Przecież kimś tam trzeba być…

Obublikował pavvel dnia

– Pan to się targuje niczym Żyd jakiś – powiedziała mi dziś rano przekupka, gdy starałem się najbardziej zbić cenę za karpia. – A bardzo dziękuje – opowiedziałem, bo wydawało mi się, że to – bardzo specyficzny – ale jednak komplement. – Ja bym się na pana miejscu obraził – wtrącił się do rozmowy starszawy elegancko ubrany jegomość stojący za mną w ogonku po ryby. – Ale nie jest pan na moim miejscu, a mnie to nie przeszkadza a wręcz nawet pochlebia – odpowiedziałem. Mój sąsiad z kolejki popatrzył na mnie wymownie oraz bardzo badawczo, po czym wznosząc oczy ku niebu począł znacząco wzdychać, wzywając imię Pan Boga na daremno. Ja będąc w świątecznym nastroju nie skomentowałem tego jego wzdychania. Po trwającym jeszcze z dwie minuty ustalaniu ceny z przekupką odwróciłem się, pożegnałem grzecznym „do widzenia” i odszedłem w swoją stronę. – Ci żydzi to są wszędzie – doleciało zza moich pleców, ale na pewno skierowane to było do mnie. Już się miałem odwrócić i skomentować… ale pomyślałem – po co? Przecież ten starszy pan tego i tak nie zrozumie. Boże jedyny w niebiesiech, czym i kim ja już nie byłem. Choć przyznam, że Żydem jestem nazywany dość często. No, dobrze… nie żeby tak codziennie, ale tak raz na miesiąc to już z pewnością. Może to przez tę moją fizjonomię w której sporych wielkości nos odgrywa znaczącą rolę. A to dla niektórych upodabnia mnie do przedstawiciela narodu wybranego. I jak tu dyskutować z takim nordykiem o jasnych włosach co to we własnym mniemaniu jest – Polak i katolik. Jemu pewnie jeszcze mamusia nad kołyską mówiła, że ten co nos ma duży to pewnie Żyd a takich szanować nie wolno. Z tradycją trudno dyskutować.  A ta nasza narodowa tradycja to już chyba najsilniej ma zakorzeniony obraz Żyda. I co ja mam zrobić, przepraszać za mój wielki nos? Informować uprzejmie, że to raczej z winy przodków którzy mieszkali na południu Europy. Że to taka bardziej rzymska kichawa niż żydowska? Zresztą takie tłumaczenie już samo w sobie byłoby czymś niestosownym i poniżającym.

 

A niech tam, mogę być i Żydem. Mnie to nie przeszkadza, a wręcz w dziwny sposób mnie to nobilituje, bo i towarzystwo innych przedstawicieli tego narodu więcej niż wyborne. Niech wspomnę choćby najbardziej znanego Żyda wszech czasów – Jezusa Chrystusa. Ale tak właściwie to nie powinienem się podszywać pod reprezentanta tego narodu. Powinienem to nawet ostro dementować. Jest z tym przypisywanym mi czasami semityzmem pewien kłopot. Bo tak się jakoś składa, że ja Polak z dziada pradziada jestem. I samych Polaków mam w rodzinie jak sięgam pamięcią i dokumentacją. I nie dość, że Słowianie są u mnie w rodzie to jeszcze dodatkowo jeden w jednego to ultra katolicy. Dodatkowo można śmiało powiedzieć, że mam w rodzinie antysemitę na antysemicie. Tylko ja jakiś taki wyrodny. Nieprzystosowany. Podobieństwa w moich rysach twarzy są do moich przodków od razu widoczne lecz tylko ten nos na przedzie psuje mi fizjonomię prawdziwego Polaka i katolika. Obca krew jest w mej rodzinie, ale też okazuje się że to nie Żyd… tylko Ukrainiec.

 

Nie tylko Żydem byłem nazywany. Okazało się że pewnego razu jak wygłosiłem u mojego ówczesnego pracodawcy płomienną mowę w obronie zredukowanych pracowników stałem się od razu komunistą. Potem byłem jeszcze socjalistą, anarchistą lub najłagodniej lewakiem. Byłem też raz faszystą. A ostatnio jak wykazałem się nadmierną jak na Polaka i katolika wiedzą o biblii stałem się dewotem. Razu pewnego jak w drogerii wybierałem krem do twarzy usłyszałem – jak dwóch panów co to preferują naturalne, wytworzone przez ich własne ciała zapachy – stwierdziło cicho, lecz tak abym usłyszał: – to pedał pewnie. I całe szczęście, że nie śpiewam i nie gram na gitarze, bo jak nic stałbym się dla niektórych cyganem. I dziwię się że nie jestem nazywany złodziejem… bo przecież lubię czasem napić się wódeczki. A jak powszechnie wiadomo: każdy pijak do złodziej. Ludzie uwielbiają szufladkować. Nie można być tak po prostu sobą, nikim, anonimowym zwykłym człowiekiem. Tym kim jesteś i kim się czujesz. W naszym ponazywanym społeczeństwie nie ma miejsca dla tych nienazwanych. Bez metki. Trzeba mieć odpowiednią półeczkę z odpowiednim napisem i na niej spokojnie sobie spoczywać. A niech tam… niech mnie nazywają jak chcą…ja i tak wiem kim jestem… I nikomu nie powiem.