No tak!
– No, tak – rzekł pewien pan dodrugiego pana. Siedziałem sobie na ławce przy głównej ulicy korzystając z tego,że postawiono ją miejscu, w którym jest cień. Było upalne popołudnie, a ja z racji uszczuplenia zasobów finansowychzmuszony byłem do dwukilometrowego marszu. Zmęczyłem się, kupiłem w sklepiebutelkę wody i postanowiłem w cieniu odpocząć troszeczkę. Przysiadłem na ławcerozkoszując się chłodną wodą oraz tym, że pobliskie drzewo chroniło mnie przedpromieniami słonecznymi. Cieszyła mnieteż ta samotność w centrum dużego miasta. – Pewnie się ktoś zaraz przysiądzie –pomyślałem. I już po chwili moje słowa okazały się prorocze. Przysiadło siędwóch panów, którzy tak bardzo byli zajęci dyskusją, że nawet chyba niezauważyli mojej obecności i mojej miny, gdy zaczęli podniesionymi głosamiudowadniać sobie wzajemnie swoje racje. – Mówię ci, że to niemożliwe! Co ty zabzdury gadasz? Przecież ja się na tym znam! – Krzyczał pan pierwszy na pana numer dwa. Rozmawiali – to znaczywrzeszczeli na siebie – zarzucając sobie nawzajem kompletną ignorancję wdziedzinie mechaniki samochodowej. – Jakto, przecież ja ci mówię, że tak było! Przecież bym tego nie wymyślił! – Przekonywałten drugi. – Szwagier ma samochód z silnikiem diesla to mi przecież opowiadał,że tak jest jak ci mówię – dodał. Pan numer dwa, pisząc w skrócie, bo wykładbył dość długi i nie wszystko zrozumiałem, udowadniał, że to szwagra auto jakjuż mu silnik odpali to może działać nawet po wyjęciu z pojazdu akumulatora,czyli bez prądu. Pan pierwszy nie bardzow to, co mówił drugi wierzył, co nie tylko było słychać, lecz widać, bo pan tenpo każdym prawie słowie swojego interlokutora pukał się znacząco w swoje czoło.– Co ty mi tu będziesz opowiadał takie bzdury! – rzekł pierwszy pan, po czym,zaczął wykład o tym, co tam w tym dieslowskim silniku jest co to uniemożliwiamu działanie bez prądu. Wspomniał ojakiejś elektronice, o elektromagnesach, które odcinają jakieś pompy i takdalej. Było to wszystko bardzo fachowe. Widać, że wie ten pan, o czym mówi. Zato u drugiego dyskutanta zaszły wielkie zmiany. Jakby zamkną się w sobie.Przycichł. Skulił się cały. Widać było, że zweryfikował poglądy, co do swejfachowości w dziedzinie motoryzacji. I nawet pewnie przekonanie oprofesjonalizmie szwagra też już przestał obowiązywać. Mówiąc językiem potocznym,aż miło było popatrzeć jak mu szczęka opadła do kolan. – No… tak – rzekł pan drugi. – No, tak – powtórzyłjeszcze ze dwa razy. Z tym tylko, że każde następne jego „ no tak” było corazbardziej radosne. I już po chwili wiedziałem to oznacza. –No tak – rzekł tenpan – dokładnie o tym mówiłem. I co się okazało, ku mojemu wielkiemuzaskoczeniu? Choć sprzeczali się od kilku minut, to w zasadzie byli jednegozdania. Wszystko to załatwiły dwa słowa: no tak!
