Wydział spraw zaginionych

Obublikował pavvel dnia

W związku z wydarzeniami, które miały miejsce kilka dni temu w mym mieście, wnioskuję z tego miejsca, opowołanie w każdym urzędzie specjalnego wydziału lub komisji do spraw zaginionych. Napisałbym pismo w tej sprawie, ale w świetle wydarzeń, o których napiszę poniżej nie mam pewności, kiedy i czy kiedykolwiek dostałbym odpowiedź.Pewien działacz społeczny z mojego prowincjonalnego miasta postanowił zdekomunizować plac, który ze względu na swoje położenie przez te wszystkie lata trwał przy nazwie, która okazała się nieprzystająca do naszych czasów. Tak przynajmniej odczuwał ten pan i postanowił coś z tym zrobić. Aktywiście nie spodobała się osoba patrona i w skierowanym do urzędu piśmie zasugerował zmiany. I miał do tego prawo. To jest historia, jakich wiele w naszym kraju,ale ja w zasadzie nie o tym chciałem pisać. Ten działacz wysłał – jak donosi lokalna prasa – swoje pismo dotyczące proponowanej zmiany patrona placu dokomisji kultury, dwudziestego piątego listopada dwa tysiące dziewiątego roku. A tu nagle i niespodziewanie kilka tygodni temu, choć te słowa są tu zdecydowanienie na miejscu, szanowna komisja zajęła się jego sprawą sprzed roku. Członkowie komisji kultury i promocji mojego miasta postanowili dyskutować o tej sprawie dopiero czternastego lutego dwa tysiące jedenastego roku. Czyli minęło trochę czasu. Z tego, co wiem, każdy urząd powinien załatwiać sprawę, z którą się do niego zgłasza obywatel bez zbędnej zwłoki, a już najpóźniej w ciągu miesiąca. Aw przypadku tego pisma trochę się to wszystko przeciągnęło. Ja też swojego czasu poczułem w sobie ochotę, aby zmienić patrona pewnej ulicy. Napisałem do odpowiedniej instytucji w mieście i czekałem. I po wielu interwencjach, policznych telefonach dostałem odpowiedź prawie po dwóch latach. Przez cały ten czas słyszałem tylko urzędnicze wyjaśnienia, że moja sprawa wędruje od wydziału do wydziału i każdy z tych wydziałów ma miesiąc na rozpoznanie sprawy, dlatego to wszystko tyle trwa. O każdym opóźnieniu powinienem zostać niezwłocznie informowany, ale chyba nie wtedy, gdy sam się o to prosiłem. Bo tak z własnej inicjatywy to żaden urzędnik się do mnie nie odezwał. Gdy się w końcu doczekałem listu z urzędu to zawierał od jedno zdanie, w którym zmieściła się odpowiedź oraz jej uzasadnienie. Ponad dwa lata oczekiwania i jednozdaniowa odpowiedź. Ale ja i tak miałem szczęście, bo moja sprawa nie zaginęła. A może właśnie nie miałem szczęścia, bo gdyby to moje pismo gdzieś utonęło na dnie urzędniczej szuflady to może bym się doczekał lepszych czasów, czy innej władzy i odpowiedź byłaby pozytywna? Ale wróćmy do tego działacza społecznego pragnącego zmiany patrona placu. Miał człowiek wiele szczęścia, bo już po ponad roku ktoś odszukał jego pismo. – Odnalazłem to pismo w teczce „Sprawy różne” – wyznał nowy przewodniczący komisji kultury i promocji w wywiadzie dla lokalnej gazety. Ludzie, którzy czekacie na odpowiedzi z urzędów, mówię wam, nie traćcie nadziei! Bądźcie ludźmi nadziei! Może nastanie kiedyś nowy przewodniczący, nowy naczelnik, czy zwyczajnie nowy urzędnik i podczas robienia porządków po swym poprzedniku znajdzie wasz wniosek czy pismo sprzed lat w zakurzonej teczce znapisem „ Sprawy Różne” i doczekacie się w końcu odpowiedzi.