Nowa stara propaganda

Obublikował pavvel dnia

Przeżyłem deja vu. Dostałem na ulicy lokalną bezpłatną gazetę, spojrzałem na jej zawartość i przeżyłem prawdziwy szok. Miałem wrażenie, że przeniosłem się do czasów wczesnej młodości gdzie w rękach mogłem trzymać, co najwyżej organ prasowy partii polskiej zjednoczonej a nie papierowe dzieło kapitalistycznego rynku gazety kwitnącej w moim mieście. W tym współczesnym nam wszystkim bezpłatniku na pierwszej stronie dodatku traktującego o inwestycjach zamieszczono zdjęcie prezydenta mojego miasta. Niby nic niezwykłego a jednak. Na fotce widać jak gospodarz mojego grodu z grupą inżynierów chyba, – bo wszyscy w białych koszulach – przechadzał się po nowo oddanym do użytku odcinku drogi miejskiej. Prezydent za plecami ma koparkę a uniesioną dłonią wskazuje w dal. Tak jakby doradzał, wskazywał kierunek dalszych prac budowlanych.  Jedno spojrzenie wystarczyło, aby wiedzieć, że to prawdziwy wizjoner, dobry przywódca oraz wielki kreator mojego prowincjonalnego miasta. On tam – na tym zdjęciu – kroczy dumnie po tym, co już zostało zrobione kierując swe kroki ku naszej wspólnej świetlanej przyszłości. Nadzoruje i wyznacza kierunki. Wiadomo, pańskie oko konia tuczy. Nad fotografią umieszczono tytuł wywiadu z prezydentem. Który może być też najlepszym opisem tego, co na zdjęciu. To jeszcze trzeba zrobić – głosi tytuł.  I tu właśnie mamy moje odczucie, że podobna do tej sytuacja wydarzyła się już w mojej w przeszłości.

 

Pod koniec lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku dostałem w prezencie encyklopedię dla dzieci. Taki bardzo specyficzny książkowy wymysł propagandy sukcesu z lat poprzednich. Już wtedy to, co w niej widziałem było dla mnie dziwne i zabawne jednocześnie. Na jednej z książkowych fotek bliskiej mojemu sercu, bo pokazującej moje miasto rodzinne można było zobaczyć Edwarda Gierka, który podczas jednej z roboczych wizyt w moim mieście spotkał się z budowniczymi osiedla mieszkaniowego. Na fotografii widoczny był pierwszy sekretarz, który z zatroskaną miną wskazując dłonią jeden z bloków z wielkiej płyty o coś tam pytał równie zatroskanych budowlańców. Wszyscy w białych kaskach na głowie. Tak to zapamiętałym. A tu teraz znów widzę na zdjęciach w gazecie panów w krawatach i kaskach. I znów – jak wtedy – widzę ten gest prawdziwego gospodarza, który w trosce o lepsze jutro pochyla się nad losem kolejnej inwestycji miejskiej. Takie deja vu. Ja rozumiem tamten czas propagandy sukcesu. Ja wiem, że takie były wtedy standardy i tak się przedstawiało rzeczywistość. Ale dlaczego ja znów oglądam to samo współcześnie? Chyba nie jestem jedynym, któremu się to skojarzyło. To, co było z tym, co teraz jest. Podobieństwa są ogromne.

 

I teraz powiem coś, co wyda się tym, którzy mnie znają osobiście prawdziwą herezją. Prezydent mojego miasta sprawia dobre wrażenie. Nie zgadzam się z jego politycznymi poglądami. Daleko mi do partii, z której się wywodzi. Ale jak obiektywnie – czy może tak subiektywnie i prywatnie – na to patrząc te ostatnie cztery lata jego rządów w naszym mieście nie były takie złe. Czyli robi on na mnie dobre wrażenie, mimo, że jego doradcy za wszelką cenę chcą zrobić z niego kogoś, kto mi przypomina pierwszego sekretarza z czasów propagandy sukcesu. Nie wiem, w jakim kierunku potoczy się dalej jego kapania wyborcza, ale obawiam się, że zobaczę jeszcze wiele takich fotek i przeczytam wiele takich tytułów jak te, które opisałem. Wolałbym normalnej informacji a nie propagandy. Wolałbym zobaczyć mniej patosu i zapatrzenia we własne sukcesy. A więcej szczerej informacji o tym jak jest naprawdę.  Mój znajomy z Wielkiej Brytanii mówił mi kiedyś, że on i jego rodzina wcale nie wiedzą jak nazywa się ich urzędnik odpowiedzialny za lokalne drogi. Oni za to doskonale wiedzą, że mają dobre drogi. Nie trzeba mnie zaczarowywać propagandówką w stylu lat minionych. Wolałbym więcej nie przeżywać takiego deja vu.