Króluj nam, bo my tak chcemy

Obublikował pavvel dnia

Obyś żył w ciekawych czasach mówi chińskie przysłowie. Ale ilu z tych, co przeżyło ciekawe czasy może powiedzieć o sobie, że byli świadkami narodzin nowej religii. To nie zdarza się znów aż tak często. Dlatego pewnie niewielu było czy jest takich, którzy pamiętają ostatnie takie wydarzenia. A tu proszę. Jakie my mamy szczęście niepojęte? Tu i teraz a dokładniej w Warszawie, narodziła się całkowicie nowa religia. No, może ona nie taka nowa, bo ma wiele zapożyczeń z katolicyzmu, ale cóż – przecież nawet rzymski katolicyzm i całe chrześcijaństwo czerpało na przykład z judaizmu. To, dlaczego teraz ci, co piszą narodowy polski katolicyzm na nowo nie mają sięgać po sprawdzone już wcześniej symbole. Jeśli to nie całkowicie nowa religia, to jest to zdecydowanie jakiś odłam chrześcijaństwa. Ale zdecydowanie nie jest to rzymski katolicyzm, bo polski kościół już wielokrotnie się odcinał od tej nadal niewielkiej, ale silnie obecnej w mediach religijnej grupy stojącej przed barierkami na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Oni nadal uparcie posługują się symboliką tego kościoła. Choć ten słowami hierarchów już kilkukrotnie przypominał, że to, co się dzieje przed pałacem prezydenckim nie ma z nim nic wspólnego. Ale niechęć do utożsamiania się ze sobą kościoła i tych, co stoją przed pałacem jest obopólna. Choć krzyż jest zdecydowanie symbolem kościoła, to stał on się też narzędziem w walce przeciwko wszystkim. I jak widać nie wszyscy mają do niego równe prawo. Księża, którzy w sierpniu przyszli zabrać krzyż, usłyszeli między innymi, że są ubekami, a nie kapłanami, a po taki krzyż to powinni przyjść arcybiskupi! A nie jakiś zwykły księżyna.

 

Tak, to zdecydowanie ciekawe czasy.  Nie wierzyłem własnym oczom widząc jak spod sejmu Rzeczpospolitej wyruszał pochód tych, co w osobie Jezusa Chrystusa widzieć chcą króla Polski. Fakt, każdy ma prawo do własnych poglądów. Każdy ma prawo do ich wyrażania.  Nawet jak jest to niewiarygodnie abstrakcyjne to i tak można to zrobić, bo nikt nie może zabraniać im głośno tego wypowiadać. Ale chyba jest jednak granica zdrowego rozsądku. Restytuowanie monarchii nie jest nowym pomysłem, ale intronizacja na władcę Boga, i domaganie się politycznego aktu w tej sprawie jest, co najmniej dziwne. Uczestnicy marszu ubrani w czerwone płaszcze ze znakami krzyża i godłem narodowym nieśli ze sobą między innymi transparenty: Chrystus królem Polski, Polsko, dokonaj intronizacji. Czyli domagali się obwołania królem Jezusa, który gdy żył na ziemi, nigdy nie uważał się za króla. Mam też wrażenie, że nikt Go nie pytał czy ma taką wolę, a jeśli nawet pytał, to czy padła w tej sprawie jednoznaczna odpowiedź? Raczej nie. Nigdy też za czasów swej publicznej, czyli ziemskiej działalności nie powiedział o sobie, że jest królem. Czytając Biblię można dojść do wniosku, że Jezus nawet nie podejrzewał, że może być ziemskim królem. Ja jestem królem, lecz królestwo moje nie jest z tego świata – czy to nie Jego słowa? Nakładanie mu na siłę korony jest niestosowne.

 

Właśnie wyczytałem, że według Centrum Badania Opinii Społecznej rośnie grupa osób negatywnie oceniających kościół. Jak wynika z opublikowanego sondażu, złą opinię o Nim wyraża aż trzydzieści pięć procent ankietowanych, podczas, gdy przed trzema miesiącami było ich dwadzieścia pięć procent. Przyczyną takiego stanu rzeczy z pewnością jest to wszystko, co działo i dzieje się pod Pałacem Prezydenckim. Nie wiem czy ci, co stają dzielnie w obronie wartości katolickich zdają sobie sprawę, że tak naprawdę czynią zło? Pewnie nie, bo dla nich to, co myślą i czynią jest ich własną interpretacją rzymskiego katolicyzmu, więc, po co mają się martwić o społeczne poparcie instytucjonalnego kościoła w Polsce.