Kraina zdziwienia

Obublikował pavvel dnia

Nie wiem, może tak jest wszędzie na świecie, a może to tylko taka nasza specyfika. Dla mnie to jednak bardzo ciekawe, że u nas, w kraju nad Wisłą, każdy dzień może przynieść aż tyle radości, zdziwienia pomieszanego z zażenowaniem i niedowierzaniem. Gdzie jeszcze jest takie miejsce, w którym były premier nagle odkrywa, że tak do końca to jego państwo, w którym szefował nie jest wolne? Gdzie jeszcze można, stojąc pod pałacem prezydenta wybranego w wolnych wyborach wzywać w religijnym uniesieniu Boga, aby ojczyznę wolną raczył nam zwrócić, bo pewnie ta, która pozwala na regularne demonstracje nienawiści nie jest w mniemaniu protestujących do końca wolna. I tylko boska interwencja może nas teleportować do kraju wolnego pozbawionego rządów złych ludzi. Gdzie jeszcze jest taka wolność, że jednocześnie można być aktywnym politykiem, szefem największej partii opozycji parlamentarnej oraz byłym premierem kraju, które samemu nazywa się zależnym od innych mocarstw kondominium? Tylko w tej naszej krainie uśmiechu można kandydować na prezydenta będąc pod wpływem silnych środków farmakologicznych nie do końca zdając sobie sprawę z własnych czynów. Tak… Zaprawdę jesteśmy wyjątkowym krajem! 

 

No tak, łatwo można wytykać błędy politykom. Oni chyba specjalnie starają się ze wszystkich sił, aby wzbudzić na twarzach wyborców uśmiech. Ale przecież nie samą polityką żyje człowiek w tej krainie. Wczoraj oglądałem z kolegami mecz piłki kopanej naszej reprezentacji. Mijały mi i moim przyjaciołom kolejne minuty na obserwacji powolnych zmagań piłkarzy. Ogólnie nic się nie działo – jak w polskim serialu. Czyli było jak zawsze przy takich okazjach. – Słuchajcie ten mecz to jest rozgrywany u nas w kraju czy na wyjeździe – zapytał jeden z kolegów. – Chyba u nas, bo przecież przy trybunach stoją polskie reklamy – wyjaśnia w odpowiedzi drugi. – Nie, chyba u nich, bo jest piękna pogoda – dodaje następny. I tak przez kilkanaście minut spieraliśmy się gdzież to nasza reprezentacja rozgrywa to spotkanie. Po raz pierwszy od chwili rozpoczęcia meczu wzrosły w nas emocje na tyle, że nawet trzeba było zajrzeć do internetu, aby ustalić dokładnie gdzie to odbywał się mecz. Nikogo już nie interesowało, co też dzieje się na boisku. Ważne stało się to gdzie się to widowisko odbywa i to stało się źródłem prawdziwych emocji. – Założymy się, że to w Polsce – wykrzyknął jeden ze znajomych. I już po chwili było kilka zakładów. Tak, tylko u nas więcej emocji może wzbudzić stadion niż mecz na nim rozgrywany.

 

Przez cały dzień chodziła za mną pewna melodia. Nie mogłem się jej pozbyć z głowy. Całkowicie bezwiednie podśpiewywałem sobie przy pracy kilka linijek tekstu piosenki. Tak od rana do wieczora. – Co ty ta tak nucisz – zapytał mnie kolega z pracy? No właśnie, co to jest? Co ja tak wyśpiewuje? Nie mogłem sobie przypomnieć. Przecież to pewnie coś znanego, jeśli zapamiętałem na cały dzień. Ale co? Za nic nie mogłem dopasować tekstu i melodii do wykonawcy. Dopiero wieczorem zdałem sobie sprawę, że to najnowsza piosenka jednej z znanych wokalistek. Ale czy ten wpadający w ucho utwór pochodzi z jej najnowszej płyty?  Czy może to okupujący od wielu tygodni szczytu list przebojów utwór? Nie! To przecież zwykła i powtarzana to znudzenia w telewizji reklama. Nagle olśniło mnie, że przez cały dzień nuciłem reklamę. Tak, to istny znak czasu, że najbardziej rozpoznawalnym utworem tej wokalistki stała się piosenka z reklamówki pewnego banku. Tak to już jest, że każdy dzień przynosi kolejne zadziwienie.