Tłumaczenie z polskiego na nasze

Obublikował pavvel dnia

Człowiek uczy się przezcałe życie. To prawda. A gdybym nawet o tym zapomniał, to uczynny politykzawsze mi o tym przypomni. Choć już od dawna nie zasiadałem w szkolnej ławie tojednak znów poczułem się jak uczniak w jakiejś tradycjonalnej szkole, któregostrofuje wszechwiedzący nauczyciel. Oczami wyobraźni widziałem tablicę zwypisanym na niej pytaniem będącym jednocześnie tematem lekcji: -Co poeta miałma myśli? Tamto to tylko koszmarne wspomnienie pewnego nauczyciela, któryzawsze chciał mieć rację. A każde odstępstwo od jego norm myślenia traktował,jako osobistą zniewagę.  Tak długo,belfer ten, wmawiał mi, że jest tylko jedna prawda, oczywiście ta jego, żeczasami dla świętego spokoju i dobrej oceny, przyznawałem mu rację. I terazczuję się podobnie. Co kilka dni prezes tych polityków, co to uważają się zanajbardziej prawych i sprawiedliwych coś powie lub napisze a potem jest z tymtaki kłopot, że trzeba to wyjaśniać tym, którzy go opacznie zrozumieli. Odnoszęwrażenie, że istnieje specjalna armia działaczy, która światłą myśl wodza przekładana prawdę obowiązującą. W swoisty sposób tłumaczy z polskiego na nasze.Interpretuje prawdę objawioną w ten sposób, aby lud ciemny nie zrozumiał jejopacznie. Bo to niedopuszczalne przecież, że ktoś może słowa prezesaniewłaściwie zrozumieć. I co ciekawe wina zawsze leży nie po stronie tego cosłowa wypowiedział czy napisał, lecz po stronie tych, którzy właściwie niepojęli prawdy w nich zawartej.  Narodowitrzeba tłumaczyć , aby nikt nie mógł opacznie zrozumieć tego, że przecież gdy nauczycielecoś mówią, to jest to oczywiste i jasne. Ma to swoisty urok takie tłumaczenieczegoś , co się samemu uznaje za proste i zrozumiałe. A jak to nie wystarczy, tozawsze można dopisać do oryginału kilka zdań. Powyższe przyda się przecież,ponieważ „wielu dziennikarzy i polityków interpretowało zawarte w tekście jasnetezy w fałszywy sposób”. A to przecież niedopuszczalne. Znów jak przed latysłyszę nauczycieli, tylko teraz w ich roli  występują prawi i sprawiedliwi politycy,którzy tłumaczą mi, co poeta, czyli prezes miał na myśli. Pan prezes napisałksiążeczkę, a partia mu ją wydała. Każdy mógł ją przeczytać.  Jednak jak widać nie każdy czyta ze zrozumieniem,co często podkreślają politycy prawi i sprawiedliwi. Bo jeśli ktoś poczuł sięoburzony słowami prezesa, na przykład tymi o narodowości śląskiej, to właśniesłów prezesa nie pojął odpowiednio. Ale to nic nie szkodzi, bo działaczepolityczni mu to odpowiednio zinterpretują. Aby od tej chwili białe byłowłaściwie białe, czarne odpowiednio czarne. Zawarte w książce prawdy niewszyscy, jak to widać, zrozumieli właściwie. Zaistniała konieczność wytłumaczenianarodowi, co też prezes miał na myśli. I znów jak w szkole ,mam wrażenie, że jainterpretuję zadany tekst po swojemu, a mój nauczyciel chce mi wmówić, że sięmylę i tłumaczy mi, że tylko on ma monopol naprawdę. Bo jak odczytam słowa prezesapo swojemu to zawsze można mnie nazwać wtórnym analfabetą.