Postawić pięć pomników

Obublikował pavvel dnia

 

Od razu przepraszam szanownych Czytelników, że ja znów o tym samym. Ale co zrobić, jeśli samo życie przynosi mi ciągłe powody do reagowania na ten przedpałacowy absurd. – Nie chcem, ale muszem – jak mawiał klasyk. Dzisiejszy dzień przyniósł informacje o tym, że dzielni ludzie z kancelarii naszego nowiutkiego prezydenta pozwolili sobie na wmurowanie w ścianę pałacu tablicy upamiętniającej ofiary wypadku lotniczego pod smoleńskim. – Nie mam złudzeń, że tych fanatyków, którzy się nazywają bluźnierczo obrońcami krzyża, cokolwiek zaspokoi poza pomnikiem wielkości kolumny Zygmunta na cześć Lecha Kaczyńskiego – zauważył także dziś bardzo trafnie poseł Stefan Niesiołowski. Ja też jestem tego zdania co pan poseł. Chyba mamy tam do czynienia z takimi ludźmi których nic nie zadowoli. Mam wrażenie, że nie ma takiej formy w sztuce czy w budownictwie, która mogłaby zaspokoić żądania protestujących pod pałacem. Ale może spróbujmy coś zaproponować dla osiągnięcia zgody narodowej.

To nie może być jakaś tablica jak już ustaliliśmy. To musi być coś co odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. Albo przynajmniej podobać się będzie temu tłumkowi sprzed pałacu. To powinien być monument na skalę naszych WielkoPolskich możliwości. Powinno to być coś tak potwornie ogromnego, żeby aż dech zapierało odszczepieńcom od wiary. I do tego – jak przystało na polskokatolicką modę coś tak gigantycznego – żeby natychmiast otworzyło oczy niedowiarkom. Żeby Polak i katolik w jednym, stając przed tym czymś wielkim i pokazującym w kamieniu, stali oraz betonie, zaklętą miłość do byłego prezydenta mógł śmiało powiedzieć z nieukrywaną dumą: patrzcie, to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo!

Może zbudujmy coś takiego co by przypominało rozmiarami na przykład pomnik Jezusa Chrystusa Zbawiciela w Rio de Janeiro? Statua tamta mierzy trzydzieści metrów wysokości i jest postawiona na siedmiometrowym cokole nie licząc góry na której się znajduje. To jest coś! – Tablica jest zdawkowa, na odczepkę. Powinien być pomnik, albo pięć pomników. Musimy godnie upamiętnić największą tragedię w historii – mówił w rozmowie z tvn24.pl jeden z obrońców krzyża. Ano właśnie! Dokładnie! Bo właściwie, czemu nie? Idźmy na całość. A może pomysł z pięcioma takimi pomnikami w jednym miejscu jest jeszcze lepszy niż mój skromny z jednym? Można wyburzyć starówkę, pałac prezydencki, pomnik księcia Poniatowskiego i połowę Krakowskiego Przedmieścia a w to miejsce postawić pięć pomników. I nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to będzie monument społeczny, w oparciu o przekonania prawdziwych polaków – obrońców wiary i krzyża – i to przecież nie będzie ich ostatnie słowo. Bo przecież: – Vox populi, vox dei – jak raczył się wyrazić jeden z protestujących w starożytnym języku.

A może kopiec usypać? Bo te pomniki nie powinny chyba tak na wysokości gruntu stanąć? Za mało godnie. A i Warszawa nie ma jeszcze kopca ku pamięci więc jest okazja do nadrobienia zaległości. Czynem całego narodu… lub bardziej tych co tak dzielnie bronią się pod krzyżem przed inwazją satanistów. Usypałoby się wielgachną górę. A na jej szczycie postawiło pomnik! Nie, pięć pomników! – Tablica sprawy nie załatwia. – Musi być pomnik. Musi być zachowana godność – stwierdził obrońca krzyża w rozmowie z dziennikarzami. Myślę, że przy zachowaniu takich proporcji powinno już być wystarczająco godnie. Więc może zaprzestać budowy stadionu narodowego bo i tak nie bardzo można liczyć na sukcesy polskich piłkarzy. I całe siły i środki skierować na realizację nowego projektu. Tak wiem, może niepotrzebnie się naśmiewam z tych fanatyków. Może taka ironia jest nie na miejscu. Ale jak mam reagować na to co się tam dzieje? Tylko to mi pozostało. To moje pisanie. Więc jak już mówiłem. Przepraszam szanownych czytelników za to, że nie chcem ale czasem muszem.