Akcja, reakcja i ochrona

Obublikował pavvel dnia

Widziałem w telewizji zdjęcia z Afganistanu, na których zatłoczoną ulicą poruszał się konwój ciężko opancerzonych i uzbrojonych pojazdów eskortujących auto polityka. I do niedawna wydawało mi się to egzotyką krajów ogarniętych wojną, tam gdzie codziennością są zamachy bombowe. Bo tam gdzie masowo giną ludzie oraz ich polityczni przedstawiciele normalnością stała się silna ochrona. U nas też doszło do zamachu na polityka. Szaleniec tak bardzo znienawidził naszą klasę polityczną, że postanowił zabić kogoś z jej przedstawicieli. Nie miał – z tego, co donoszą media – szczególnych preferencji politycznych czy światopoglądowych, co do swojej ofiary. Ogólnie chodziło mu o zabicie polityka. I nie miało dla niego większego znaczenia, z jakiej opcji politycznej ofiara się wywodzi. Straszne i smutne jest to, że zginął człowiek. Mój nauczyciel z liceum ciągle powtarzał, że zawsze jak jest akcja to musi być też reakcja. I tak jest w tym przypadku. To ciągłe polityczne szaleństwo walki o nic przed kamerami telewizyjnymi. To wieczne naskakiwanie na siebie i obrażanie się przy każdej okazji. Te debaty i spory o sprawy, które większość społeczeństwa niewiele obchodzą. Ta nienawiść i agresja polityków. To machanie krzyżem. To stawianie jednych tam gdzie stało ZOMO, a drugich jako przeciwników wiary i religii. Wojny polsko – polskie. Wykluczanie, staczanie się i dorzynanie.  Śpiew o „ ojczyznę wolną”, którą tylko Bóg nam może zwrócić. Ci agenci obcych mocarstw. Kondominia. I całe to wielkie szaleństwo w walce o władzę, dla władzy tylko, musiało w końcu doprowadzić do tego, że ktoś wybrał najbardziej złą drogę. Drogę politycznego morderstwa. I jeśli to polskie piekło politycznego szaleństwa jest akcją, to znaczy, że to morderstwo stało się na to polityczne bredzenie reakcją.

 

Zaciekawiło mnie to, że tak wielu polityków w ostatnich dniach zaczęło wołać o ochronę ponoć zagrożonej demokracji. Tak jakby nie dostrzegając, że to morderstwo nie było wymierzone w demokrację, ale w tych, co z demokratycznych procedur i instytucji uczynili scenę do walki o swe urażone prywatne ambicje. Mam wrażenie, że Polską już od wielu lat nikt nie rządzi. Polską się zarządza. Od wyborów do wyborów. A społeczeństwo jest tu tylko czynnikiem utrzymującym klasę polityczną oraz państwowych urzędników. Potrzebni jesteśmy politykom tylko do głosowania i do płacenia podatków. – Politycy mają skłonność do myślenia o następnych wyborach, a nie o następnym pokoleniu – powiedział Ronald Reagan. To polityka doraźnych korzyści. Wielkich wojen doktrynalnych. Nikt nie rozmawia tu o bezrobociu, służbie zdrowia, biedzie. W polskiej polityce łatwiej jest mówić o krzyżu przed pałacem prezydenckim czy o odpowiedzialności za wypadek lotniczy, niż o pomysłach jak wyrwać tysiące Polaków ze skrajnej nędzy czy beznadziejności egzystencji za minimum socjalne. Wytworzyła się sytuacja patowa gdzie po jednej stronie jest państwo i politycy, a po drugiej stronie są prości ludzie, którym bardziej zależy na codziennym dobrobycie niż na ideologii. To najbardziej widoczne jest przy każdych kolejnych wyborach. Czy nie jest tak, że przez to umacnianie naszej sceny politycznej poprzez państwowe pieniądze dla partii politycznych płynące z naszych podatków, wytworzyło się u nas coś, co pozwolę sobie nazwać państwową demokracją? Mamy dwie silne naszymi pieniędzmi partie polityczne i prawie pięćdziesięcioprocentową absencję przy urnach wyborczych. Tu widoczna jest akcja i reakcja. Nikt nie będzie legitymizował rządów polityków, których nie uważa za swych reprezentantów. 

 

Na początku tego tekstu przywołałem obraz z kraju ogarniętego wojną. Napisałem o uzbrojonych konwojach. O eskorcie i ochronie dla polityków. Ja wiem, że każdy ma prawo do obrony swojego życia. Polityk, który czuje się zagrożony ma prawo do ochrony. Bo tam gdzie jest akcja, czyli zamach w Łodzi – tam jest też reakcja, czyli przydzielenie politykom ochrony. Ale ja poczułem się jakoś tak z tym dziwnie. Czy ja, czując się zagrożony tym, co powiem lub napiszę miałbym prawo do szczególnej ochrony? Czy ktokolwiek z obywateli – takich szaraków – miałby w tej kwestii szanse na specjalne względy? Nie. Zdecydowanie nie. Ale jeśli jesteś politykiem, zdecydowałeś się zostać trybunem ludu, poczuwasz się do tego, aby występować z woli wyborców, jeśli jesteś wybranym z narodu i jednocześnie się go boisz, to coś nie jest do końca jasne. Czy odwagą jest głoszenie niewygodnych dla obywateli praw i słów tylko zza pleców ochroniarzy? Może tak. Ale ja pozwolę sobie na odrębne zdanie. Nie wyobrażam sobie polityki robionej zza zasieków z drutu kolczastego. Nie czułbym się najlepiej gdybym z posłem z mojego okręgu wyborczego rozmawiał tylko w obecności jego ochroniarzy. Czy rząd przeprowadzi się do specjalnie chronionej „ zielonej strefy”, bo szaleniec zabił z nienawiści do klasy politycznej? Czy jedyną reakcją na ten bezsensowny mord będzie wzmocnienie ochrony polityków? Z mojego pesymistycznego postrzegania świata wynika, że tak właśnie będzie. Na wzmocnionej ochronie się skończy. Ale może to i dobrze. Bo ochrona nie dopuściłaby do sfilmowania posła, który chwiejnym krokiem, na nogach jak z waty, błąkał się po parkingu prze hotelem sejmowym.  Ochrona posła – gdyby ją miał – nie pozwoliłaby zawianemu politykowi na taką pomyłkę, by ten w stanie ograniczonej świadomości wsiadł do nie swojego auta. Tak, ochrona jak nic jest politykom przydatna.