Rachunek na śniadanie
Postanowiłem zachowaćsię odpowiedzialnie. Właściwie to nie tyle odpowiedzialnie w stosunku do samegosiebie, ile do wymagań społecznych. Bo przecież jak twierdzi pewna pani zpewnej firmy – regularnie do mniewydzwaniająca – rachunki trzeba płacić. Dlatego też w ramach społecznejuczciwości postanowiłem zapłacić. Dostałem pieniądze które teoretycznie mają mistarczyć na miesiąc więc postanowiłem zapłacić podatki i rachunki. Bo przecieżwszystko musi być zapłacone na czas. Bezzwłocznie. Bo jak nie… to w ramach zaległości wyłącząmi, odetną, wysiedlą, ukarzą, przywalą grzywnę i tak dalej. Też w imięsprawiedliwości społecznej. Bo za wodę, prąd, czynsz, kredyt na mieszkanie,Internet, telefon trzeba zapłacić w terminie. Dlatego w tym miesiącu zgodnie zsugestią pani z banku, co to dzwoni do mnie następnego dnia po terminie mojej raty tym razem postanowiłem zapłacić.Przelałem jak leci po kolei moim dobrodziejom co to wodę dostarczają w pocieczoła i tym biedakom co to prąd do mnie dostarczają. Tym to nawet zapłaciłem zato czego jeszcze nie dostarczyli, ale to podobno tak ma być zgodnie zesprawiedliwością społeczną i wymogami tych firm, bo mam zapłacić w terminie toco oni prognozowali, że wykorzystam w przyszłości. Za kredyt za który kupiłem kąt do mieszkania.Zapłaciłem! Bo straszą, że jak nie to na bruk. Za telefon, za Internet teżzapłaciłem… wiem to już zbytek – żyć bez tego można, ale co to za życie.Zapłaciłem jeszcze kilka pomniejszych rachunków i rachuneczków… i nie starczyłona wszystkie. Nawet się specjalnie nie zdziwiłem. Wiem ile mam i na co mniestać. To znaczy nie stać. Ale zawsze ulegam jakimś dziwnym podszeptom i czasamikupię sobie tak jak w tym miesiącu buty dla przykładu. A przecież mogłem sobiewystrugać z drewna, czy wypleść z łyka. A ja zbytnik kupiłem . I teraz mam zaswoje. Nie opłaciłem rachunku. W tym podatku od tego, że kiedyś zapomniałemzapłacić podatku. I mam teraz to na co zasłużyłem. Nie dość, że dług winstytucji, która przecież na moją korzyść działa (choć ja tego nie widzę) tojeszcze wyrzuty sumienia że nie zapłaciłem właśnie. Pewnym wytłumaczeniem może być to, że na mojebankowe konto mam wpływy zdecydowanie przeciętne. Takie raczej utrzymujące sięw dolnych partiach stanów średnich i przeciętnych. Nie stać mnie na wiele, ale raz przynajmniej chciałem zapłacićwszystkie rachunki w terminie. I to też mi się nie udało w całości. Alewiększość opłaciłem. No i teraz siedzę w domu przy świetle elektrycznym, przedkomputerem z dostępem do Internetu i przeliczam to co mi zostało. Jedenaściezłotych dwadzieścia trzy grosze. A następne pieniądze w czerwcu wpłyną. – Alewszystko opłaciłem, czy prawie wszystko – pocieszam się. Jeśli ktoś tam kiedyśustalił, że z tego co dostaję na konto mam przeżyć miesiąc, to pewnie myślał też o rachunkach. Zrobiłem tak jak sugerowałata pani – co to do mnie dzwoni jak tylko spóźniam się z ratą – zapłaciłem. No ipieniądze się skończyły. Co teraz? Nie wiem. Może nie jeść. – Jedzenie jestprzereklamowane – twierdzi moja wiecznie odchudzająca się koleżanka. O, to nawet dobrze, spadnie mi kilka kilogramów – pocieszam sam siebie.I rachunki opłaciłem na czas. A to, że jestem głodny? To dedykuję tym, którzyustalili, że za te pieniądze które dostaję mogę przeżyć. To dla ciebie mojarzeczpospolito pogłoduję sobie. Ale rachunki i podatki mam opłacone. Czylispołecznie to ja jestem czysty, choć głodny.
