Kolego, pożycz parę groszy

Obublikował pavvel dnia

Coś jest chyba ze mną nie tak, a może właśnie jest to jakaś cecha wyróżniająca mnie z tłumu w sensie pozytywnym. – Przepraszam, przepraszam kolego… czy możesz chwilę poczekać – usłyszałem i choć udawałem, że to nie do mnie to jednak byłem na sto procent pewny, że chodzi właśnie o moją osobę. Byłem na jednej z najbardziej ruchliwych ulic w moim mieście. Wokół mnie kłębił się tłum przechodniów.  Matki z dziećmi. Biznesmeni. Panie i panowie w różnym wieki.  Młodzież i osoby starsze. W garniturach i w strojach roboczych. Wyglądający zamożnie, przeciętnie oraz biedniej. Jak to na ulicy – cały przekrój społeczeństwa. – Przepraszam, przepraszam kolego… czy możesz chwilę poczekać – dobiegła do mnie wykrzyczana prośba. Należy tu dodać, że wołający osobnik znajdował po drugiej stronie jezdni. Wiedziałem, że to do mnie skierowane były te słowa, nie było sensu uciekać, tym bardziej, że pan przedzierał się już między samochodami obficie obrzucając trąbiących na niego kierowców wyzwiskami. – No, widzisz jak oni jeżdżą, przejść nie można – pożalił mi się „kolega”, gdy już przede mną stanął. Miałem przed sobą osobnika w wieku około trzydziestu kilku lat. Na twarzy miał kilkudniowy zarost, włos zwichrzony i nastroszony. Ubranie zmięte. Wyglądał tak jakby właśnie wstał z łóżka i spał w tym, co teraz miał na sobie. – Cześć, kolego – wysunął ku mnie dłoń, którą uścisnąłem niechętnie. – Wiesz, mam taki kłopot… wczoraj właśnie wyszedłem z więzienia, nikogo nie znam w tym mieście, jestem głodny o i wypiłbym coś… rozumiesz… czy możesz mi pożyczyć kilka złotych – wyrecytował. I tu dochodzimy do sedna sprawy. Co jest takiego w moim wyglądzie, co sprawia, że jak magnes przyciągam takich ludzi? Że nawet jak tłum wokół mnie nieprzebrany, to właśnie do mnie skierowane jest pytanie: czy może ma pan kilka groszy? Zawsze wydawało mi się, że wyglądam przeciętnie. Niczym szczególnym się nie wyróżniam, ale to zawsze ja jestem tym, do którego zwracają się ludzie w potrzebie. – Bardzo pana przepraszam, ale mam przy sobie tylko kartę, nie mam pieniędzy – odpowiedziałem zgodnie z prawdą. – Tylko parę groszy, złotówki mi brakuje – nalegał jegomość jakby nie usłyszał, że dysponuję tylko kartą płatniczą. Przez myśl mi przeleciało, że zaraz wyjmie terminal i powie: – nie ma sprawy, może być karta. Jednak było inaczej. Pan podrapał się po szczecinie na brodzie i rzekł rozczulająco: – Kolego, nie będę cię okłamywał… popiłem wczoraj i strasznie mnie suszy… dałbyś na piwko. – Dałbym, ale nie mam – trzymałem się swojej wersji, która jak już pisałem była prawdziwa. – Szkoda, wielka szkoda, kolego – odparł jegomość. – A może masz przynajmniej szlugarka – dodał z nadzieją. – Nie mam, nie palę – odpowiedziałem. Pan był bardzo zawiedziony. – No trudno – powiedział i poszedł nie pożegnawszy się nawet. To i ja udałem się w swoją stronę zastanawiając się, co jest we mnie takiego, że przyciągam takich typków? – A swoją drogą dobrze, że pyta grzecznie a nie sam bierze siłą – nasunęła mi się refleksja. Nie dowiedziałem się też, dlaczego to ja stałem się jego kolegą a nie, kto inny. I chyba nigdy się nie dowiem.