Hipotetyczność bytu
– Teoretycznie to ja miałem być wysokim, postawnym blondynem o niebieskich oczach – usłyszałem od mojego kolegi Łukasza przy okazji naszego przypadkowego spotkania na ulicy. Faktycznie mógł taki być tylko hipotetycznie, bo jest on praktycznie wzrostu raczej nikczemnego, oczy ma czarne a o włosach pozostało tylko wspomnienia. Ten wywód mojego kolegi o teorii własnego wyglądu zapoczątkował artykuł z lokalnej gazety, w którym przedstawiono założenia do przetargu na remont dworca kolejowego. Kolega w nerwach podstawiał mi tę gazetę pod oczy i uderzając w nią palcem powtarzał: – widziałeś!, Widziałeś?! W wizji przyszłości gmach kolejowy jawił się ogromny w pięknym połączeniu starego z nowoczesnością. – Jak zobaczę, to uwierzę – rzekł kolega wzorem świętego Tomasza. – W planach to ja miałem dziś wizytę u lekarza, ale jak tam dotarłem to okazało się, że lekarza nie ma, bo wyjechał na nieplanowany pogrzeb w rodzinie, o którym dowiedział się dziś rano – powiedział Łukasz. Potem jeszcze padło z jego ust kilka dosadnych słów podsumowujących jego przekonania o państwowej służbie zdrowia. – Pierwszy raz w życiu słyszał o pogrzebie, o którym zawiadamia się rodzinę kilka godzin przed uroczystością. – Teoretycznie można – orzekłem. – Teoretycznie! Teoretycznie to my mamy państwową służbę zdrowia na światowym poziomie – rzekł w zdenerwowaniu. Muszę się z nim zgodzić, bo w teorii i w planowaniu nasze rządy nie mają sobie równych. Pamiętam jak dwadzieścia lat temu wizjonerzy naszej gospodarki i ekonomii mieli plany, które miały nasz zmęczony i biedny naród doprowadzić do dobrobytu. Ta powszechna szczęśliwość miała nastąpić tak jakoś teraz. A jak widać nie bardzo się udało. Ale nadal teoretycznie wszystko jest prawie w najlepszym porządku i idzie zdecydowanie ku lepszemu – jak się mnie zapewnia.
Jak wprowadzałem się do mojego mieszkania kilka lat temu słyszałem od developera obietnicę, podpartą podobno na obietnicach włodarzy miasta, że już za rok do mojego bloku będzie prowadzić piękny chodnik. Niestety do dzisiejszego wieczora plany nie zamieniły się w rzeczywistość. Czytam od kilku dni w gazetach na temat nowych planów rządu w sprawie mojej emerytury. I coś mi mówi, że to czysta teoria, bo ja tych pieniędzy na pewno nie zobaczę a przynajmniej nie w takiej sumie, jaka jest w planach. – A słyszałeś o nowych planach rządu dotyczących budowy dróg i autostrad – zapytał mnie kolega. – Pewnie, teoretycznie ma być lepiej – odpowiedziałem. Wszędzie dopada nas ta hipotetyczność naszego bytu. W planach ma być lepiej. Plany naprawcze są w oświacie, kulturze, gospodarce, dostępie do pracy, służbie zdrowia. Ba, nawet w sporcie. Plany są ambitne ale zweryfikuje je życie i wtedy powstaną… nowe plany. – Hej młody Junaku, smutek zwalcz i strach. Może na tym piachu za trzydzieści lat przebiegnie, być może, jasna, długa, prosta, szeroka jak morze Trasa Łazienkowska! – Pozwolę sobie na cytat z klasyków rozważań teoretycznych. Tam (w latach błędów i wypaczeń) i teraz kluczem do zrozumienia naszej rzeczywistości, i rozmiłowania w planowaniu, są słowa „ być może”. Odnoszę wrażenie graniczące z pewnością, że u nas właśnie tę prostą zasadę zawartą w piosence przyjęto za motto. Można pod nią podstawić wszystko. Hej obywatelu Polski, smutek zwalcz i strach. Może na tym piachu, (jeśli nie rozkradną kruszywa) za trzydzieści lat przebiegnie, być może, jasna, długa, prosta, szeroka jak morze autostrada lub droga ekspresowa! I już mamy wyjaśnienie. Jest plan ambitny, ale i perspektywa jego realizacji jest bezpiecznie odległa. A wszystko opiera się na słowach „być może”. Bo przecież planować każdy może… gorzej z realizacją.
