Najlepsza praca w Polsce

Obublikował pavvel dnia

Pamiętacie jak władze prowincji Queensland w Australii poszukiwały zarządcy wysp tropikalnych? Pewnie tak, bo wiele o tym mówiono i pisano. Media ogłosiły szybko, że jest to najlepsza praca na świecie. Można by powiedzieć, że państwo polskie też potrafi zapewnić nie gorszą posadę. My też mamy najlepszą pracę, jeśli nie na świecie czy w Europie, to już na pewno w Polsce. I nie jest to degustator czekoladek w fabryce słodyczy czy podkładacz głosu pod bohaterów kreskówek. U nas jest jeszcze lepiej! U nas potencjalnie zainteresowany posadą, oprócz licznych przywilejów- posiadacz ponadprzeciętnych zarobków – ma także realną władzę. Można by rzec że dzierży w dłoniach rząd dusz. A to przecież nie jest mało. Nie będę Państwa trzymał w niepewności. Moim zdaniem najlepszą pracę w Polsce mają parlamentarzyści. Jak jesteś zwykłym szarym, ciężko pracującym zjadaczem chleba z masełkiem, to przysługuje ci dwadzieścia sześć dni urlopu. Ale i to dopiero wtedy gdy będziesz mieć tyle szczęścia, że przepracujesz te dziesięć lat. Ale gdy masz najlepszą prace w kraju ,czyli jesteś posłem lub senatorem to możesz odpoczywać na wakacjach sześc tygodni.

Zastanówcie się Szanowni Czytelnicy czy jak byliście na wakacjach to w waszych biurach, firmach czy fabrykach, gdzie jesteście zatrudnieni trwały może jakieś remonty? Pewnie nie. A jeśli nawet tak, to nie miały one zapewne na celu podniesienia waszego standardu pracy. Ale jak się ma najlepszą pracę w kraju, to wyjeżdżając na długie, sześciotygodniowe wakacje, możecie się spodziewać na przykład wymienienia tapicerki fotela na którym zasiadacie podczas wytężonej pracy. Gdy jest już mięciutko i czyściutko, gdy już w każdym pomieszczeniu sejmowym będzie się można połączyć z bezprzewodowym internetem to warto się zabrać do roboty. A jak wiadomo w najlepszej pracy na świecie nie można się przepracowywać. Bo jak dowiadujemy się z prasy przeciętny parlamentarzysta pracuje tylko sześć do siedmiu dni w miesiącu. Do piętnastego sierpnia tego roku posłowie debatowali łącznie dwadzieścia osiem dni i przyjęli sto dwie ustawy. Czyli nie tak znowu wiele. Człowiek na najpierwszej posadzie w kraju nie zrywa się też o szarym świcie. Jego dzień pracy zaczyna się o godzinie dziewiątej rano, a kończy trzy godziny później. W piątek, przed weekendem jest jeszcze lepiej. Bo można nie przyjść do pracy wcale. Niby nie wolno wagarować ale kto cię tam sprawdzi jak to ty jesteś władzą. Pod koniec tygodnia przecież trzeba pojechać do domu na dwudniowy wypoczynek jak pan Bóg przykazał. No to w ostatnie dni tygodnia sejmowa sala obrad świeci pustkami. Powie ktoś: chwileczkę, ale przecież oni jeszcze pracują w swoich biurach poselskich. Niby pracują. Ale bardzo trudno ich tam zastać. A może oni w poniedziałki pracują koncepcyjnie? – jak mawiał mój kolega gdy został przyłapany przez swojego pryncypała na nic nie robieniu. Parlamentarzysta jak już przejdzie wyborczy casting na senatora czy posła dzięki swojej nowej posadzie otrzymuje miesięcznie dwanaście i pół tysiąca złotych pensji plus diety. Ale to nie wszystko. W budżecie kancelarii sejmu na ten rok zaplanowano prawie sześć milionów złotych na przeloty posłów oraz ponad dwa miliony na podróże koleją. PKS-em posłowie podróżują rzadko – w kancelaryjnym budżecie zarezerwowano na ten cel tylko sto trzydzieści dwa tysiące złotych.

Mój kolega bardzo się zdziwił gdy na rozmowie o pracę w dużym koncernie prasowym dowiedział się, że pensja na którą może liczyć to sześćset złotych miesięcznie plus premia. Zaraz po tej zaskakującej wiadomości dowiedział się też, że to od jego umiejętności sprzedaży zależą w całości wpływy z reklam w tej gazecie. Czyli miał pracować co najmniej osiem godzin dziennie. Miał być rozliczany z każdej nieobecności, a zarabiać maksymalnie tysiąc pięćset złotych brutto. I to w tylko w sytuacji, gdy wypracuje wyśrubowane normy narzucone przez pracodawcę, co wiązało się z bezpośrednio z premią. Jeśli nie wyrobi to tylko sześćset złotych. Nie muszę dodawać, że miał to – mój kolega – uczynić podróżując na własny koszt do potencjalnych klientów, oraz zasiadając w najmniejszym pokoiku świata. A tam przy starym i zdezelowanym biurku korzystać z komputera którego lata świetności minęły bezpowrotnie. Jakie to dalekie od najlepszej pracy w Polsce. Nie ma więc w tym nic dziwnego, że od tej pory zaczął się żywo interesować najlepszą posadą w naszym kraju. Ba, nawet poczuł w sobie wielkie pokłady prawa i sprawiedliwości. Zaczął tez szukać na prawo i lewo możliwości budowy takiej platformy, która mu zapewni objęcie tej najlepszej pracy.