Oszczędność pozorowana

Obublikował pavvel dnia

-Kto wyrzuca całkiem dobre koperty! – grzmiał mój ówczesny pracodawca – przecież można je jeszcze raz wykorzystać! Należy zaznaczyć, że chodziło o takie koperty, w których dostawaliśmy korespondencję. A więc takie, na których ktoś napisał adres naszej firmy i nakleił stosowny znaczek. Zgodnie z sugestią naszego szefa powinno się te koperty wykorzystać raz jeszcze. I wcale nie chodziło tu o jakieś działania proekologiczne, ale zwykłą oszczędność. Przecież można – jak nakazywał nam pracodawca – zamazać stary adres i napisać nowy. I w ten sposób oszczędzaliśmy kilka złotych miesięcznie narażając się na kpiny tych, do których te koperty wielokrotnego użytku docierały. Inny mój pracodawca wpadł na jeszcze inny pomysł oszczędności. – Każdy przecież ma w domu jakiś długopis. Niech go przyniesie do pracy i nim pisze – zaordynował kurację oszczędnościową. I tak w prosty sposób rozwiązał potrzebę zakupy przyborów do pisania.

 

Władza, która jest mi geograficznie najbliższa pewnego razu postanowiła pochylić się z troską nad parkiem miejskim. Wydał on się włodarzom mojego grodu jakiś taki nieprzystający do naszych czasów. Dlatego po burzliwej debacie postanowili oni nie szczędząc sił i środków coś z tym parkiem zrobić. Całe to odwieczne już prawie nieuporządkowanie ogrodu miejskiego nie licowało z powagą nowego patrona głównej alei. Nie mogło przecież tak być, żeby ludność chodziła po asfalcie, który pozostał z czasów minionych. Przecież główna aleja nazwana jest od niedawna na sześć biskupa. No przecież to nie przystoi. Dlatego musiały przyjść i przyszły wielkie zmiany w miejskiej zieleni. Park otoczono parkanem, a za nim uwijali się przez kilka miesięcy robotnicy. Prace rewitalizacyjne w parku zakończyły się przed kilkoma tygodniami. Lokalna gazeta donosiła i można to też było sprawdzić empirycznie, że nawierzchnia alejek nie spełnia pokładanych w niej oczekiwań. Odkształcała się od nacisku butów przechodniów. Niszczyły ja rowery oraz samochody służb oczyszczania miasta, które od czasu do czasu poruszały się po parkowych uliczkach. Producentka nawierzchni w rozmowie z gazetą informowała, że to z powodu oszczędności, które poczynił inwestor, czyli magistrat. Po prostu do wykonania nawierzchni alejek użyto za mało materiału. Grubość nawierzchni alejek ma jeden centymetr, a żeby wszystko było dobrze i zgodnie z normami producenta, centymetrów powinno być od trzech do czterech. Magistrat postanowił jednak oszczędzać.

 

Oszczędzają bogaci i nam się opłaci – głosi znana maksyma. Ale często jest tak, że oszczędzamy na tym, co i tak nam się w szerszym rozrachunku nie opłaca. Czy nawierzchnia parkowych alejek po takich oszczędnościach nie rozpadnie się? Pewnie tak i znów trzeba wydać pieniądze na jej remont. Zastanawiam się czy w ramach oszczędności magistrat nie wpadnie na pomysł alejek ekologicznych i oszczędnych tak dalece, że bez nawierzchni po prostu. Gruntowe alejki. To dopiero byłaby oszczędność!