PIN z pamięci
Kiedyś wszystko było prostsze, mniej skomplikowane. Może mniej bezpieczne i mniej nowoczesne, ale za to na pewno dużo prostsze. Pieniądze były schowane w portfelu a nie ukryte w ścianie, do której dostępu broni bankomat. Kluczem do naszej kasy jest plastikowa karta oraz magiczne zaklęcie zwane PIN-em. Choć jestem jeszcze w sile wieku to mam tę przypadłość, że zapominam. Nie pamiętam i choć się bardzo staram to czasami nadchodzi taka zła godzina, w której nie jestem sobie za nic w świecie przypomnieć, jaki jest mój PIN… A jak powszechnie wiadomo, bez tych czterech cyferek nie zapłacisz za zakupy w sklepie, nie uregulujesz rachunku w restauracji. I choć na koncie masz jeszcze pieniądze to w zasadzie ich nie masz – drogi Czytelniku – bo są zablokowane przez twoją pamięć. Taką moc mają cztery cyferki. Bez nich ani rusz. Nic panie nie zrobisz. Jak zapomnisz to pozostaje ci tylko wizyta w banku lub telefon do tej instytucji. – PIN proszę zapamiętać, nie wolno go zapisywać, a już w szczególności zanotowanego nosić przy sobie w portfelu. To wszystko w celach bezpieczeństwa – poinstruowała mnie pani w banku przy okazji otrzymywania kolejnej karty i kolejnego PIN-u. – Jakbym nie wiedział – pomyślałem z wyższością, przecież korzystam z kart dłużej niż ta panienka pracuje w tym banku. Nowe konto i nowy PIN. O starym trzeba zapomnieć. Zapamiętać ten nowy. I pamiętałem te magiczne cyferki prawie dwa lata. Płaciłem, wbijając je w dziesiątkach terminali w różnych sklepach. Wypłacałem pieniądze. Wpłacałem pieniądze w bankomatach. I zawsze, gdy PIN był potrzebny, moja pamięć uprzejmie mi go użyczała. Ale wszystko ma swój kres. Stałem jak słup przed bankomatem i za nic nie mogłem go sobie przypomnieć. – Nie wiem, no nie wiem – mamrotałem do siebie. Za mną ludzie czekający w kolejce do bankomatu zaczynali już znacząco pokasływać, a ja stałem jak kołek i wpatrywałem się w klawiaturę z całkowitą pustką w głowie. – Boże pomóż, jakie to były liczby – szukałem pomocy. A tu nic. Pustka. Może takie? Wstukałem cztery cyfry. – Błędny PIN – odpowiedział mi bankomat. No pięknie. Gorączkowo przeszukiwałem pamięć, ale z marnym skutkiem. – Może się pan pospieszyć – usłyszałem za plecami. Pewnie, mógłbym, gdybym sobie potrafił przypomnieć. – Zapomniałem PIN – wymamrotałem głośniej w celu wytłumaczenia mej opieszałości. – To idź pan do banku i nie blokuj pan bankomatu – usłyszałem. Jeszcze mam dwie próby postanowiłem, poinformowałem czekających w kolejce. Odpowiedziała mi seria wezwać Boga naszego na daremno. Wpisałem pewien swego cztery cyfry. Znów źle. Ostatni raz. – Tym razem to musi być to – zapewniałem sam siebie. Cisza. Długa cisza. Słyszałem szum głosów zniecierpliwienia za sobą i poczułem jak kropla potu spływa mi po skroni. Bankomat milczał. Po chwili – dla mnie trwającej wieczność – usłyszałem charakterystyczny szum liczonych przez automat pieniędzy, które pojawiły się we właściwym miejscu. Jakaż to była radość dla moich uszu ten szum liczonej kasy. Udało się, przypomniałem sobie. Dostałem, mam, mogę schować do kieszeni. Czułem się jakbym wygrał te pieniądze a nie pobrał z własnego konta. Ileż to radości dostarcza nam ta nowoczesność. A jak zmusza nas do ćwiczenia pamięci! – Może sobie zapiszę ten PIN – pomyślałem. – Eeee, nie wolno – skarciłem się w myślach. Względy bezpieczeństwa. Może więc kupię sobie coś na poprawę pamięci?
