Życie bez telewizji

Obublikował pavvel dnia

 

– U mnie w domu nie oglądamy telewizji – powiedziała wyniośle jedna z pań podczas spotkania z koleżankami. Już właściwie miałem odejść, zostawiając przy kawiarniany stoliku panie same bez mojego męskiego towarzystwa, ale kategoryczny ton słów tej pani tak mnie zainteresował… że postanowiłem zostać jeszcze trochę dłużej czekając niecierpliwie na rozwinięcie tej wypowiedzi lub na ewentualną dyskusję na ten temat. I się nie zawiodłem. Warto było poświęcić kilka chwil. – Dlaczego Kasiu nie oglądasz telewizji? – Zapytały zatroskane przyjaciółki. – Ja i moja rodzina nie oglądamy telewizji, bo nie ma tam nic ciekawego – oznajmiła pani tym samym tonem, który bardziej pasował do wyznania wiary w kościele, niż do takiej deklaracji pozostawania pod wpływem małego ekranu. – Ja uważam – kontynuowała pani, – że, tam są same śmieci i dlatego, po rozmowie z mężem, podjęłam decyzje, że nie tylko my, ale i nasze dzieci będą wolne od telewizji. Koleżanki zgromadzone przy stoliku pokiwały głowami w milczeniu. I naprawdę nie wiem czy gest ten wyrażał aprobatę dla bohaterskiej żony i matki, która obroniła swe pociechy i w dodatku męża przed złym wpływem telewizji? Bo równie dobrze to kiwanie głowami w milczeniu mogło oznaczać coś wręcz przeciwnego. – Kasiu, ale jesteś świadoma istnienia takiego wynalazku jak pilot do telewizora zmieniający kanały? Przecież jak cię coś nie zainteresowało czy zdenerwowało nie musisz tego oglądać – zapytała jednak z koleżanek. Z tego wynikało, że przynajmniej ta przyjaciółka kiwając głową nie aprobowała antytelewizyjnego nastawienia swojej koleżanki. – Tak jestem, przecież mam telewizor, ale nie korzystamy z niego – odparła pani. I następnie wyliczyła skrzętnie powody swojego odwrotu od jednego ze środków masowego przekazu. Dowiedzieliśmy się, że jakość prezentowanych w TV programów jest merytorycznie żenująco niska. Że przez programy informacyjne można się pozbawić praktycznie w całości własnych poglądów. Że co drugi z programów w telewizji to ogłupiający taniec z gwiazdami, na lodzie lub na parkiecie. Że programy dla dzieci to już zupełnie mogą młodego człowieka pchnąć jedynie do zbrodni. I wiele jeszcze padło tam podczas tej dyskusji podobnych i bardzo szczegółowych przykładów szkodliwości oglądania telewizji. Mnie osobiście bardzo zdziwiła tak dokładna znajomość tematu przez panią Kasie, jeśli przecież jak sama twierdziła nie ogląda TV, bo to jej to szkodzi.

 

– Jak nie oglądasz to skąd wiesz, że ci zaszkodzi – padło, bardzo właściwe moim zdaniem, pytanie do pani Kasi. – Wiem i już… przecież wielu tak właśnie postępuje to musi być coś w tym dobrego – padła odpowiedź. Pomyślałem, że w zasadzie pani Kasia ma rację. Znam coraz więcej osób, które wręcz przy każdej okazji głośno manifestują swą wielką niechęć do telewizji, jako szatańskiego wynalazku prowadzącego prawie do zaniku mózgu u oglądających. Argumenty są zawsze dość podobne. Że to wyjątkowo wredne pudełko jest perfidnym zjadaczem czasu, który można poświęcić na o wiele ciekawsze zajęcia. I tu od razu słyszę, że jak się nie ogląda telewizji to można więcej poczytać.  Fakt, można… Ale też zależy, co się czyta. Czy czytanie brukowca opisującego życie gwiazd kina czy sportu jest ciekawszą formą poznawania świata niż oglądanie takiej samej informacji w telewizji? Nie sądzę. Ale jakoś tak się przyjęło, że czytanie jest jakby wyższym doznaniem niż oglądanie. Kiedyś widziałem film traktujący o latach dwudziestych ubiegłego wieku, gdzie w jednej ze scen główny bohater dostaje burę od swej matki za to, że przez cały dzień słucha radia a przecież mógłby poczytać. Chyba wszystko zależy od selekcji treści. Ja telewizję lubię, ale przecież też nie jest tak, że oglądam wszystko jak leci. Nie bardzo mogę zrozumieć tych, którzy generalnie nie oglądają, bo wszystko, co się pojawi na ekranie jest dla nich złe z racji tego tylko, że właśnie pojawiło się w telewizji. Czy takie manifestowanie niechęci do TV jest przejawem jakiejś mody? Dla mnie trochę tak właśnie jest. Nie rozumiem jak można nie przyjmować do wiadomości istnienia jednego nośnika informacji a inne aprobować. Wszystko jest dla ludzi. To tylko forma przekazu, tak samo jak książka czy kino. Nie słyszałem jeszcze żeby ktoś powiedział, że nie czyta niczego, bo generalnie to, co przeczytał do tej pory go nie zachwyciło. Nie zdążyło mi się jeszcze spotkać kogoś, kto powiedziałby, że generalnie nie chodzi do kina czy teatru, bo nic tam dla siebie nie znajduje. Za to takich, którzy głośno mówią: ja telewizji nie oglądam – jest na pęczki. A przecież wszystko zależy od indywidualnych wyborów. Oglądam w telewizji programy przyrodnicze dla przykładu, bo mnie to interesuje. Przecież wchodząc do księgarni też nie kupuję jak leci tylko wybieram. Jak stoję przed kinem, to też wybieram ciekawy dla mnie seans a nie idę na to, co jest w repertuarze. W kiosku z gazetami też nie kupuję wszystkich wydawnictw tylko wybieram. Dlaczego więc tylko telewizja stała się takim wrogiem publicznym? Przecież każdy telewizor ma przycisk zmieniający kanały i zawsze można się nim posłużyć.