rzymsko – katolicką wiarę, jak mi będzie wygodniej. To jest doprawdy niesamowite!
Przed pałacem prezydenckim, pod postawionym tam przez harcerzy po katastrofie smoleńskiej krzyżem, codziennie zbiera się grupka prawdziwych Polaków i katolików, którzy jak się wydaje, mieli specjalny telefon od Boga nakazujący im obronę tego właśnie symbolu chrześcijaństwa i do tego właśnie w tym miejscu. I jak widać nic i nikt ich nie przekona do zmiany poglądów. Od dawna mamy w Polsce problem z takimi ludźmi, co to lepiej wiedzą od papieża, od biskupów i od księży. Stoją pod krzyżem bo tylko pod tym znakiem – jak im się wydaje – Polska będzie Polską a Polak Polakiem. I nawet jak wszyscy dokoła tłumaczą im, że przeniesienie krzyża sprzed pałacu w inne miejsce jest najlepszym rozwiązaniem problemu, to oni i tak wiedzą swoje i już. Oni żyją w przekonaniu, że jak ten symbol zniknie to na jego miejscu natychmiast zaparkuje sowiecki czołg. Żydzi zbudują tam synagogę. Rozpoczną się niemieckie rozstrzeliwania. Powstanie tam sexshop lub jeszcze coś gorszego. Jak tylko ktoś przesunie krzyż o paręset metrów to natychmiast rozstąpi się ziemia i Polska wpadnie w czeluście piekielne. To jest niebezpiecznie, chore zachowanie psychopatyczne. Od kilku tygodni krzyż jest przedmiotem sporów światopoglądowych i politycznych. I mam wrażenie, że wielu okłada się tym symbolem chrześcijaństwa po głowach zapominając czym on w istocie jest. Pod krzyżem zgromadziła się grupa osób, które zapowiadają, że nie dopuszczą przeniesienia go do kościoła Świętej Anny. A dlaczego? Bo ICH zdaniem tak właśnie ma być! Bardziej znają się na zbieraniu znaczków niż filateliści.
W tej sprawie Kościół warszawski po długim okresie milczenia wypowiedział się całkowicie jednoznacznie. Kuria poparła przenosiny krzyża, uzgodniono nowe miejsce, zapowiedziano specjalną uroczystość. Kuria tym samym odcięła się od zawłaszczania krzyża do bieżącej walki politycznej. I co teraz? Czy politycy prawi i sprawiedliwi wezwą teraz do sprzeciwu wobec decyzji o przeniesieniu podjętej z udziałem Kościoła? Sprzeciwią się hierarchii kościelnej w myśl zasady: ja wiem lepiej co jest lepsze. Kościół to nie instytucja demokratyczna. Ma swoją władze. I to co powie papież, kardynał, biskup, ksiądz jest bardzo ważne jak nie najważniejsze. Nie można sobie dowolnie interpretować zarządzeń Kościoła oraz jego woli. Bo jeśli ma się za nic zdanie kleru to czy nadal się do jego Kościoła? Jeśli ci ludzie broniący krzyża nie słuchają swoich przewodników duchowych to kim oni są? Nadal rzymskimi katolikami? W swoim mniemaniu pewnie tak. Ale mnie to bardziej przypomina schizmę. Gdy jeśli ktoś idzie inną, bardziej ekstremalną droga niż jego własny kościół – do którego chce należeć – to czy jest im nadal po drodze? Czy nie powinno być bardziej zdecydowanej reakcji instytucjonalnego kleru na to co się wyrabia z krzyżem pod pałacem? Tyle razy słyszałem tak bardzo zdecydowane wypowiedzi biskupów w sprawie usuwania krzyża z państwowych instytucji. Więc dlaczego, tym razem biskupi nie dają wyraźnych wskazówek jak mają postępować ich boże owieczki?
