Demokracja sponsorowana

Obublikował pavvel dnia

Ale to nie są panie tanie rzeczy – powiedziałby pewnie Ferdynand Kiepski gdyby dotarła do niego wiadomość o tym, że o dziewięć milionów złotych więcej wydamy w przyszłym roku – my wszyscy, czyli podatnicy – na finansowanie działalności partii politycznych. Tak przewidziano w projekcie budżetu naszego państwa. To chyba dobra świadomość, bo gwarantuje nam, że ten odwieczny kabaret sporów o nic, będzie nadal trwał i miał się jak najlepiej. Jakie to szczęście niepojęte, że będziemy mogli z naszych ciężko zarobionych pieniędzy sfinansować kolejną odsłonę wielkiej wojny… O krzyż na przykład. Bo jak powszechnie wiadomo najważniejsze żeby coś się działo. Żeby nie było nudny.  A jak się dobrze aktorów, czyli polityków opłaci to zrobią dla nas wszystko. Bo za darmo nikt robić nie będzie. Ciekawe tylko, że stać nas na takie wydatki. Nas, czyli społeczeństwo. Ciągle słyszę przecież, że na nic państwa nie stać. Że kryzys. Że trudności nie do opisania.  Na służbę zdrowia – nie ma. Na drogi brakuje. Ale to nieważne, bo jak sfinansujemy partyjną brać to oni w tych swoich gorących sejmowych sporach wykują dla nas świetlaną przyszłość. A to, że dla większości jeszcze ta przyszłość nie jest najjaśniejsza, to tylko wynik tego, że nie do końca dobrze opłacani byli nasi politycy. W tym roku partie dostaną z budżetu ponad sto czternaście milionów złotych, w tym Platforma Obywatelska – ponad czterdzieści milionów złotych, a Prawo i Sprawiedliwość – prawie trzydzieści osiem milionów złotych. Pewnie wielu ucieszy wiadomość, że w ciągu ośmiu lat wartość dotacji dla polskich partii politycznych wzrosła trzykrotnie. Czyli idzie ku lepszemu.

Może są takie dziedziny życia, w której Polska jest na szarym końcu listy państw europejskich. Ale jest coś, co zdecydowanie nas wyróżnia. My w odróżnieniu od innych krajów dbamy o polityków! Można nie dojeść, nie dojechać po równej drodze, odchorować nie znajdując lekarza specjalisty, ale reprezentacje polityczną to musimy mieć zdecydowanie godną. Godnie finansowaną. Tu to jesteśmy w czołówce europejskiej. W dobie kryzysu żaden kraj subwencjonujący partie polityczne, jak na przykład Niemcy, Wielka Brytania czy Francja, nie zdecydował się na podwyższenie dotacji. A my tak! Bo u nas państwo dba o polityków.  Nie damy politykom przymierać głodem. Bo oni przecież dla naszego dobra, co dnia wdają się w ciekawiące tylko ich spory i walki.  I choć nasze partie polityczne nie są wielkie liczbą swoich członków – choćby w porównaniu do liczby obywateli naszego kraju – to jednak zebraliśmy się w sobie i daliśmy im sporą kasę. Boli mnie tylko jedno, że nie miałem w tym swojego udziału. Że ktoś to zrobił za mnie. Że urzędnik państwowy zafundował politykom podwyżkę a nie naród, pojedynczym obywatelskim wyborem przeznaczył pieniężne poparcie wybranej partii politycznej. A szkoda, bo jakże to byłoby wielkie tak w narodowej zbiórce wydać kasę dla tych, których popieramy – przynajmniej teoretycznie. A tak mamy sytuację, w której czy się zgadzam z politykiem czy też jego poglądy są mi całkowicie obce, to i tak płacę na jego utrzymanie. Czy sztuczne utrzymywanie za państwowe pieniądze megapartii jest dla nich dobre?  Zdecydowanie nie! Czy oni nie mogą utrzymywać się sami ze składek członkowskich? Czy ja rozliczając się z fiskusem nie mógłbym wybrać najbardziej odpowiadającej moim poglądom partii politycznej i wesprzeć jej jednym procentem moich podatków? Tak byłoby sprawiedliwiej. Bo to nie są tanie rzeczy.