Moja ulica to nie parking dla TIRów

Obublikował pavvel dnia

Niewątpliwie ciężkie jest życie kierowcy wielkiej ciężarówki. Trudno temu zaprzeczyć. Takie życie i taka praca nie jest łatwa. Jest też wiele innych zawodów równie ciężkich i wiele wymagających od tych, którzy je wykonują. I za to tym ludziom należy się szacunek. Ja nie jestem kierowcą wielkiej ciężarówki, ale prawie codziennie uczestniczę w tym ich trudzie. Biernie, ale zawsze. Wstaję przecież tak wcześnie jak oni. A i nocy nie ma, aby nie obudził mnie odgłos parkowania wielkiego auta. Jestem jak stróż w wielkiej bazie samochodowej. A przecież jedyną moją winą jest to, że w swej naiwności postanowiłem zamieszkać przy cichej uliczce, a nie przy głównej trasie komunikacyjnej miasta. Powiecie, że dobrze postąpiłem bo przecież gdy mieszkałbym przy ulicy o dużym natężeniu ruchu nie miałbym łatwego życia przez huk jaki wywołują przejeżdżające TIRy. Ale ja przy mojej małej osiedlowej uliczce też nie mam łatwo i przyjemnie. Spytacie dlaczego tak wcześnie wstaję? Dlaczego trzecia nad ranem jest początkiem mojego dnia? A dlatego, że na tej mojej uliczce, gdzie w nocy nie ma wielkiego ruchu, parkują ciężarówki. Gdy tylko świta pan kierowca wsiada do swojego potwora na osiemnastu kołach, odpala silnik i … potem ja się budzę ze snu wysłuchując ryku silników przez piętnaście minut. Dlaczego? Bo takiego potwora drogowego nie da się ruszyć z miejsca tak jak osobówki zaraz po przekręceniu kluczyków w stacyjce. Potem następuje kilka ogłuszających warknięć i wielki TIR przy akompaniamencie pisków i skrzypnięć wyrusza w kolejną podróż. I tak jest co rano.

W nocy też nie jest spokojnie. Od dwudziestej drugiej następuje wieki zlot pojazdów wielotonowych. Przykład z wczoraj. Położyłem się wcześniej bo poranek w pracy zapowiadał się ciężki. Chciałem wypocząć. Ale gdzie tam! Tuż przed północą wielka ciężarówka rozpoczęła kilkuminutowe parkowanie na mojej ulicy. Na początku rundka honorowa pod moimi oknami bo przecież trzeba oznajmić wszystkim mieszkańcom kamienicy że już się przybyło. Potem parkowanie. Cofanie. Jazda do przodu. Znów cofanie. Znów kilka manewrów. Przecież uliczka wąska i niełatwo zaparkować takim kolosem. Jeszcze tylko głośne klapnięcie drzwiczkami od ciężarówki dla pewności obudzenia tych, co to mieli tak mocny sen, że do tej pory nie zerwali się z łóżek, i już może pan kierowca iść na zasłużony odpoczynek. Tej nocy zjawił się jeszcze jeden TIR i wszystko powtórzyło się ze straszliwym podobieństwem. Oczywiście nad ranem zaczął się rytuał z odjazdem, który opisałem na wstępie. Jak tak leżałem nie mogąc usnąć po tym koncercie na siniki wysokoprężne, przypomniał mi się taki cytat z pewnego polskiego filmu, który dość idealnie pasuje do mojej sytuacji. No prawie idealnie pasuje, bo nie jestem nauczycielem jak ten bohater filmu, ale poza tym przeżywam tak jak i on podobne poranne katusze. Brzmiało to mniej a może więcej tak: Czy panowie muszą tak napierdalać od bladego świtu?! Że nie podbijam karty na zakładzie o siódmej rano, to już w waszym robolskim mniemaniu muszę być nierobem?! Już możecie inteligentowi jebać po uszach od brzasku! Żeby se czasem kałamarz nie pospał godzinkę dłużej kapkę od was, skoro zasnął dopiero nad ranem! I żeby się kompletnie spalił w blokach już na starcie! Grunt, że, kurwa, inteligent załatwiony na dzień cały! Może mocny to cytat ale oddaje moje poranne uczucia jakie żywię do kierowców ciężarówek po tym, jak mnie budzą co rano o świcie. Ja wszystko rozumiem. Ale są pewne granice współżycia społecznego.

Na koniec jeszcze jedna uwaga. Jest takie powiedzenie, że pod latarnią jest najciemniej. W tym przypadku sprawdza się to bardzo dobrze. Moja uliczka, która co noc zamienia się w parking samochodów ciężarowych przylega do terenów zielonych, za którymi znajduje się komenda policji państwowej. Tysiące policjantów pracuje tam za dnia i wielu też z w nocy, ale jakoś tak nikt z nich nigdy nie zauważył parkujących w odległości kilkuset metrów od ich płotu ciężarówek. Jakby dla ludzi w mundurach były niewidoczne. A może po prostu nie wiedzą, że takie parkowanie pojazdów wielotonowych w mieście jest wykroczeniem? Więc poszukałem i znalazłem. Szanowni panowie policjanci artykuł czterdziesty dziewiąty, punkt drugi, podpunkt piąty Kodeksu Drogowego mówi wyraźnie, że zabrania się postoju (…) na obszarze zabudowanym, pojazdu lub zespołu pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej szesnaście ton lub o długości przekraczającej dwanaście metrów, poza wyznaczonymi w tym celu parkingami. A moja osiedlowa uliczka, leżąca kilkaset metrów od siedziby policji nie jest parkingiem.